Rynek franczyzy: firma pod znanym logo coraz tańsza

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
9 października 2011, 09:37
Rynek franczyzy rośnie w zawrotnym tempie
Rynek franczyzy rośnie w zawrotnym tempie/DGP
Tysiąc złotych wystarczy na otwarcie biznesu językowego pod szyldem popularnej marki. Na prowadzenie szkoleń – pięć tysięcy, a dziesięć – na placówkę, która przygotuje dzieci do gry w piłkę. Przy tak niskich kosztach z franczyzy może korzystać każdy.

Ten rok przyniesie nie tylko kolejny rekord pod względem liczby nowych systemów i franczyzobiorców. Padnie też rekordowa kwota zainwestowanych pieniędzy.

W zeszłym roku przedsiębiorcy wydali na biznes pod cudzym logo 1,2 mld zł. W tym roku może to być nawet 10 proc. więcej.

– Powodem jest stale rosnąca średnia kwota inwestycji. Szacujemy, że w tym roku oscyluje ona w okolicy 300 tys. zł – mówi Michał Wiśniewski, dyrektor działu doradztwa w Profit System.

W zeszłym roku było to 241 tys. zł. Polacy inwestują więcej, bo ich oszczędności rosną. Jak wynika z danych NBP w sierpniu, depozyty gospodarstw domowych wyniosły 445 mld zł, co oznacza, że były o 10,6 proc. wyższe niż przed rokiem.

Wzrost wartości inwestowanej kwoty nie ma więc nic wspólnego z podnoszeniem przez sieci kosztów. Wręcz odwrotnie, na rynku rośnie liczba systemów, które oferują swój dotychczasowy biznes w tańszej wersji, bo mniejszy. Przykładem może być m.in. Subway, OstatnieMiejsca.pl., Da Grasso czy Sphinks.

– Od tego roku proponujemy prowadzenie biznesu głównie w internecie z opcją dojazdu do klienta. Opłata dla partnerów gotowych rozwijać działalność jest taka sama jak dla tych, którzy chcą otworzyć stacjonarną placówkę. Wynosi 12,5 tys. zł – tłumaczy Tomasz Kozikowski, prezes firmy turystycznej Ostatniemiejsca.pl, pod logo której działa już 60 franczyzobiorców.

Dodaje, że odchodzą koszty prowadzenia i adaptacji lokalu, które w skali miesiąca dają kwotę od 3 tys. zł do 10 tys. zł.

Przybywa też sieci, które proponują niskie koszty inwestycji. To powoduje, że biznes pod znanym logo staje się dostępny dla każdego. Na rynku są już bowiem koncepty, na które wystarczy zaledwie 1 tys. zł. Za taką kwotę można otworzyć punkt pod logo Edutrener.pl, specjalizujący się w zajęciach językowych w małych grupach z dojazdem do klienta. Mając 5 tys. zł oszczędności, można natomiast nawiązać współpracę z Edu, firmą oferującą szkolenia z zakresu szybkiego czytania, a za 10 tys. zł otworzyć z Socatots placówkę przygotowującą dzieci do gry w piłkę.

W sumie poniżej 20 tys. zł na uruchomienie placówki wydamy już w 12 proc. działających na rynku sieci. To oznacza, że jest już ich o 1 punkt procentowy więcej niż sieci, które oczekują zaangażowania kapitału na poziomie powyżej 500 tys. zł.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj