Na Wall Street robi się dynamicznie. Po wtorkowym największym od dwóch miesięcy wzroście S&P500, środa przyniosła drugie pod względem wielkości tąpnięcie w czasie obecnej korekty. Dow Jones spadł o 1,48 proc. i znalazł się poniżej 12 tys. punktów po raz pierwszy od 18 marca, czyli od trzech miesięcy. W najgorszym momencie tracił jednak 214 punktów, czyli 1,8 proc. S&P500 zaliczył dołek nieco poniżej 1262 punktów, spadając o 2 proc. Na koniec dnia zdołał stratę zredukować do 1,74 proc. Amerykańscy inwestorzy połapali się dopiero po dwóch godzinach handlu, że spadek indeksu aktywności gospodarczej w rejonie Nowego Jorku z 12 do minus 7,8 punktu to nie pomyłka, ale kontynuacja serii danych wskazujących na mizerny stan gospodarki ich kraju. Wcześniej indeksy zniżkowały o 0,6-0,9 proc. Swoje zrobiła też informacja o braku porozumienia europejskich ministrów finansów w sprawie pomocy dla Grecji.

Nie widać więc końca złych informacji płynących głównie, choć nie tylko, z amerykańskiej gospodarki i będących tego konsekwencją spadków na giełdach. Okazuje się, że rynki nie zawsze prawidłowo odczytują sygnały i dyskontują przyszłe tendencje w gospodarce. Tym razem wydają się być zaskoczone. Jeśli dane makroekonomiczne nadal będą tak pesymistyczne jak ostatnio, możemy mieć do czynienia z pogłębieniem korekty. Dotychczas jej rozmiar jest skromny i w przypadku S&P500 sięga 98 punktów, czyli 7,2 proc.

Do wczoraj rynki surowcowe zdawały się być jeszcze bardziej nieświadome powagi sytuacji w gospodarce. Widać to było po cenach ropy naftowej, które z osiągniętego pod koniec maja poziomu około 110 dolarów za baryłkę dotarły ostatnio do 120 dolarów. W środę zostały skorygowane o 5,5 dolara, czyli o 4,7 proc. Nieco mniej ucierpiały pozostałe surowce. Częściowo tę panikę można tłumaczyć dynamicznym umocnieniem się dolara. Jeszcze raz potwierdziła się reguła, że trwoga zawsze kieruje inwestorów ku dolarowi. Nieco zaspane złoto zdołało wzrosnąć jedynie o 0,5 proc., zaś srebro poszło w górę o ponad 1 proc.

Dziś czekać będziemy na dane o liczbie rozpoczętych budów i wydanych zezwoleń, liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych oraz publikację wskaźnika aktywności w rejonie Filadelfii. W tym ostatnim przypadku spodziewana jest spora poprawa. Oby nie doszło do rozczarowania podobnego jak w Nowym Jorku.

Wydarzenia na Wall Street zrobiły wrażenie na azjatyckich inwestorach. Na godzinę przed końcem sesji Nikkei tracił 1,6 proc., po ponad 1 proc. w dół szły indeksy w Szanghaju, w Korei, na Tajwanie i w Hong Kongu spadki sięgały 2 proc. Kontrakty na amerykańskie indeksy dziś rano zniżkowały po 0,1 proc., co można odczytać jak sygnał uspokojenia sytuacji. Początek handlu w Europie i na warszawskim parkiecie może być jednak nieprzyjemny dla posiadaczy akcji.