W drugiej połowie roku może zabraknąć w Polsce gazu

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
8 stycznia 2010, 03:00
Umowa z Gazpromem nie pozwala nam na zwiększanie zakupów. Za dostarczenie gazu Rosja chce anulowania ponad 1 mld zł długu. Niedobory mogą zmusić Polskę do ograniczenia dostaw dla wszystkich firm.

Jeśli nie podpiszemy aneksu do kontraktu jamalskiego, dzięki któremu Rosjanie zwiększą dostawy gazu do Polski do 10,3 mld m sześc. rocznie, w tym roku możemy mieć jeszcze większe niedobory gazu niż w 2009 roku. Powodem do zmartwień są zapisy w obowiązującej wciąż umowie gazowej z Rosją. Jak dowiedział się Dziennik Gazeta Prawna, kontrakt zakłada, że od nowego roku Gazprom dostarczy nam maksymalnie 7,5 mld m sześc. błękitnego paliwa rocznie, czyli prawie o 1 mld m sześc. mniej niż w minionym roku.

>>> Czytaj też: Resort gospodarki rozważa możliwość uruchomienia kryzysowych rezerw gazu

Kontrakt nie jest elastyczny

Zapisy kontraktu jamalskiego określały roczną wielkość dostaw surowca do Polski w 2009 roku na poziomie 6,9 mld m sześc. Umowa dopuszczała jednak 10-proc. elastyczność. – Mogliśmy odbierać 10 proc. mniej lub więcej gazu. Oczywiście PGNiG zamawiało maksymalne ilości surowca. Od 2010 roku tracimy jednak tę możliwość – mówi osoba znająca zapisy umowy z Gazpromem. W ubiegłym roku – oprócz 7,6 mld m sześc. zagwarantowanych w kontrakcie – PGNiG kupiło od Gazpromu w ramach umowy letniej dodatkowe 0,8 mld m sześc. W efekcie Rosjanie dostarczyli nam w sumie 8,4 mld m sześc. – Kontrakt jamalski nie daje nam możliwości zwiększenia dostaw w tym roku, istnieje co prawda 15-proc. elastyczność, ale tylko w dół – mówi nasz informator.

>>> Czytaj też: Rząd nie ma pieniędzy na zakup zapasów paliwa

Pustoszeją magazyny

Sytuacja jest tym bardziej dramatyczna, że w drugiej połowie roku dostawy z Rosji mogą być jeszcze niższe. Stanie się tak, jeśli Gazprom nadal będzie tłoczyć do Polski dodatkowe ilości gazu.

Od stycznia 2010 r. koncern przesyła nam dodatkowo 10 mln m sześc. dziennie. Z jednej strony to dobrze, bo gdyby nie one, już dziś trzeba byłoby ograniczyć dostawy np. Orlenowi czy Zakładom Azotowym Puławy. Problem jednak w tym, że jest to gaz z puli zakontraktowanej przez PGNiG na 2010 rok. W efekcie w drugiej połowie roku Rosjanie prześlą nam o tyle mniej paliwa, ile go teraz więcej zużyjemy.

>>> Czytaj też: PGNiG: magazyny gazu wypełnione w 80 proc.

Niedobory gazu mogą być tak duże, że PGNiG może być zmuszone do zakręcenia kurka nie tylko zakładom azotowym, chemicznym i petrochemicznym, ale również mniejszym odbiorcom przemysłowym. To czarny scenariusz, ale prawdopodobny. Klienci indywidualni nie muszą się raczej obawiać. – Ograniczeniom w dostawach podlegają tylko ci odbiorcy, którzy zużywają powyżej 417 m sześc. na godzinę. Tymczasem używając gazu do gotowania na kuchence, wykorzystuje się zazwyczaj 150 m sześc. gazu rocznie – tłumaczy Małgorzata Polkowska z Gaz-Systemu.

>>> Czytaj też: Dostawy gazu dla przemysłu nie będą ograniczone

Sporne opłaty

Straty przemysłu byłyby jednak ogromne. ZCh Police, które zużywają 36 tys. m sześc. gazu na godzinę, przy najniższym, 10. stopniu zasilania, otrzymają 12,5 tys. m sześc. – Orlen sobie poradzi, bo gaz zastąpi olejem opałowym. Taka sytuacja zdestabilizuje jednak obraz Polski, jako wiarygodnego miejsca inwestycji – twierdzi Andrzej Szczęśniak, niezależny ekspert rynku.

>>> Czytaj też: Nasze firmy płacą za gaz więcej niż ich konkurenci

Jak tłumaczył nam Paweł Jarczewski, rzecznik ZA Puławy, z powodu problemów z dostawami gazu w ciągu ostatnich ośmiu lat Puławy wyprodukowały 320 tys. ton amoniaku mniej. To tyle, ile roczna produkcja jednej linii. Problem mogłoby rozwiązać podpisanie aneksu do kontraktu jamalskiego. W jego ramach mielibyśmy odbierać 10,3 mld m sześc. gazu rocznie do 2037 roku. Porozumienie w tej sprawie nie zostało jednak zawarte, bo strony poróżniła kwestia EuRoPol Gazu. Polska chce, by spółka zarabiała na tranzycie przez nasze terytorium blisko 30 mld m sześc. gazu do zachodnich odbiorców. – Ale nie zarabia. Dziś EuRoPol Gaz, w którym głównymi udziałowcami są PGNiG i Gazprom, de facto jest spółką non profit – podkreśla Piotr Naimski, były wiceminister gospodarki.

A wszystko przez to, że w latach 2006–2009 Rosjanie opłatę za tranzyt obliczali według własnych, niższych wyliczeń, a nie taryfy obowiązującej w Polsce. W efekcie dług Gazpromu wobec EuRoPol Gazu sięgnął około 350 mln dol. Teraz resort gospodarki chce, by PGNiG odzyskało te pieniądze.

i02_2010_005_166_002a_001_151290.jpg
Może zabraknąć nam gazu
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj