NFZ daje dodatkowe pieniądze na szpitale, poradnie specjalistyczne, hospicja i lekarzy rodzinnych. Oszczędzi zaś na zębach Polaków i leczeniu sanatoryjnym.

Fundusz po dwóch chudych latach przestaje zaciskać pasa. W 2015 r. do jego oddziałów na leczenie pacjentów w końcu trafi więcej pieniędzy. Łącznie ponad 64,1 mld zł. Dla porównania w tym roku jest to 62,4 mld zł. Tak wynika z projektu planu finansowego NFZ na przyszły rok.

Wzrost będzie możliwy dzięki planowanym wyższym przychodom, głównie w związku z lepszą ściągalnością indywidualnych składek. NFZ zakłada, że w porównaniu do tego roku wzrosną one o 3,39 mld zł do poziomu 69,4 mld zł.

– Taki wzrost tak naprawdę betonuje system lecznictwa. Dlatego czas na wprowadzenie innych źródeł finansowania, np. dodatkowych ubezpieczeń – uważa Małgorzata Gałązka-Sobotka, członek Rady NFZ.

Mimo większych pieniędzy na leczenie, eksperci nie spodziewają się wyraźnej poprawy w dostępie do świadczeń. Poprawa niekoniecznie zatem będzie zauważalna dla pacjentów. Nie można np. liczyć na wyraźne zwiększenie dostępu czy w ogóle zlikwidowanie limitów w przypadku niektórych zakresów usług (tak jak to się dzieje np. przy porodach czy leczeniu zawałowców). Więcej pieniędzy ma trafić np. do lekarzy rodzinnych – o 83,7 mln zł, a także na leczenie szpitalne. Tyle że zdaniem samych zainteresowanych to za mało. Zwłaszcza w kontekście pakietu antykolejkowego zapowiedzianego kilka miesięcy temu przez ministra zdrowia. Miał on poprawić m.in. dostępność do leczenia onkologicznego. Projekt planu NFZ nie zawiera żadnych konkretów w tej kwestii. Co prawda będzie więcej pieniędzy na leczenie szpitalne oraz przyjęcia u lekarzy rodzinnych i specjalistów, jednak – jak podkreśla Jerzy Gryglewicz, ekspert z Uczelni Łazarskiego, który brał udział w przygotowaniu założeń do pakietu onkologicznego – nie wiadomo, ile tak naprawdę trafi na leczenie chorych na raka.

>>> Czytaj także: Amerykańskie szpitale zbierają wrażliwe dane o swoich pacjentach. "Dla ich dobra"

Zdrowie trochę bardziej szlachetne

Na największy wzrost pieniędzy może liczyć Wielkopolska. Na drugim krańcu znajduje się woj. opolskie, które jako jedyne otrzyma o 3 mln zł mniej funduszy na leczenie chorych niż w zeszłym roku – tak wynika z podziału środków w planie finansowym NFZ na rok 2015.
Powód? – To pierwsze efekty wyludniania się regionu – przyznaje Roman Kolek, wicemarszałek woj. opolskiego. Dodaje, że z takim scenariuszem się liczono. Algorytm podziału środków bierze bowiem pod uwagę liczbę ubezpieczonych. I choć też zwraca uwagę na wiek mieszkańców, to sytuacja w Opolskiem będzie gorsza niż w poprzednich latach. – Co z tego, że mamy mniej ludzi, jeżeli wyjeżdżają, to głównie osoby młode, i rodzi się mniej dzieci. Zostały osoby starsze, które częściej chorują – tłumaczy. Ponadto nie zmniejszy się liczba lekarzy, których trzeba opłacać z tych pieniędzy, przez co na leczenie będzie jeszcze mniej pieniędzy.

Jego zdaniem algorytm powinien bardziej brać pod uwagę stan zdrowia mieszkańców. Wtedy podział byłby sprawiedliwy.

W Wielkopolsce – która z kolei dostanie o blisko 4 proc. więcej (czyli o 212 mln zł) – nie chcą komentować planów NFZ. – To na razie projekt, dopóki nie będzie zatwierdzony, trudno o nim rozmawiać – zastrzegają urzędnicy.

NFZ ogółem przeznaczy więcej na leczenie zarówno szpitalne, jak i ambulatoryjne, jednak by znaleźć oszczędności, obciął wydatki na stomatologię oraz leczenie uzdrowiskowe. To może oznaczać, że czas oczekiwania na wizytę u publicznego dentysty wzrośnie. Już teraz czeka się około pół roku, zaś na aparat ortodontyczny dla dzieci nawet dwa lata. Przy takim budżecie nie uda się również skrócić kolejek do sanatoriów, w których zgodnie z przepisami nie powinnyśmy czekać dłużej niż 18 miesięcy. Dzisiaj czekamy nawet dwa lata. Zdaniem specjalistów właśnie we wspomnianych dziedzinach najłatwiej zmniejszać nakłady, by się nie narazić na zmasowaną krytykę.

Niezmiennym priorytetem jest wciąż onkologia.

– Oczywiście, że inne specjalizacje mogą ucierpieć z tego powodu, ale nie ma specjalnego wyboru, jeżeli nie ma więcej pieniędzy. Pytanie, co lepsze: leczenie raka czy zębów? – podsumowuje Jerzy Gryglewicz z Uczelni Łazarskiego. Sęk w tym, że w pakiecie nie ma szczegółów, jak środki miałyby być rozdysponowane na leczenie nowotworów.

Lekarze uważają, że proponowane zmiany są niewystarczające. – Skoro pakiet antykolejkowy ma wejść w życie od stycznia 2015 r., to propozycja wzrostu nakładów na podstawową opiekę zdrowotną o niewiele ponad 83 mln zł jest zbyt mała – mówi Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia. – Jestem tym bardziej zawiedziona, że wcześniej zyskaliśmy zapewnienia ze strony resortu zdrowia, że podwyżka będzie nawet o 800 mln zł. Te pieniądze pozwoliłyby na realizację nowych obowiązków, jakie będą nałożone na lekarzy rodzinnych w związku ze zmianami w leczeniu onkologicznym – tłumaczy lekarka.

Nowy budżet może więc się okazać powodem do protestu przed planowaną przez ministerstwo rewolucją. Pacjenci z rakiem mieli być leczeni bez limitu i zgodnie z obietnicami czas od podejrzenia o chorobie do rozpoczęcia terapii miałby nie przekroczyć dziewięciu tygodni. W usprawnieniu procedur mieli pomóc lekarze rodzinni, których zadaniem stałoby się szybkie wstępne diagnozowanie choroby. Jednak Janicka podkreśla, że nie ma szans na tę zmianę przy takim poziomie nakładów na POZ. Nie da się zatrudnić niezbędnej dodatkowej kadry, a już teraz brakuje 10 tys. lekarzy rodzinnych, zwłaszcza w małych ośrodkach gminnych i wiejskich. – Przy takich nakładach wręcz odwrotnie, kolejki będą się wydłużać – podkreśla Janicka.

Również zdaniem Tomasza Latosa (PiS), przewodniczącego sejmowej komisji zdrowia, trudno realizować pakiet antykolejkowy bez konkretnych funduszy. Jak podkreśla poseł, będzie to temat rozmów z ministerstwem. Sławomir Neumann, wiceminister zdrowia, jednak uspokaja.

– O pieniądze na pakiet kolejkowy będziemy rozmawiać z lekarzami rodzinnymi i specjalistami, gdy będzie uchwalona ustawa – mówi.

>>> Polecamy: Polskie zdrowie w liczbach. Uciekamy z prywatnych gabinetów