Wystarczy już 1 tys. zł, by działać pod znaną marką

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
15 kwietnia 2012, 16:39
To, co jeszcze kilka lat temu było niemożliwe, dziś jest na wyciągnięcie ręki. Własny biznes, ale pod szyldem znanej marki, można rozpoczynać za coraz mniejsze pieniądze.

Ogromna konkurencja na rynku w połączeniu ze spowolnieniem gospodarczym sprawiają, że sieci muszą coraz bardziej walczyć o inwestorów. Obniżają więc nie tylko koszty inwestycji, ale rezygnują też z własnych prowizji, by tylko zdobyć jak największą część rynku.

W efekcie wystarczy już 1 tys. zł, by rozpocząć działalność po marką prywatnego operatora pocztowego InPost. Niewiele więcej, bo 2,5 tys. zł, wymagają firmy: Modry Słoń, specjalizująca się w produkcji i sprzedaży książek dla dzieci, oraz Energia GP, oferująca partnerom sprzedaż energii elektrycznej dla firm. Jak zauważają eksperci, najtaniej jest założyć działalność pod znaną marką, gdy już ma się w pełny wyposażony lokal i prowadzi się w nim podobny biznes. To prawda, rośnie jednak też liczba takich sieci, które wymagają od partnera inwestycji od podstaw nieprzekraczających 10 tys. zł.

Jednym z nich jest firma Geno, właściciel marki Bielbaw Home, pod którą działają sklepy z ręcznikami i pościelą. Za 7 tys. zł oferuje indywidualny projekt sklepu, meble i ekspozytory oraz sprzęt komputerowy z oprogramowaniem. Przed uruchomieniem franczyzowej placówki Bielbaw Home jej personel przechodzi też szkolenia wstępne. Do tego przeprowadzana jest także lokalna akcja promocyjna.

Co ważne, kiedyś tani biznes można było założyć tylko w branży usługowej. Dziś są to też handel, gastronomia czy turystyka. Bo wydając 12,5 tys. zł, można założyć internetowe biuro podróży pod logo OstatnieMiejsca.pl, a inwestując 20 tys. zł, restaurację Crazy Piramid Pizza czy Husse Polska, sklep z asortymentem oraz karmą dla psów i kotów.

W efekcie, jak wynika z wyliczeń firmy badawczej Profit System, na koniec 2011 r. już ponad 22 proc. spośród 749 funkcjonujących w Polsce sieci wymagało nakładów nieprzekraczających 30 tys. zł. Gdy dwa lata wcześniej na 584 placówki działające w systemie franczyzowym niskonakładowych było 16 proc. – Obecnie, gdyby doliczyć franczyzodawców, u których na inwestycję wystarczy 50 tys. zł, odsetek tanich sieci wzrósłby do 40 proc. – mówi Michał Wiśniewski, dyrektor generalny Profit System.

Przestrzega jednak, że decydując się na wybór taniej franczyzy, należy pamiętać o tym, że zwykle niższa inwestycja oznacza jednocześnie niższe zyski. – Ale znane są przypadki, że sukces jednej placówki partner kopiuje w innych punktach. W ten sposób może podwoić, a nawet potroić swoje zarobki – dodaje Michał Wiśniewski.

Dlatego nie wolno zapominać o środkach finansowych, które pozwolą przetrwać na rynku do czasu, aż osiągnie się pierwsze zyski.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj