Tom Szaky ma ambitne zamiary wobec TerraCycle, firmy recyklingowej, którą założył zaledwie pięć lat temu. – Chcę, żeby jej nazwa stała się czasownikiem, tak jak nazwa Google’a – mówi o małej firmie, mieszczącej się w starym fabrycznym budynku na terenach poprzemysłowych w Trenton w stanie New Jersey.
– Mamy nadzieję, że pewnego dnia okaże się, iż TerraCycle wynalazła nową formułę recyklingu i potrafimy sobie poradzić z każdym rodzajem odpadów. Gdy Tom Szaky (27 lat) założył swoją firmę, zajmował się tylko jednym ich typem: resztkami jedzenia z kawiarni w pobliżu Princeton University, gdzie studiował. Tymi resztkami karmił dżdżownice, które przekształcały je w nawóz, sprzedawany w zużytych butelkach PET po napojach.
Teraz jednak, po gwałtownym rozwoju – w tempie, o naśladowanie którego mogą się pokusić tylko nieliczne z początkujących firm – jego spółka zajmuje się odpadami z największych firm konsumpcyjnych w USA. Choć TerraCycle miała w zeszłym roku zaledwie 12,5 mln dol. obrotu, współpracuje z Kraftem, Marsem, PepsiCo, Kimberley-Clark i General Mills.
Logo firmy – zaprojektowane, jak mówi Tom Szaky, podczas jakiegoś nudnego wykładu w Princeton – pojawia się obecnie na prawie 1,5 mld opakowań towarów, sprzedawanych w całych USA – od soków Capri-Sun po słodycze M&M. – Do końca 2010 roku znajdzie się ono na 20 do 30 mld opakowań na całym świecie – mówi właściciel firmy.

Wbrew regułom

Do pięciu magazynów TerraCycle w USA spływają miliony zużytych opakowań papierowych, zbieranych przez ponad 8 milionów osób (także ze szkół i organizacji dobroczynnych), które za jedno mogą dostać 2–3 centy. Te odpady – wraz z innymi, jak wadliwe bele materiałów opakowaniowych – przerabia się na różne produkty: kosze na śmieci, plecaki i piórniki.
Choć TerraCycle ma zaledwie 55 pracowników, w tym roku rozszerza działalność, otwierając biura i magazyny w Kanadzie, Brazylii, Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech. Zbierane przez nią odpady przerabiane są na ponad 100 produktów – w tym także, dzięki opracowanej ostatnio metodzie, na różne formy plastykowe, wykonywane ze starych cienkich toreb foliowych.
W 2008 roku firma miała 4,5 mln dol. straty, ale teraz działa z zyskiem i zamierza w tym roku podwoić obroty. Postępuje tak, łamiąc reguły, dotyczące rozwijania początkujących firm. To odstępstwo od reguł obejmuje zbyt wczesne zawarcie kontraktów na dostawę wytwarzanego przez dżdżownice nawozów do sklepów Home Depot i Walmart Canada, produkcję dużej gamy wyrobów oraz ekspansję za granicę.
Pierwotny pomysł Toma Szaky’ego, czyli wykorzystanie dżdżownic do produkcji nawozu, to efekt konkursu na biznesplan dla startujących firm, w jakim uczestniczył w Princeton. Jego firmę ukształtował jednak raczej dar do dobrych pomysłów niż nauka na studiach MBA, a także umiejętność dokonywania „z marszu” różnych wynalazków, łut szczęścia i mnóstwo ambicji. – Podoba mi się taki sposób prowadzenia interesów. Mam skłonność do podejmowania ryzyka i sprawdzania swojego pomysłu. Nie chcę z nikim dyskutować, czy mój pomysł jest dobry, czy zły – mówi Tom Szaky.

Darmowa publicity

W działalności jego firmy były dwa ważne punkty zwrotne. Najpierw w 2007 roku, gdy interes z dżdżownicami już kwitł, TerraCycle zaczęła płacić „brygadom zbieraczy” za przysyłane jej zużyte butelki PET po napojach, służące jako pojemniki na nawóz. To doprowadziło do umowy z należącą do Danone’a firmą Stonyfield Youghurt w sprawie zbierania i wykorzystania kubeczków po jogurcie.
Następnie do Toma Szaky’ego zwróciła się Honest Tea – mała, początkująca firma, nastawiona na etyczną działalność – która chciała znaleźć sposób recyklingu torebek na soki dla dzieci. Rodzaj plastiku i folii, z jakich je wykonano, uniemożliwiał ich zwyczajne przetworzenie. W ramach tej umowy z opakowań z Honest Tea zaczęto wytwarzać markowe plecaki – zrobiono z nich także suknię, w której pianistka Soyeon Lee (żona Szaky’ego) wystąpiła w 2008 roku podczas debiutu w Carnegie Hall w Nowym Jorku. To jeden z przykładów umiejętności założyciela TerraCycle do darmowego zyskiwania popularności: kolejny stanowi napisana przezeń książka „Rewolucja w butelce”, zawierająca opowieści o strzelaninach między lokalnymi gangami i odpieraniu agresywnych kapitalistów.

Umowy z gigantami

O wiele istotniejsze przeobrażenie firmy nastąpiło jednak pod koniec 2008 roku, gdy TerraCycle weszła w posiadanie stosów przetworzonych już torebek po sokach należącej do Krafta firmy Capri-Sun. Gromadzono je w ramach państwowej akcji w kanadyjskiej prowincji Kolumbia Brytyjska. Szaky zaproponował objęcie tych opakowań umową, taką jak z Honest Tea.
– To nie myśmy znaleźli Toma, ale on znalazł nas – mówi Jeff Chahley, dyrektor Krafta ds. zrównoważonego rozwoju. Decyzję o zainicjowaniu przedsięwzięcia z małą początkującą firmą określa jako „skalkulowane ryzyko”. – Firma Capri-Sun bez zastanowienia podpisała milionowy kontrakt i właściwie uruchomiła cały program – podkreśla Tom Szaky.
Jej śladem poszli inni producenci należących do Krafta marek, a także wiele firm konsumpcyjnych. Szybki wzrost przyniósł jednak nowe wyzwania, jeśli chodzi o sprostanie popytowi na nowe produkty – zwłaszcza że TerraCycle próbowała jednocześnie zarówno je rozwijać, jak i nadzorować produkcję wyrobów z odpadów. – Kraft chciał, żebyśmy robili więcej opakowań produktów dla dzieci, Aveeno (firma należąca do Johnson & Johnson), żebyśmy się koncentrowali na opakowaniach dla kosmetyki – wspomina Tom Szaky. Jednak koszty rozwoju produktów, zajmowania się produkcją i jej sprzedażą detalistom okazały się za duże.
– Mogliśmy albo zdecydowanie ograniczyć skalę działania, koncentrując się na paru produktach – czego naprawdę nie chciałem robić – albo też wymyślić jakieś inne rozwiązanie – mówi właściciel TerraCycle.

Stawka na licencje

Tym innym rozwiązaniem, zapoczątkowanym w zeszłym roku, okazała się licencja: ten pomysł przyszedł mu do głowy, gdy w Kalifornii omawiał kwestię przetwarzania śmieci ze studiów filmowych.
TerraCycle przeprowadziła testy jednego wyrobu, na który udzieliła licencji – „torby z billboardów” (z winylowych plansz, wieszanych na tablicach – red.) dla Yak Pak, małej firmy z Nowego Jorku. – Po prostu rzuciliśmy pomysł, żeby sprawdzić, czy to działa. W momencie gdy okazało się, że działa, powiedzieliśmy sobie: nie będziemy więcej produkować, będziemy udzielać licencji. Efekt był fenomenalny. W tym roku mamy zysk, w przyszłym będzie jeszcze większy. Liczba naszych wyrobów gwałtownie wzrosła, a sprzedaż potroiła się niemal z dnia na dzień. No i zniknęło ryzyko – mówi Tom Szaky.
Ten zwrot wymagał zmiany modelu działania TerraCycle. – W 2008 roku straciliśmy strasznie dużo pieniędzy. Poszedłem w kierunku, który zdaniem wielu ludzi nie był właściwy. W dodatku załamały się rynki finansowe, tym trudniej było zatem uzasadniać, że to posunięcia odpowiednie. Wyjściem z tej sytuacji stało się licencjonowanie – podkreśla właściciel firmy.
W TerraCycle jest teraz stanowisko szefa ds. licencji (zajmuje je osoba zatrudniona poprzednio u Disneya), nadzorującego unikatowy program, w którym licencjodawca dostarcza niektórych surowców.
Tom Szaky jest przekonany, że za pomocą prób i błędów doszedł do modelu, który umożliwi firmie osiągnięcie pozycji „Google’a recyklingu”, ustalające światowe standardy branży. – Bardzo energicznie przystępujemy do ekspansji za granicą... Staramy się kontynuować wzrost tak szybko, jak się da. Największy problem stanowi obecnie zarządzanie tym wzrostem – podkreśla Tom Szaky.
Źródło nieznane