Obama: Nie blefuję, gdy mówię o opcji militarnej wobec Iranu

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
2 marca 2012, 19:21
Prezydent USA Barack Obama zapewnił w piątek, że "nie blefuje" mówiąc o możliwości użycia siły w celu pokrzyżowania planów budowy broni nuklearnej przez Iran. Przestrzegł jednak Izrael przed pochopną i jednostronną akcją w tym kierunku.

Obama od dawna powtarza, że zależy mu na rozwiązaniu konfliktu z Iranem na drodze dyplomatycznej i liczy, iż pomogą w tym sankcje, ale zwykle dodaje, że "wszystkie opcje są możliwe", co jest eufemizmem na operację militarną.

"Myślę, że rząd izraelski rozumie, iż jako prezydent USA nie blefuję. Zgodnie ze zdrowymi zasadami polityki nie rozgłaszam wszem i wobec jakie są nasze zamiary. Oba rządy (Iranu i Izraela - PAP) rozumieją jednak, że kiedy rząd USA mówi, iż posiadanie przez Iran broni nuklearnej jest nie do przyjęcia, to właśnie to ma na myśli" - oświadczył Obama w wywiadzie dla tygodnika "Atlantic".

Eksperci twierdzą, że jest to najbardziej jednoznaczna dotychczas wypowiedź prezydenta Stanów Zjednoczonych na ten temat.

Obama dał jednocześnie do zrozumienia, że jednostronna akcja Izraela byłaby niepożądana m.in. dlatego, że to Iran byłby wtedy postrzegany przez świat jako ofiara agresji. "W momencie kiedy nie ma specjalnie sympatii dla Iranu i jego jedyny sojusznik, Syria, znajduje się w narożniku, czy chcemy sytuacji, gdy Iran nagle przedstawia się w roli ofiary?" - zapytał retorycznie.

>>> Zobacz też: Nieprzewidywalny Iran. Czy światu rzeczywiście grozi wojna?

Izrael obawia się, że za amerykańskimi aluzjami o użyciu siły nie pójdą czyny i podkreśla, że Iran uzbrojony w broń atomową jest dla niego zagrożeniem "egzystencjalnym". Sugeruje, że może zaatakować irańskie instalacje nuklearne bez zgody USA, jeśli nie uzyska od nich gwarancji, że same rozwiążą ten problem.

W poniedziałek Obama spotka się w Białym Domu z izraelskim premierem Benjaminem Netanjahu. Jak się oczekuje, najprawdopodobniej da on wyraz obawom swego kraju, że Waszyngton blefuje i będzie się domagał gwarancji.

>>> Czytaj też: Iran: Nie obawiamy się sankcji Zachodu

W USA dominuje niechęć do kolejnej interwencji wojskowej. W czwartek wieczorem na kolacji w Nowym Jorku z udziałem Obamy, poświęconej zbiórce funduszy na jego kampanię wyborczą, prezydent spotkał się z protestem antywojennym. Jedna z uczestniczek spotkania krzyknęła: "Niech pan użyje swego przywództwa - żadnej wojny z Iranem!". Obama odpowiedział: "Nikt nie ogłosił wojny, proszę pani. Trochę pani przesadza".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj