Sklepy z odzieżą znikają z rynku, kryzys wymusza obniżkę cen

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 października 2011, 13:17
Sprzedaż ubrań spadła w tym roku o 9,1 proc. Sklepy bankrutują, pozostałe przeceniają produkty nawet o 50 proc. W pierwszym półroczu tego roku z rynku zniknęło 13 tys. sklepów z odzieżą. To o 12 proc. więcej niż w ubiegłym.

Odzwierciedlają to dane Głównego Urzędu Statystycznego. Wynika z nich, że w tym roku sprzedaż ubrań spadła o 9,1 proc.

Sieci sklepów tłumaczą to głównie pogarszającą się sytuacją gospodarczą. Ale wpływ na obniżenie obrotów miała także ciepła jesień, która spowodowała, że klienci mniej interesowali się kolekcjami jesień – zima.

W efekcie sieci handlowe musiały zmienić strategię sprzedaży. Pierwszym krokiem jest zaostrzenie sezonowych upustów

– Esprit obniżył ceny niektórych swetrów o 50 proc., torebek o 30 proc. Ale część firm schodzi z cen na stałe. Od października zdecydował się na to Marks & Spencer, a wcześniej Benetton, który plasuje się teraz na tej samej półce cenowej co H&M. 60 proc. naszej oferty, czyli około 4 tys. produktów ma ceny niższe o 14 proc. – wyjaśnia Dušan Mrozek, dyrektor zarządzający w firmie Marks & Spencer Polska.

Oznacza to, że cena damskiego płaszcza spadła średnio z 239 na 209 zł, a dżinsów z 299 zł na 229 zł.

Inaczej na zmiany rynkowe reaguje firma Bagatt mająca 15 ekskluzywnych salonów z butami. Podnosi jakość produktów, nie obniżając cen. Witold Ziółkowski z Bagatt Polska podkreśla, że celem takiego działania jest zyskanie przewagi nad największymi rywalami, czyli Venezią czy Prima Moda.

>>> Czytaj też: Marketing: Paris Hilton w Silesia City Center w Katowicach

Także wchodzący właśnie do Polski amerykański Gap przyjął strategię niskiej ceny. Warszawski sklep, który powstanie pod logo tej marki, ma być najtańszy w Europie.

O tym, że popyt na tanią, ale markową odzież się nasila, świadczyć mogą wyniki sieci, które taką strategię przyjęły kilka lat temu. Przykładem jest firma LPP rozwijająca sklepy pod logo Reserved. We wrześniu w stosunku do roku ubiegłego jej sprzedaż zwiększyła się o 14 proc., zaś po trzech kwartałach tego roku o 17 proc. Mimo to firma nie zamierza się przyglądać z boku, jak inni gracze odbierają jej rynek.

– Towar, który nie odpowiada gustom klientów, a jest to widoczne po tym, jak rotuje, jest od razu przeceniany – zaznacza Dariusz Pachla, wiceprezes zarządu spółki LPP.

Szczególnie że na rynku przybywa sieci, które stawiają na niską cenę. Latem powstał pierwszy sklep taniej marki Peacocks, oferującej najnowsze trendy brytyjskiej mody w bardzo atrakcyjnych cenach. W marcu 2012 r. w Blue City ma powstać pierwszy sklep marki F&F, z której od 2008 r. słynie obecnie Tesco. Dziś jest w dziesiątce najpopularniejszych marek odzieżowych obok Zary czy H&M.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: handel
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj