Niektórzy samorządowcy z listy Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji (potencjalnych bankrutów, którzy nie byliby w stanie uchwalić budżetu ani zaciągnąć długu) – są zaskoczeni. – Nic mi o tym nie wiadomo. Sprawozdania są na bieżąco wysyłane do izb obrachunkowych, a niedługo mamy zamiar wypuścić obligacje komunalne – twierdzi Włodzimierz Załęski, wójt gminy Płoniawy-Bramura (woj. mazowieckie; znalazła się na liście MAiC).
W najgorszej sytuacji finansowej jest niespełna 2 proc. samorządów. Widać przy tym wyraźny trend – widmo bankructwa dotyczy głównie małych. – W gminach wiejskich najważniejszym źródłem podatku jest podatek rolny. Dochody z PIT są niewielkie, a wydatki bieżące zaczęły przekraczać dochody bieżące. Dlatego teraz tak walczymy o zachowanie janosikowego, bez którego sobie nie poradzimy – mówi przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP Mariusz Poznański.
Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich przypomina, że wyliczenia MAiC są wciąż teoretyczne, bo dotyczą okresu, w którym indywidualny wskaźnik jeszcze formalnie nie obowiązywał. – Wydaje mi się, że część powiatów wymienionych na liście restrukturyzowała szpitale przed lipcem 2011 r. w trybie ustawy o gospodarce komunalnej. Skutki tych działań rodzą dla nich problemy w postaci przejęcia zobowiązań tych szpitali – dodaje Wójcik.
Samorządowcy nie wykluczają jednak, że lista nadmiernie zadłużonych jednostek (w myśl nowych regulacji) może się wydłużyć. Według danych Związku Miast Polskich biorąc pod uwagę sytuację budżetową miast na koniec ubiegłego roku, problem z nowym wskaźnikiem zadłużenia będzie mieć 236 jednostek samorządowych w całym kraju.
Reklama
Zapytaliśmy MAiC, czy rząd zamierza podjąć jakieś działania, które pomogłyby wyjść gminom z finansowego impasu. – W najbliższym czasie planowane jest spotkanie premiera Donalda Tuska z przedstawicielami jednostek samorządu terytorialnego, na którym kwestia ta zostanie przedyskutowana – odpowiada DGP rzecznik MAiC Artur Koziołek.
Jak wynika z naszych informacji, do spotkania może dojść na początku kwietnia. Jednym z tematów będzie indywidualny wskaźnik zadłużenia.
Samorządy od wielu miesięcy ostrzegają, że utrudni on lub wręcz zablokuje dostęp do funduszy unijnych (by je zyskać, wymagany jest wkład własny). Lokalne władze prowadzą regularną batalię z ministrem finansów o możliwość dalszego wydawania pieniędzy, przede wszystkim na inwestycje. Odniosły już częściowy sukces – w zeszłym roku resort finansów wstrzymał dalsze prace nad wprowadzeniem reguły wydatkowej, która najpierw kwotowo, a potem procentowo (w odniesieniu do PKB) miała ograniczać dopuszczalny deficyt sektora j.s.t. Nic jednak nie wskazuje na to, by to samo miało się stać z indywidualnym wskaźnikiem zadłużenia.
– Samorządy obawiają się nowych regulacji. Najlepszym dowodem jest to, że deficyt samorządów na koniec 2012 r. wyniósł 2,7 mld zł i okazał się kilkukrotnie mniejszy od zakładanego. Powiaty odnotowały wręcz nadwyżkę, głównie przez to, że ograniczyły projekty rozwojowe – mówi Marek Wójcik.
Na niewiele zdają się też rosnące (w ujęciu nominalnym) wpływy z PIT w największych miastach – o czym pisaliśmy kilka dni temu w DGP. Jak tłumaczą samorządy, wpływy z PIT rosną za wolno w stosunku do ponoszonych przez nie kosztów realizacji coraz większej liczby zadań.