Wyższe ceny producenta i niższa produkcja to nienajlepsza kombinacja danych. Figury, które nie popsuły nastrojów na Wall Street stały się powodem do zawahania dla dolara, który wczoraj tracił do euro. Jednak to dzisiejsze dane rozstrzygną o tym, czy notowane w lutym umocnienie dolara będzie kontynuowane.

EURUSD – niższa produkcja, wyższe ceny…

Dane z USA nie zachwyciły. Wzrostowi cen producenta (0,8% m/m – zgodnie z przewidywaniami dla PPI ogółem, ale aż 0,5% dla bazowego, podczas gdy oczekiwano jedynie 0,2%) towarzyszył nieoczekiwany spadek produkcji (o 0,1% m/m), w wyniku czego stopień wykorzystania mocy produkcyjnych wzrósł jedynie o 0,1% pp. Pozytywnie zaskoczyły dane z rynku budownictwa mieszkaniowego – liczba budów nowych domów wzrosła o 67 tys., jednak na ten moment wpływ na rynek tej publikacji jest relatywnie niewielki. Jak na razie zatem dane mają mieszany wpływ na dolara – wyższe ceny teoretycznie mu sprzyjają, ale słabsze dane o sprzedaży i produkcji schładzają nieco oczekiwania co do kondycji amerykańskiej gospodarki, które udzieliły się nawet niektórym członkom Fed (wczoraj opublikowany został protokół z ostatniego posiedzenia), wyrażającym obawy, czy w obecnej sytuacji skala programu QE2 nie jest zbyt duża (była to jednak mniejszość, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę członków z prawem głosu). Rentowności dla dolara nieco wzrosły w przeciwieństwie dla rynkowych stóp procentowych w strefie euro, ale to było zbyt mało aby pozwolić na dalsze umocnienie amerykańskiej waluty.

…rozstrzygną dzisiejsze dane

W tej sytuacji decydować będą zapewne dzisiejsze publikacje – inflacja oraz tygodniowe dane o nowych bezrobotnych. Szczególnie duży wpływ na rynek miałoby zaskoczenie w przypadku inflacji bazowej, która w poprzednim miesiącu wyniosła 0,1% m/m i analogicznego odczytu rynki oczekują teraz. Spadek liczby zarejestrowań zaraportowany w ubiegłym tygodniu (do 383 tys.) pomógł notowaniom amerykańskiej waluty. Jednak te dane są ostatnio wyjątkowo zmienne – spadki przeplatane są wzrostami zarejestrowań, co częściowo tłumaczone jest wpływem pogody na proces zarejestrowań. Kolejny odczyt poniżej 400 tys. jednak byłby dopiero trzecim pokryzysowym i niewątpliwie zostałby odebrany jako korzystny dla amerykańskiej waluty. Indeks aktywności w rejonie Filadelfii będzie miał zdecydowanie mniejsze znaczenie.

Reklama

Po odbiciu się od wsparcia na poziomie 1,3430 w poniedziałek, notowania pary EURUSD dotarły aż do oporu wyznaczonego przez linię poprowadzoną po ostatnich szczytach w trakcie dzisiejszej sesji azjatyckiej. Jak na razie notowania zawróciły w tym miejscu, sugerując możliwy powrót spadków. Dopiero pokonanie tej linii mogłoby istotniej zmienić obraz rynku.

Rynek złotego – rośnie zatrudnienie i szansa na podwyżkę

3,8% - to nie tylko roczna dynamika cen konsumenta w styczniu, ale także zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw w polskiej gospodarce. Dane są jeszcze większym zaskoczeniem niż inflacja – rynek oczekiwał bowiem wzrostu nieznacznie przekraczającego 2%. Tak duży skok dynamiki zatrudnienia to nie tyle nowe miejsca pracy akurat w styczniu, co przeszacowanie bazy statystycznej (z podobnymi problemami borykają się amerykańscy statystycy o czym pisaliśmy po ostatnim raporcie z rynku pracy) sugerujące, iż zatrudnienie rosło znacznie szybciej już w 2010 roku. To zaś oznacza, iż fundusz płac rośnie szybciej niż oczekiwano, nawet w ujęciu realnym, a to z kolei zwiększa ryzyko wystąpienia efektów drugiej rundy i wzrost oczekiwań inflacyjnych. Jest to zatem kolejny argument za podwyżką stóp, która naszym zdaniem nastąpi w marcu.

W kalendarzu – dane z USA i wystąpienie szefa Fed

Kluczowe dane z USA, tj. inflacja (konsensus +0,3% m/m dla wskaźnika ogółem i 0,1% m/m dla inflacji bazowej) oraz tygodniowe dane o nowych bezrobotnych (konsensus 400 tys.) zostaną opublikowane o 14.30. Wskaźnik aktywności w rejonie Filadelfii (konsensus 21 pkt.) o 16.00. Również o 16.00 rozpocznie się wystąpienie szefa Fed w Senacie. W Polsce o 14.00 opublikowany zostanie protokół z ostatniego posiedzenia RPP.

Źródło nieznane