– Rzadko zdarza się, żeby premier rządu stygmatyzował jakąkolwiek społeczność, tymczasem premier Cameron nazwał Polaków „child benefit abusers”, czyli naciągaczami zasiłków na dzieci – tłumaczy powody stojące za organizacją protestu Jerzy Byczyński, przewodniczący Polish Youth Association „Partiae Fidelis”, głównego organizatora i pomysłodawcy protestu.

Oprócz „Partiae Fidelis” poparcie i chęć uczestnictwa w proteście wyraziły także inne organizacje polonijne, tj. zrzeszające m.in. pracowników londyńskiego City stowarzyszenie Polish Professionals in London, Zrzeszenie Nauczycielstwa Polskiego za Granicą, a także sieć skupiająca organizacje polonijne Polish Cooperation Network. Poparcie wyraziły także osoby prywatne, m.in. Janusz Różycki, syn Jerzego Różyckiego – jednego z matematyków, którzy złamali niemiecką maszynę szyfrującą Enigma.

W demonstracji wzięło udział kilkaset osób. Protest połączony był z wręczeniem petycji podpisanej przez 2500 osób. Jej autorzy domagają się od premiera Davida Camerona, aby wyjaśnił brytyjskiemu społeczeństwu, że płacący podatki Polacy są uprawnieni do takich samych świadczeń socjalnych, jak inni podatnicy. Domagają się też, aby premier wezwał do "równego traktowania Polaków" i podjął walkę z "antypolskim rasizmem". W treści listu ubolewają też nad wysokim - jak twierdzą - "poziomem postaw antypolskich, jakie nagromadziły się w ostatnich miesiącach w Wielkiej Brytanii".

Godzinna demonstracja, która zaczęła się o 15:00 czasu polskiego, przebiegła spokojnie. Porządku strzegło zaledwie dwoje umundurowanych policjantów.

Przed demonstracją na Facebooku wydarzenie zebrało 6,5 tys. lajków. Niektórzy narzekali, że aby pojawić się na proteście, będą musieli zwolnić się z pracy. – Mnie się nie podoba, że tłum bije gościa za polską flagę na kasku. Dlatego nie będę płakał nad jedną dniówką – zadeklarował użytkownik Jarek Quercus.

>>> Zasiłki dla imigrantów: oto nowe zasady, które wprowadzi Londyn. Czytaj więcej

Odniósł się w ten sposób do wydarzenia, które miało miejsce w połowie stycznia na przedmieściach Londynu. Wtedy to grupa 15 mężczyzn dotkliwie pobiła 35-letniego polskiego motocyklistę pod pubem Cross Keys w dzielnicy Dagenham. Jego żona, która była świadkiem całego zajścia, relacjonowała później, że napastników zirytowała naklejka z polską flagą, jaką jej mąż miał na kasku. Bijąc go krzyczeli „Wracaj, skąd przyjechałeś. Wracaj do Polski!”.

Byczyński mówi, że pobicie Polaka było jednym z impulsów do organizacji protestu. Przewodniczący chciałby, żeby docelowo zachęcił on także Polaków do większej aktywności obywatelskiej. – W tym momencie Polacy nie są poważnie traktowani przez tutejszych polityków. Zmieni się to tylko pod warunkiem, że masowo ruszą do urn – mówi Byczyński, będący na Wyspach od 5 lat, absolwent prawa międzynarodowego na Uniwersytecie Westminster, który kontynuuje studia na BPP Law School w Londynie.

Protestu nie poparła największa organizacja polonijna na Wyspach Brytyjskich, Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii. Jej prezes, Tadeusz Stenzel powiedział Polskiemu Radiu, że styczniową uwagę premiera Camerona - w sprawie zasiłków pobieranych w Anglii na dzieci w Polsce - potraktowano opacznie jako antypolską.

Brytyjska gościnność

– Nie chcemy umniejszać brytyjskiej gościnności i szczodrości, jakich doświadczyli polscy imigranci po 2004 r. – czytamy w petycji do brytyjskiego rządu – Boli nas jednak, że doskonałe polsko-brytyjskie relacje są na skraju zniszczenia przez populistycznych polityków, którzy z Polaków zrobili kozły ofiarne. Nie chcemy nikomu narzucać, jak mają wyglądać system świadczeń socjalnych i relacje z Unią Europejską, ponieważ jesteśmy zdania, że decyzje odnośnie do politycznej przyszłości powinny zapadać w uczciwej debacie z użyciem wyważonych argumentów. Nie pozwolimy jednak na nietolerancję i dyskryminację Polaków – argumentują Polacy.

Protesty organizowane są w czasie, gdy brytyjskie MSW pracuje nad raportem, który ma udowodnić tezę o turystyce zasiłkowej na Wyspy. Problem jednak w tym, że nie ma argumentów za taką tezą. W efekcie publikacja jest opóźniana. Z dostępnych informacji wynika, że może nawet zostać zarzucona.

Zapytaliśmy w brytyjskim resorcie, co spowodowało opóźnienie publikacji raportu. – Swoboda przepływu osób to skomplikowane zagadnienie z wieloma różnymi kwestiami do rozważenia. W efekcie zdecydowaliśmy, że chcemy spędzić więcej czasu nad tym raportem – dowiedzieliśmy się. Odnośnie do terminu publikacji usłyszeliśmy krótkie – „Kiedy będzie gotowy”.

Gorąca debata na temat imigracji toczy się także w innych europejskich krajach. W Danii w ubiegłym roku zanotowano najniższą od 27 lat liczbę urodzin. Mimo to mieszkańców kraju jest coraz więcej. Po raz pierwszy w dziejach osiadło w nim bowiem więcej zagranicznych przybyszy niż się urodziło się Dunek i Duńczyków. >>> Czytaj więcej