Szczyt strefy euro poprzedzi rozpoczynająca się o godz. 18. Rada Europejska, czyli szczyt wszystkich 27 przywódców, którego organizację wymusili w niedzielę premierzy Wielkiej Brytanii i Polski. Argumentowali, że chociażby kwestia rekapitalizacji banków - jeden z elementów pakietu - musi być podjęta przez całą UE.

Kraje strefy euro już w miniony weekend osiągnęły znaczny postęp ws. pakietu decyzji, który ma uspokoić rynki finansowe. "Porozumienie będzie sfinalizowane w środę" - zapewnił przewodniczący Rady Europejskiej, a od niedzieli także strefy euro, Herman Van Rompuy na konferencji prasowej kończącej niedzielny szczyt euro.

Szczyt strefy euro rozpocznie się o godz. 19. "Zupełnie nie wiadomo, jak długo potrwa" - przyznał wysokiej rangi dyplomata we wtorek. Inny dyplomata powiedział PAP, że i tak szczegóły uzgodnień przywódców - np. negocjacje z bankami na temat ich udziału w restrukturyzacji długu Grecji - będą musieli po szczycie jeszcze dopracowywać ministrowie finansów.

>>> Czytaj też: Rynki nerwowo oczekują na środowy szczyt UE

Premier Francji Francois Fillon powiedział we wtorek, że porażka środowego szczytu strefy euro mogłaby "powalić" Europę i przynieść nieprzewidywalne konsekwencje.

Reklama

Najważniejszy, wciąż nieuzgodniony element pakietu to decyzja ws. metody wzmocnienia Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF), głównego instrumentu, jakim dysponuje strefa euro - tak by powstrzymać rozlewający się z Grecji na Włochy czy Hiszpanię kryzys zadłużenia. Mowa o zwiększeniu EFSF o obecnej zdolności pożyczkowej w wysokości 440 mld euro nawet do 1-2 bln euro poprzez tzw. lewarowanie, czyli zwiększanie możliwości kapitałowych funduszu bez zwiększenia jego środków z kasy państw strefy euro.

Van Rompuy poinformował w niedzielę, że na stole są dwa warianty dotyczące wzmocnienia EFSF. Jak ujawnili dyplomaci, pierwszy polega na zapewnieniu EFSF prawa do ubezpieczania części strat inwestorów na obligacjach zagrożonych krajów euro. Drugi - to wsparcie EFSF za pomocą dodatkowej, nowej organizacji, która mogłaby przyciągać kapitał z rynków finansowych (inwestorzy tacy jak Chiny, państwowe fundusze inwestycyjne znad Zatoki Perskiej czy inwestorzy prywatni) i używać go w programach pomocowych strefy euro. W tym drugim przypadku zaangażowany mógłby być Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW).

"Niewykluczone, że rozwiązaniem będzie mieszanka elementów obu modeli" - powiedział Van Rompuy. To oznacza, że upadł pomysł Paryża, by EFSF wzmacniać pożyczkami z Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Kategorycznie sprzeciwiły się temu Niemcy, przywiązane do politycznej niezależności EBC.

Wstępnie uzgodniono już, że należy podwyższyć z 5 do 9 proc. wskaźnik płynności kapitałowej, konieczny do spełnienia przez banki, by zdały nowe, ostrzejsze testy wytrzymałości, które przeprowadzi Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA) w bankach kluczowych dla unijnego systemu bankowego. A to oznacza, że na rekapitalizację banków europejskich potrzeba około 108 mld euro, jak nieoficjalnie mówili dyplomaci. "Nie jest pewne, że ta liczba zostanie podana do publicznej waidomości już w środę" - powiedział PAP dyplomata.

Eurogrupa wstępnie zgodziła się też, że trzeba "znacznie" podnieść wkład banków w program ratunkowy dla Grecji, ale co to znaczy w miliardach - jest kością niezgody między Paryżem a Berlinem. Straty posiadaczy greckich obligacji mogą sięgnąć nawet 50-60 proc. Takie są wnioski raportu na temat spłacalności greckiego długu, przygotowanego przez ekspertów tzw. trojki, czyli EBC, MFW i Komisji Europejskiej. Zgodnie z tym raportem bankowi wierzyciele Grecji powinni zaakceptować stratę przynajmniej połowy wartości greckich obligacji, aby uniknąć konieczności znacznego zwiększenia drugiego pakietu pomocy dla Grecji, jaki obiecała Atenom strefa euro i MFW w wysokości 109 mld euro w lipcu.

Najbardziej zagrażone greckim kryzysem są w tej chwili Włochy. Jak ujawnili dyplomaci, strefa euro rozważa nawet możliwość udzielenia Włochom pomocy z Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF), tak by zmniejszyć odsetki, jakie Rzym musi płacić za swe obligacje. Obecnie włoskie obligacje są oprocentowane na blisko 6 proc., zaś zadłużenie kraju przekracza 1,9 bln euro.

Dotąd skupowaniem obligacji zagrożonych krajów (Włoch i Hiszpanii) zajmował się EBC. Na szczycie w lipcu unijni przywódcy rozszerzyli uprawnienia EFSF, dając mu możliwość skupowania obligacji na rynku wtórnym; dotąd ta możliwość nie została jednak wykorzystana.

"Miedzy tą chwilą a środą niektórzy członkowie Rady Europejskiej będą musieli przekonać swoich kolegów, że ich kraj w pełni wdraża obiecane środki" - apelował Van Rompuy, mając na myśli właśnie Włochy. Oczekuje się, że premier Sylvio Berlusconi na środowym spotkaniu przedstawi nowe zobowiązania do reform.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel już przed niedzielnym szczytem strefy euro uprzedzała, że definitywne decyzje nie zapadną na nim, lecz dopiero na kolejnym szczycie w środę, a nawet później. Zanim Merkel uda się w środę do Brukseli będzie musiała uzyskać mandat niemieckiego Bundestagu, upoważniający ją do akceptacji ustaleń szczytu. Taki wymóg wynika z orzeczenia niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego i został potwierdzony w przyjętej pod koniec września ustawie. "Jestem z urzędu zobowiązana do tego, by chronić niemiecki naród przed szkodą i starać się o dobro dla niemieckiego narodu. Chciałabym uzyskać w tej sprawie możliwie szerokie poparcie i zabiegam o nie" - przyznała Merkel we wtorek.

Zarówno niemiecki rząd, jak i opozycja podkreślają, że żadne z proponowanych rozwiązań w celu zwiększenia EFSF nie może doprowadzić do zwiększenia wkładu Niemiec do Funduszu powyżej obecnej kwoty 211 mld euro.

>>> Zobacz też: Unia chce na siłę ratować Włochy. Berlusconi nie chce pomocy