"Mroźna turystyka": Czesi pokochali mróz i wyznaczają nowe terendy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
11 lutego 2012, 08:01
Zima, komputer i dziewczyna
Zima, komputer i dziewczyna/ShutterStock
W Czechach pojawiła się w ostatnich dniach nowa moda, którą stała się "mroźna turystyka", czyli wyjazdy do czeskich biegunów zimna i przebywanie lub nawet biwakowanie w ekstremalnych warunkach.

W ubiegły weekend na Szumawie, paśmie górskim w południowych Czechach, temperatury zbliżyły się do minus 40 stopni Celsjusza. To przyciągnęło osoby chętne zmierzyć się z arktycznym mrozem.

"Zachęciło nas te minus 39 stopni w zimie w nocy. Tego jeszcze nie mieliśmy. To są warunki ekstremalne. To się nazywa zima. Ale przyznam się, że nocą jeszcze nie wychodziliśmy" - mówił cytowany przez czeskie radio turysta, który w ostatnich dniach przyjechał do Kvildy - miejscowości, gdzie w poniedziałek nad ranem służby meteorologiczne zarejestrowały 39,4 kresek poniżej zera.

Inna turystka wyznała, że na własnej skórze chciała odczuć zimę, o jakiej opowiadali jej dziadkowie.

Zapał przyjezdnych studzą miejscowi. Mieszkańcy Kvildy podkreślają, że nic nadzwyczajnego się nie dzieje, poza tym, że mróz wygania zwykłych turystów i narciarzy. Zauważają też, że zazwyczaj temperatura we wsi jest wyższa niż w ustawionej za wsią klatce meteorologicznej.

"Powiedziałbym, że to u nas normalna zima. Co roku mamy tu średnio metr śniegu, mrozy - nawet jeśli wydają się ekstremalne - nie są rekordowe, biorąc pod uwagę ostatnie 25 lat" - powiedział w rozmowie z PAP wójt Kvildy, Vaclav Vostradovsky.

Tłumaczył, że w ostatni poniedziałek pomiarów dokonano w stacji meteorologicznej znajdującej się około 1,5 km od zabudowanej części miejscowości. We wsi w tym samym czasie temperatury niczym nie różniły się od średniej. "Rano było koło minus 20. Prawie codziennie jest też czyste niebo, więc w ciągu dnia temperatura wzrasta do minus 10. Słońce już ma moc, więc można nawet spotkać ludzi bez czapek i rękawic" - podkreślił Vostradovsky.

Przyznał, że w ostatnich dniach pojawił się człowiek, którego celem było przespanie nocy w ekstremalnych warunkach na czeskim biegunie zimna. "Ja sam raczej odradzałbym takie rzeczy - podkreślił. - Trzeba pamiętać o tym, że to są góry, powinno się dobrze ubrać, ale niekoniecznie próbować jakichś eksperymentów".

Wójt nie zauważył fali turystów, którzy ulegliby nowej modzie. Jego zdaniem ludzie, których to interesuje: metorologowie-amatorzy, miłośnicy przyrody i inni pasjonaci, przyjeżdżają przez cały rok.

Kvilda leży na wysokości 1062 metrów nad poziomem morza i jest najwyżej położoną miejscowością w Czechach. Tamtejsza stacja meteorologiczna figuruje w czeskiej księdze rekordów jako najchłodniejsze miejsce w kraju.

"Średnia temperatura całoroczna wynosi 2 stopnie powyżej zera. Faktycznie mróz bywa i w lecie, tak więc tę +mroźną turystykę+ można by uprawiać także w najcieplejszym miesiącu, jakim jest sierpień" - dodał Vostradovsky.

>>> Czytaj też: Włochy: luksusowe marki triumfują podczas kryzysu

Czescy meteorologowie zapowiadają na weekend nową falę intensywnych mrozów i nie wykluczają, że padnie absolutny czeski zimowy rekord z 11 lutego 1929 roku, a więc minus 42,2 stopnie Celsjusza.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Tematy: turystyka
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj