Wielka Brytania: reżim Baszara al-Asada użył broni chemicznej

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
26 sierpnia 2013, 04:39
Bliski Wschód, fot. Gemenacom
Bliski Wschód, fot. Gemenacom /ShutterStock
Wielka Brytania oskarża reżim Baszara al-Asada o użycie broni chemicznej. Zarzuty wobec władz Syrii sformułował szef brytyjskiej dyplomacji William Hague.

Według niego, świadectwa naocznych świadków oraz fakt, że podczas ataku chemicznego, terytorium to było bombardowane przez siły rządowe wskazują na odpowiedzialność reżimu. Hague dodał, że Syria to państwo, które posiada zapasy broni chemicznej, których reżim używał w przeszłości, również w zeszłym roku, choć na mniejszą skalę.

William Hague powiedział, że społeczność międzynarodowa musi w tej sprawie zareagować stanowczo. - Uważamy, że bardzo ważne jest, by zdecydowanie na to odpowiedzieć. Zdaniem szefa brytyjskiej dyplomacji dyktatorzy - Asad, ale także inni, którzy masakrują własny naród, lub też atakują inny - muszą wiedzieć, że użycie broni chemicznej to przekroczenie granicy. - Muszą zdawać sobie sprawę, że gdy granica ta zostanie przekroczona, świat zareaguje - zaznaczył.

W nocy z wtorku na środę dokonano na przedmieściach Damaszku ataku chemicznego. Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka, zginęły w nim 332 osoby, powstańcy mówili nawet o 1300 zabitych. Opozycja oskarżyła o ten atak siły rządowe, ale władze zdecydowanie zaprzeczają i oskarżają powstańców.

Asad zaprzecza

"To byłaby obraza zdrowego rozsądku" - tak prezydent Syri Baszar al-Assad komentuje doniesienia, jakoby wierne mu wojska użyły broni chemicznej wobec ludności cywilnej pod Damaszkiem.

Prezydent Assad udzielił wywiadu rosyjskiej gazecie "Izwiestia". Podkreślił w nim, że Stany Zjednoczone popełnią wielki błąd, atakując jego kraj i że muszą się liczyć z porażką.

Dochodzenie w miejscu domniemanego ataku chemicznego na przedmieściach Damaszku mają dziś rozpocząć eksperci ONZ Administracja Stanów Zjednoczonych uważa jednak, że Syria zbyt późno zgodziła się na tę inspekcję ONZ. Amerykanie są "prawie pewni", że zastosowania trujących substancji na przedmieściu Damaszku dopuściły się syryjskie siły rządowe. Dlatego nie wykluczają interwencji militarnej. Syryjska opozycja twierdzi, że w czasie ubiegłotygodniowego ataku mogło zginąć 1300 osób.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: IAR
Tematy: wojsko
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj