Polskie paliwo dla samolotów najdroższe w UE

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
28 stycznia 2012, 18:40
Najdroższa Odessa, drogi Wrocław
Najdroższa Odessa, drogi Wrocław/DGP
Drożej za paliwo linie lotnicze płacą tylko na Ukrainie i w Rosji.

Wysokie ceny paliwa to zmora nie tylko kierowców samochodów, ale też pilotów. Z cennika, do którego dotarł DGP, wynika, że polskie lotniska są wyjątkowo drogie. Niższe ceny obowiązują nawet we Frankfurcie, w Londynie czy Paryżu. W tych portach PLL LOT płaci o 30 – 40 dol. mniej za tonę paliwa niż w Warszawie.

Doszło do tego, że kto może, tankuje jak najwięcej za granicą, by u nas wlać do baku jak najmniej lub najlepiej nic. Nie ma co się dziwić, bo w czasach ostrej konkurencji na rynku lotniczym każdy dolar się liczy. Na przykład Boeing 737, jedna z najpopularniejszych maszyn operujących na europejskich trasach, spala na godzinę lotu 2,5 tony paliwa. Z tego wynika, że na każdym tankowaniu za granicą można zaoszczędzić około 100 dol. w przeliczeniu na godzinę w powietrzu.

>>> Czytaj też: Hiszpania: linie lotnicze Iberia porozumiały się ze strajkującymi pilotami

Rekordowo drogi jest Wrocław, w którym nasza narodowa linia musi płacić aż 1262,65 dol. za tonę paliwa – o ponad 200 dol. więcej niż we Frankfurcie czy w Londynie. W tym przypadku na locie z Wrocławia do Monachium oszczędności LOT-u czy Lufthansy sięgają więc nawet 300 dol.

Dariusz Kuś, szef portu we Wrocławiu, przekonuje, że LOT jest sam sobie winien, bo tankuje za mało. Twierdzi, że inni, w tym Ryanair i WizzAir, dostają duże upusty i nie narzekają.

Za ile tankują tanie linie – nie wiadomo, ale jest pewne, że na tańsze zakupy nie ma co liczyć większość europejskich linii operujących do stolicy Dolnego Śląska, i nie tylko. Dlatego Lufthansa, Air France-KLM czy British Airways, wykonując operacje do Polski, tankują z reguły w swoich macierzystych portach. U nas zamawiają tylko niezbędny serwis, jak rozpakowywanie bagaży czy odladzanie.

Za taki stan rzeczy odpowiada monopol paliwowy na polskich lotniskach. W przeciwieństwie do dużych portów lotniczych u nas nie ma konkurencji. W Warszawie wyłącznym dostawcą paliwa do samolotów jest Petrolot, we Wrocławiu – spółka należąca do operatora lotniska. Nawet Bruksela naciska na Warszawę, by jak najszybciej postarała się o kolejną firmę paliwową.

Przedstawiciele stołecznego lotniska zapewniają, że wkrótce konkurencja pojawi się u nich. Do portu wejdzie bowiem Lotos Tank. – Już rozpoczęła się budowa instalacji, którą paliwo trafi do cystern spółki – mówi Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy Przedsiębiorstwa Państwowego Porty Lotnicze, zarządzającego warszawskim portem.

Tyle że – jak twierdzą sceptycy – drugi operator może niewiele zmienić. Całkiem możliwe, że potrzebne jest jeszcze szersze otwarcie na światowych operatorów. Widać to na przykładzie portu w Gdańsku. LOT płaci tam 1070 dol. za tonę – tylko o 5 dol. mniej niż w stołecznym porcie. Tymczasem od blisko dwóch lat działa tam Lotos Tank, konkurent Petrolotu. Paliwo Lotosu wlewają także do baków samoloty w najdroższym Wrocławiu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj