Brytyjska firma Oxitec stworzyła komara, który może uwolnić świat od dengi. Może. Tylko musimy przestać się go bać.
Choć jeszcze na dobre nie zaistnieli na rynku, już wzbudzają wielkie kontrowersje. Jedni uważają ich za prawdziwych demiurgów nowoczesnych technologii, przeciwnicy twierdzą, że próbują zastąpić Boga. Mowa jest o Oxitec, niewielkiej firmie z Wielkiej Brytanii, która ma pomysł na wytrzebienie jednej z plag, która zabija ludzi. Problem w tym, że są to specjaliści od genetyki.
Oxitec (Oxford Insect Technologies) założyła trójka młodych naukowców powiązanych z University of Oxford, jedną z najbardziej szacownych brytyjskich uczelni. Za cel postawili sobie wyplenienie dengi, odmiany gorączki krwotocznej, tak jak przed laty naukowcom i lekarzom udało się całkowicie wyplenić czarną ospę. Jej ostatni przypadek zanotowano w 1978 r. (w Polsce w 1963 r.), a dwa lata później oficjalnie uznano za eradykowaną (wirusy czarnej ospy nadal są przechowywane w dwóch laboratoriach w USA i Rosji do celów naukowych, podobnież są także wciąż utrzymywane przy życiu w wojskowych instytutach w celach do stworzenia broni biologicznej).
Reklama
Czarną ospę opanowano dzięki wielkiej akcji szczepień, niestety na dengę, przenoszoną przez komary, nie istnieje ani szczepionka, ani lekarstwo. Chorym podaje się leki przeciwdziałające krwotokom oraz podaje płyny: albo organizm wygra walkę z wirusem, albo choroba może skończyć się śmiercią. Choć denga jest kuzynką eboli, słyszy się i obawia głównie tej drugiej, choć występuje dużo rzadziej. A niesłusznie. Fakt, że zakażenie ebolą najczęściej kończy się śmiercią, i to w ciągu kilku dni – w udokumentowanych przypadkach jej ognisk umierali nawet wszyscy chorzy. Jednak z tego właśnie powodu istnieje małe prawdopodobieństwo wybuchu epidemii na wielką skalę – brutalnie mówiąc, wirus zbyt szybko zabija swojego nosiciela. Co innego denga: rozwija się dłużej, z początku ma łagodne objawy, podobne do tych, które odczuwamy przy grypie, jej wirusem może się więc zakazić więcej osób.

Technologia kontra komary

Choć poznaliśmy już bohatera drugiego planu i wydaje się on nam egzotyczny, problem nie dotyczy tylko Afryki oraz Azji, gdzie choroba ta pierwotnie występowała. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) informuje, że denga jest jedną z chorób, która rozwija się najbardziej dynamicznie – i to głównie na Zachodzie. Mają na to wpływ m.in. ocieplenie klimatu sprzyjające rozwijaniu się komarów na nowych terenach oraz nasze częste podróże. Co roku, jak podaje WHO, zapada na nią ok. 50 mln ludzi na całym świecie, z czego 0,5 mln to przypadki bardzo ciężkie.
– Skoro na dengę nie ma ani szczepionki, ani lekarstwa, musieliśmy wymyślić nowy sposób na walkę z nią – mów szef Oxitecu Hadyn Parry. I wymyślili: to komary ją roznoszące. Tylko genetycznie zmodyfikowane.
Główny ośrodek badawczo-produkcyjny Oxitecu znajduje się w Brazylii, bo ta o wiele przyjaźniejszym okiem patrzy na naukowców zajmujących się genetycznymi modyfikacjami niż państwa Zachodu. W instytucie w Juazeiro komary egipskie (aedes aegypti), jedne z najbardziej zabójczych stworzeń na ziemi – roznoszą nie tylko dengę, ale i żółtą gorączkę – są rozmnażane, karmione i hodowane. Samice się zabija, przy życiu utrzymuje tylko osobniki męskie. To one zostaną poddane genetycznej modyfikacji (z całością skomplikowanego procesu można zapoznać się m.in. na firmowej stronie – red.). Cały proces transformacji trwa dwa tygodnie – specjalnie przygotowane komary, znane nauce jako OX513A, można kupić, by walczyć z dengą.

OX513A kontra marketing

Na czym polega walka? Komary wyprodukowane przez Oxitec mają wadliwy gen, który przekazują potomstwu. Powoduje on, że małe aedes aegypti giną jeszcze w fazie larwalnej, na długo przed tym, zanim zaczną przemieniać się w owady. W ten prosty sposób populacja komarów może zostać w szybkim tempie znacząco ograniczona. – Słowa o skuteczności naszego rozwiązania nie są przesadzone. OX513A sprawdziły się już w Malezji, Brazylii i na Kajmanach – mówi Parry. Na tych ostatnich wyspach populację komarów udało się ograniczyć aż o 80 proc. i to w ciągu zaledwie życia trzech ich pokoleń.
Kolejnym etapem przełomowym dla firmy miała być akcja oczyszczania z dengi Key West na Florydzie. Nieoczekiwanie pojawił się problem: naukowcy są geniuszami genetyki, ale marketingiem nie potrafią się zająć. Gdy tylko pojawiła się wiadomość, że stanowe władze rozważają kupno genetycznie zmodyfikowanych komarów, natychmiast uaktywniły się liczne organizacje walczące z GMO (genetycznie modyfikowane organizmy), które miały jeden wspólny argument: nie wiadomo, jaki jest długofalowy wpływ OX513A na cały ekosystem. Naukowcy biznesmeni wytoczyli argumenty... naukowe: przekonywali, że komarom wszczepia się wadliwy gen, a nie tworzy się usterki w DNA – jak w innych przypadkach – poprzez radioaktywne promieniowanie; posiłkowali się także badaniami przeprowadzanymi na zlecenie magazynu „Nature Biotechnology”, z których wynikało, że komary stworzone przez ich firmę nie mają wpływu na lokalne ekosystemy. I za każdym razem dodawali, że nie robili nic nielegalnego, bo mieli wszystkie zezwolenia. – A przecież z emocjami nie wygra się, przedstawiając tylko racjonalne kontrargumenty. Powinni otworzyć laboratorium, spotkać się z swoimi przeciwnikami, rozmawiać z nimi. Nic takiego nie zrobili, nie przekonali, że OX513A nie stanowi zagrożenia dla człowieka – napisał naukowiec bloger Alan Dove. Na razie plan walki z dengą na Key West został więc zawieszony, choć Stany Zjednoczone wydają rocznie na koszty jej leczenia ponad 840 mln dol.

Szczepionka na dengę?

Był to cios, który poważnie ugodził w Oxitec, ale Hadyn Parry wraz z kolegami otrząsnęli się po nim. Udało im się zawrzeć kilka mniejszych kontraktów, dzięki którym firma nie tylko przetrwała, lecz zyskała także środki na rozwój. Teraz Oxitec pracuje nad genetyczną walką ze szkodnikami niszczącymi uprawy oliwek, bawełny oraz owoców (w tym ostatnim przypadku chodzi o owocankę południówkę, która w pojedynkę potrafi zaatakować nawet 260 roślin). – Z ich strony jest to dobry krok. Jeśli ludzie przekonają się, że genetycznie modyfikowane owady dbają o nasze stoły, a przez to i o nasze portfele, to może okazać się, że warto im zaufać, by także chroniły nasze zdrowie – konkluduje Alan Dove. Oxitec musi się jednak pospieszyć: jeden z wielkich koncernów farmaceutycznych twierdzi, że finalizuje już prace nad szczepionką na dengę i że będzie można ją kupić nawet już za dwa lata.
Bloomberg / Dziennik Gazeta Prawna