Liang Wengen ma szansę dokonać w Chinach kolejnej rewolucji i pogrzebać dzieło samego Mao Zedonga. Najbogatszy obywatel Państwa Środka, właściciel koncernu budowlano-maszynowego Sany Group, może już wkrótce zostać członkiem Komitetu Centralnego KPCh. Jeśli tak się stanie, po raz pierwszy we władzach powstałej w 1921 roku kompartii zasiądzie prywatny biznesmen. Ale czy wtedy Chińska Republika Ludowa będzie jeszcze ludowa?

Wabienie najczystszej wody kapitalistów przez Komunistyczną Partię Chin jest znakiem czasu: prywatny biznes już wytwarza niemal połowę chińskiego PKB oraz daje pracę aż 80 proc. robotników. W tej sytuacji władze nie mogą dłużej zaklinać rzeczywistości i udawać, że od śmierci Mao Zedonga w 1976 roku nic w państwie nie uległo zmianie. Proces otwierania się na prywatnych przedsiębiorców ma też drugie dno: młodzi i bogaci Chińczycy mają dość życia w kraju, w którym mają niewiele do powiedzenia i w którym są tłamszeni przez armię aparatczyków służących systemowi będącemu dziwaczną hybrydą komunizmu z XIX-wiecznym kapitalizmem.

>>> Czytaj też: Fenby: Demokracja w Chinach tylko spowolni wzrost gospodarczy

Z ostatniej ankiety China Merchants Bank wynika, że 27 proc. obywateli Państwa Środka z majątkiem przekraczającym 1,5 mln dol. zmieniło w ostatnim czasie obywatelstwo, głównie na amerykańskie. Te suche dane nie obrazują dynamiki procesu. A jest ona ogromna: liczba bogatych Chińczyków porzucających ojczyznę wzrosła o 73 proc. w ostatnich pięciu latach. – I nie chodzi tylko to, że wraz z nimi z kraju wypływają setki milionów dolarów. To w przeważającej części utalentowani oraz młodzi ludzie, którzy mogliby w końcu zreformować Chiny i wprowadzić je w XXI wiek – mówi DGP Nicole Cantora z brytyjskiego ośrodka analitycznego Overseas Development Institute.

Symbioza z partią

By powstrzymać ten niepokojący trend, KPCh postanowiła dokooptować do władz prywatnych przedsiębiorców, by dać im ciut większy wpływ na podejmowanie decyzji. Jeszcze w ubiegłym roku Ogólnokrajowa Federacja Przemysłu i Handlu (ACFIC), następczyni pierwszej izby handlowej założonej w czasach dynastii Qing (1644 – 1912), uznała, że najlepszym z najlepszych kandydatów do wejścia do 200-osobowego KC, który tworzą politycy, wojskowi i szefowie państwowych przedsiębiorstw, będzie 55-letni dziś Liang Wengen z prowincjonalnego – jak na chińskie warunki – miasta Changsha. Przeważył argument, że w nowej roli najlepiej sprawdzi się ten, któremu udało się prześcignąć Robina Li. Przez kilka lat twórca internetowego giganta Baidu bezdyskusyjnie przewodził liście najbogatszych Chińczyków (choć do pozycji lidera aspirował też Zong Qinghou, właściciel koncernu Wahaha produkującego napoje gazowane). 

>>> Czytaj też: Chiny, czyli mocarstwo biedy

Jednak w ubiegłym roku na drugie miejsce zepchnął go właśnie Wengen. Jego majątek jest większy od fortuny Li o równe 100 mln dol. – magazyn „Forbes” szacuje go na 9,3 mld dol. Równie spektakularne jest to, że zdołał powiększyć go aż o 5 mld dol. w niecałe dwa lata. Jego sukces jest pochodną boomu budowlanego, który niemal od dekady napędza chińską gospodarkę. Nie ma w Państwie Środka placu budowy, na którym nie pracowałby ciężki sprzęt wyprodukowany przez Sany Group. Kondycja przedsiębiorstwa jest tak wyśmienita, że coraz śmielej poczyna sobie z inwestycjami: tylko w ostatnich miesiącach Wengen wydał 25 mln dol. na zwiększenie obecności firmy w Stanach Zjednoczonych, za 360 mln euro kupił niemieckiego producenta cementu Putzmeister Holding GmbH, a 70 mln dol. przeznaczył na mocniejsze rozkręcenie działalności w Indiach. Przy wskazaniu jego kandydatury przez ACFIC nie bez znaczenia było także to, że może on zostać zaakceptowany przez władze. Liang Wengen jest dzieckiem zapoczątkowanego pod koniec lat 70. przez Deng Xiaopinga otwarcia na Zachód oraz kapitalizmu. Jest więc dla KPCh najlepszym przykładem, że sukces można osiągnąć pod skrzydłami partii. Po zdobyciu licencjatu na Centralno-Południowym Uniwersytecie w Changsha nic nie wskazywało na to, że odnajdzie się w biznesie: pracował jako dyrektor jednego z najmniej ważnych wydziałów w fabryce zbrojeniowej w Hongyuan – zajmował się promowaniem amatorskiego sportu.

Rozluźnienie komunistycznego gorsetu, które nastąpiło po śmierci Mao Zedonga, sprawiło, że postanowił założyć własną firmę – był to niewielki zakład spawalniczy. Przełom nastąpił dopiero w 1989 roku: rozpadający się blok demoludów i słabnąca pozycja Związku Radzieckiego (i w końcu jego rozwiązanie) zmusiły chińskie władze do mocniejszego otwarcia się na kapitalizm, bo w błyskawicznym tempie malała liczba sojuszników. Jeszcze w tym samym roku Wengen wraz z kolegą ze studiów założył Sany Group. Z niewielkiego przedsiębiorstwa w ciągu zaledwie dwóch dekad wyrosła na jedną z największych chińskich firm, która zatrudnia prawie 70 tys. pracowników i która w ubiegłym roku zanotowała przychód w wysokości prawie 13 mld dol.

Ten sukces jest nie tylko owocem przemyślanej strategii Wengena oraz jego umiejętności menedżerskich. – Zdaje sobie sprawę, że mimo ogromnych zmian w Chinach wciąż o wszystkim decyduje partia. Po prostu lepiej być z nią, niż z nią zadzierać – mówi Nicole Cantora. Dlatego w 2004 roku wstąpił do KPCh, tuż po tym jak wprowadził firmę na giełdę w Szanghaju.

To początek końca

Wprowadzenie Liang Wengena do ścisłego kierownictwa KPCh (choć na początku nie będzie przysługiwało mu prawo głosu) z pewnością stanie się jednym z przełomowych faktów we współczesnej historii Chin. Niesie bowiem ze sobą zmiany, także dla władzy, której zależy na utrzymaniu status quo. Pierwszy raz od 1921 roku, od czasu stworzenia komunistycznej partii, w jej władzach zasiądzie przedstawiciel prywatnego biznesu. Już to samo w sobie pokazuje, jaką ewolucję przeszła KPCh w ostatnich dwóch dekadach i w jakim kierunku zmierza.

– Jej przedstawiciele mogą wciąż zapewniać o wierności ideom Mao Zedonga, ale nie ma to pokrycia w rzeczywistości. Wcześniej czy później ugrupowanie porzuci nie tylko czerwoną ideologię, lecz także całą komunistyczną otoczkę – uważa Cantora. Ten proces trwa. Już w 2001 roku ówczesny prezydent kraju Jiang Zemin rzucił hasło, by Chińczycy nie bali się kapitalizmu, a przedsiębiorcy wstępowali w szeregi KPCh.

I wstępowali, bo obie strony czerpały korzyści z układu: ugrupowanie zyskało legitymizację do działania w całkowicie nowych warunkach, z kolei biznesmeni z partyjnymi legitymacjami mogli liczyć na ułatwienia. To przyzwolenie Jianga sprzed dekady na rozwój prywatnej działalności sprawiło, że dziś w Chinach w najszybszym tempie na świecie przybywa milionerów i miliarderów (tych drugich mają 115, a Stany Zjednoczone 421).

Ale ta ogromna eksplozja przedsiębiorczości powoduje, że Państwo Środka powoli zbliża się do przekroczenia masy krytycznej, w której to prywatny biznes będzie odpowiadał za generowanie przeważającej części PKB. Gdy tak się w końcu stanie, partia straci monopol na dyktowanie warunków działania. Przygotowując się na nieuniknione, już teraz próbuje pozyskać biznesmenów, by w przyszłości zachować wpływy. Jednak przedsiębiorcy, co pokazuje sondaż China Merchants Bank, są niezadowoleni z jej dotychczasowego protektoratu. Obłaskawiając ich, KPCh będzie musiała więc pójść na dalsze ustępstwa. Władza potrzebuje biznesmenów z jeszcze jednego powodu: bez nich nie jest w stanie poradzić sobie z zasypaniem ogromnych różnic w zamożności wśród Chińczyków.

Mieszkaniec zurbanizowanego oraz uprzemysłowionego wybrzeża zarobił w ubiegłym roku średnio ok. 21,8 tys. juanów (3,5 tys. dol.), wieśniak z interioru zaledwie 6,9 tys. juanów (1,09 tys. dol.). Na porządku dziennym są więc wybuchy społecznego niezadowolenia, które podkopują pozycję Komunistycznej Partii Chin. Tylko współpraca z biznesem może sprawić, że uda się poprawić dolę najbiedniejszych, a tym samym utrzymać ich poparcie dla władz. Za wciągnięcie biznesu do tych działań trzeba będzie jednak zapłacić – zapewne kolejnymi reformami rynkowymi. A to tylko przyspieszy nadejście chwili, w której państwowa gospodarka przestanie mieć decydujący wpływ na Chiny.

Ale Pekin nie ma innego wyjścia – nie ma już powrotu do komunizmu. Warto więc czekać na moment, w którym Liang Wengen stanie się członkiem Komitetu Centralnego. Z ostatnich informacji płynących zza Wielkiego Muru wynika, że został już prześwietlony i namaszczony, teraz tylko czeka na ostateczną decyzję. Ta ma zostać podjęta w październiku tego roku.