Działalność Zuzanny Stańskiej (rocznik 1987), skryta pod nazwą Moiseum, to prawdziwe multiprzedsięwzięcie. Oferuje muzeom pełny wachlarz usług: aplikacje na telefony komórkowe, strony internetowe czy szkolenia z zakresu digitalizacji kultury. I ma już sporą renomę, czego dowodem może być fakt, że ostatnio otrzymała od jednej z placówek zapytanie o audyt technologiczny witryny przygotowanej przez inną firmę.

Plany na przyszłość młodej bizneswoman są jeszcze bardziej ambitne i przewidują m.in. wykorzystanie w ekspozycjach muzealnych beaconów, czyli stacjonarnych urządzeń łączących się bezprzewodowo z telefonem komórkowym za pomocą technologii bluetooth. Z ich pomocą możliwości wzbogacenia zwiedzania muzeów wydają się nieograniczone.

Jak mówi nam Stańska, gdyby jeszcze kilka lat temu ktoś spytał ją, czym będzie się zajmować w przyszłości, nie wiedziałaby, co odpowiedzieć. Ot, typowa studentka kierunków humanistycznych: historii sztuki i stosunków międzynarodowych. – Udało mi się dostać na staż do jednej z agencji PR. Kiedy kończyłam pracę o 17 i wychodziłam, czułam na sobie zdziwiony wzrok współpracowniczek: jak to, dlaczego nie siedzę do 21? – wspomina. Kiedy koleżanka powiedziała jej, że po dwóch latach stażowania agencja wreszcie zaoferowała jej pracę, obiecała sobie, że nie spędzi reszty życia w takim miejscu. Otwarte pozostało pytanie: co dalej?

Z nowymi technologiami w muzealnictwie spotkała się w 2010 r. we Włoszech, podczas praktyk studenckich w ramach programu Erasmus. Postawiła sobie za cel odbyć ją w jednym z najlepszych muzeów na świecie. – Pisałam do wszystkich placówek, jak leci. Do Villi Tivoli napisałam, że interesuję się barokowymi ogrodami, a do florenckiego Bargello, że znam się na renesansowej rzeźbie – śmieje się. Ostatecznie odpisał do niej Niemiec zajmujący się IT w rzymskim Musei Capitolini. Akurat instytucja uruchamiała wspólnie z Samsungiem projekt oparty na technologii NFC, takiej, jak w płatniczych kartach zbliżeniowych. Zwiedzający mogli przyłożyć telefon do postumentu, na którym stoi rzeźba, a na ekranie wyświetlały się związane z nim informacje. Trzy miesiące przeklejania z włoskiej Wikipedii informacji na temat starożytnych rzeźbiarzy (pomimo braku znajomości włoskiego) wystarczyły, żeby złapała bakcyla muzealnictwa na miarę XXI w. Do tematu wracała wielokrotnie na łamach swojego bloga, który założyła już po powrocie z południa Europy.

Z branżą internetową związała się w 2011 r., kiedy kolega zaprosił ją na pierwszy StartUp Weekend w Warszawie – dwudniową imprezę dla młodych programistów, podczas której mają okazję zaprezentować się potencjalnym inwestorom. To tam zawarła pierwsze znajomości, które pozwoliły później rozkręcić Moiseum. Dostała też propozycję pracy w jednym z polskich funduszy venture capital. – Rzuciłam ją po dziewięciu miesiącach, jak tylko Muzeum Historii Żydów Polskich zgłosiło się do mnie z pytaniem, czy nie byłabym w stanie przygotować dla nich mobilnej aplikacji – tłumaczy.

Pomysł był następujący. Użytkownik poruszałby się po Warszawie, a w tym czasie aplikacja pokazywałaby zdjęcia stolicy sprzed wojny. Stańska założyła działalność gospodarczą, zaprojektowała aplikację, a wykonanie zleciła na zewnątrz. Apka miała premierę w czerwcu 2012 r. Chociaż muzeum było zadowolone, nie pociągnęło to za sobą kolejnych zleceń.

– Przez prawie rok siedziałam w domu i zmywałam gary. Odchodziłam od zmysłów – dodaje. Wtedy wpadła na pomysł innej aplikacji na telefony – pod nazwą DailyArt. Idea była prosta. Apka codziennie wyświetla jakieś dzieło sztuki – najczęściej obraz – okraszone interesującym faktem dotyczącym artysty. Na przykład przy „Portrecie młodzieńca” Rafaela użytkownicy mogli przeczytać tajemniczą historię zaginięcia obrazu podczas wojny. O aplikacji napisała do wiodących amerykańskich portali internetowych, zajmujących się nowymi technologiami. Wzmianki o DailyArt zamieściły m.in. portale Mashable, VentureBeat, TheNextWeb.

– I nagle coś chwyciło. Krótki artykuł o mnie wydrukowały „Wysokie Obcasy”. Jak się okazało, „WO” czytają prawie wszystkie pracownice muzeów w Polsce. Byłam nawet w sklepowej gazetce sieci drogerii. Jakież było moje zdziwienie, gdy na spotkaniu w jednej instytucji przedstawiająca mnie pani sięgnęła do torebki po ową gazetkę, żeby pokazać artykuł o mnie – śmieje się Stańska. Od tej pory nie może narzekać na brak zleceń. Chociaż wcześniej udało się jej zrobić tylko dwie aplikacje dla muzeów (w tym dla MHŻP), to teraz Moiseum jednocześnie realizuje cztery takie projekty (dla Muzeum Miasta Łodzi, Muzeum Powstania Warszawskiego i Muzeum Regionalnego w Stalowej Woli). Do tego dochodzą również wspomniane wcześniej usługi w postaci szkoleń. Jak zapewnia Stańska, muzea to wdzięczny klient, ale o niegrubym portfelu, z ograniczonym mocno kalendarzem przyznawania grantów przez ministerstwo. Dlatego wymagają indywidualnego podejścia. Jeśli taka instytucja chce zrealizować fajny projekt, ale ma niewiele pieniędzy, właścicielka Moiseum stara się dostosować ofertę do możliwości finansowych odbiorcy.

Obecnie Moiseum to działalność jednoosobowa, ale Stańska na stałe współpracuje już z siedmioma osobami. Jej cel na przyszłość to rozszerzyć współpracę z zagranicznymi muzeami. Między innymi temu służą kontakty, które zdobywa podczas współorganizowanej przez siebie od dwóch lat konferencji We Are Museums. Na razie przede wszystkim cieszy się jednak, że robi to, co lubi, i że może z tego żyć. – Kiedy w lutym przeszłam na pełny ZUS, było już mnie na niego stać – deklaruje.

>>> Czytaj też: Rzucił politechnikę, aby rozwijać własny biznes. W przyszłości oświetli polskie miasta i drogi