Wróbel: Chiński marsz na Zachód

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
22 września 2012, 03:16
Jan Wróbel
Jan Wróbel/DGP
„Japonia nauczyła nas, że musimy sobie przyswoić hasło czasu, by umieć odpowiedzieć na odzew. Inaczej grozi nam zguba” – do takiego wniosku doszedł jakieś sto lat temu hinduski pisarz, laureat Nagrody Nobla, Rabindranath Tagore.

Na Zachodzie długo oswajaliśmy się z ideą, że Japonia to bliski Zachód, a nie Daleki Wschód. Dzisiaj, kiedy Japonia jest zastraszana przez chińskie mocarstwo, musimy stać murem po stronie Zachodu, razem z Amerykanami, nie za ich plecami (jak to robimy najczęściej). Do Tokio jest nam nieskończenie bliżej niż do Pekinu. Od kiedy? Od 1868 r. Zainicjowano wówczas światłe rządy cesarza (Meiji tenno). Zniesiono zakaz wyjazdów za granicę, utworzono specjalny fundusz na rzecz wspomagania studentów wybierających się na zachodnie uczelnie. W 1872 r. wprowadzono powszechny obowiązek służby wojskowej, przekształcając armię na wzór pruski, powszechny obowiązek szkolny, policję państwową, sądownictwa, system monetarny oparty na wzorach amerykańskich i otwarto pierwszą linię kolejową.

Kolejne reformy obejmowały szkoły wyższe, prasę, rozbudowę przemysłu (na wspomaganie przemysłowców oraz rozwój infrastruktury przeznaczano w pewnym okresie prawie jedną trzecią dochodów państwa). Zadziwiło tempo, w jakim ten zanurzony w tradycji kraj zyskał pozycję gospodarczego i politycznego konkurenta Zachodu. Reformy uruchomiły niedoceniany przedtem ogromny potencjał twórczy japońskiego społeczeństwa – jedynego, które rzeczywiście nawiązało kontakt ze ścisłą europejską i amerykańska czołówką. Wokół dworu cesarskiego pojawili się europejscy doradcy. Wedle ich porad zmieniono Japonię w kraj, który będzie w stanie rywalizować z... zachodnimi potęgami. Jakkolwiek brzmi to paradoksalnie, dopiero wtedy potęgi zachodnie zaczęły liczyć się z Japonią, kiedy zaczęła ona być groźna dla Europy i Ameryki. Trzeba było krwawej historii lat 1904 – 1945, aby stała się „jednym z nas”.

Intuicja, że Zachód ceni tylko tych, których się kiedyś wystraszył, nęci władców potężnych, ale i niedocenianych Chin. Paradoksalnie pierwszym krajem Zachodu straszonym przez Chiny jest Japonia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj