Republikanie jasno zapowiedzieli, że będą blokować wszystkie inicjatywy prezydenta Baracka Obamy związane z pompowaniem pieniędzy w gospodarkę. Choć sami swoich pomysłów również nie będą mogli przeforsować.

Według ostatnich sondaży w Izbie Reprezentantów Republikanie zdobędą przewagę ponad 30 mandatów (teraz Demokraci mają większość 77 miejsc), a w Senacie, gdzie w tym roku do obsadzenia jest 37 foteli, zniwelują stratę z obecnych 18 miejsc do dwóch, a być może nawet przejmą i tę izbę.

Takie wyniki nie dziwią, biorąc pod uwagę, że 84 proc. Amerykanów jest niezadowolonych ze stanu gospodarki, a trzech na pięciu uważa, że kraj zmierza w złym kierunku. Według jednego z sondaży rządzący od niespełna dwóch lat Obama jest gorszym prezydentem niż odsądzany od czci i wiary George W. Bush.

Obama obiecuje

Stan amerykańskiej gospodarki rzeczywiście nie daje powodów do optymizmu: tegoroczny wzrost gospodarczy nie przekroczy 2 proc. (a na dodatek jego większa część została wypracowana w pierwszej połowie roku), bezrobocie utrzymuje się na wysokim jak na Amerykę poziomie 9,6 proc., zaś najbardziej konkretnym efektem wartego prawie 800 mld dol. planu stymulacyjnego jest zwiększenie deficytu budżetowego.

Obama wprawdzie obiecuje, że deficyt, który w tym roku sięgnie 10 proc. PKB, do końca swojej kadencji zmniejszy do 3 proc., z tym że nie przedstawił żadnych konkretnych sposobów, jak ma zamiar to zrobić. Na dodatek co jakiś czas ludzie z otoczenia prezydenta przebąkują o konieczności uruchomienia nowego planu stymulacyjnego, co ma rozruszać rynek pracy.

>>> Czytaj też: Wróblewski: Ekonomiczny analfabetyzm administracji Obamy

Dla Republikanów walka z bezrobociem również jest priorytetem, lecz zamierzają ją prowadzić innymi metodami – przede wszystkim przez ulgi podatkowe dla małych przedsiębiorstw, których wartość mogłaby sięgać do 20 proc. ich rocznych dochodów, a także ułatwienia w prowadzeniu biznesu. Drugą kluczową sprawą dla opozycji jest ograniczenie deficytu i zmniejszenie roli państwa. W tym celu Republikanie chcą natychmiastowego zatrzymania wszystkich niewydanych jeszcze pieniędzy z pakietu Obamy, zmniejszenia wydatków budżetowych do poziomu sprzed bailotu oraz wprowadzenia sztywnych limitów na wszystkie wydatki uznaniowe. Według nich już w pierwszym roku przyniesie to co najmniej 100 mld dol. oszczędności. Szczegółów tych wyliczeń jednak nie podali, ograniczając się tylko do zapewnień, że cięcia nie dotkną spraw bezpieczeństwa narodowego.

Ponadpartyjna zgoda

Republikanie zapowiadają także przedłużenie przyjętych za prezydentury Busha ulg podatkowych dla wszystkich, a nie tylko dla osób zarabiających poniżej 250 tys. dol. rocznie, jak chciałaby obecna administracja. Wreszcie zamierzają zablokować najważniejsze inicjatywy legislacyjne Obamy, takie jak reforma systemu opieki zdrowotnej czy ubezpieczeń społecznych, oraz nieco rozmiękczyć najważniejszą z już przyjętych, czyli reformę regulacji rynku finansowego.

Problem jednak w tym, że choć Republikanie z powodzeniem będą mogli zablokować nowy pakiet stymulacyjny, ich własne pomysły mają niewiele większą szansę na realizację. Nawet przy najlepszym wyniku nie zdołają oni osiągnąć progu 60 mandatów w Senacie, który pozwala na przełamywanie obstrukcji parlamentarnej, ani tym bardziej 67 – który umożliwia odrzucanie prezydenckiego weta. W efekcie jest mało prawdopodobne, by przez najbliższe dwa lata Kongres przyjął jakąś ustawę, co do której nie ma ponadpartyjnej zgody. A w sprawach gospodarczych na taką zgodę się nie zanosi.

>>> Polecamy także komentarz publicysty Financial Times: Wolf: Dlaczego pacjenci nie lubią doktora Obamy