Przepaść pomiędzy Polską A i B pogłębia się. Królują metropolie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
22 czerwca 2015, 10:17
Widok na Warszawę z wieżowca Warsaw Spire
Widok na Warszawę z wieżowca Warsaw Spire/Forsal.pl
W ciągu ostatnich kilkunastu lat pogłębił się dystans dzielący tzw. Polskę A i B i dalej będzie postępował. Najwięcej zyskują na tym metropolie.

Dotyczy to wszystkich największych miast w kraju, niezależnie od regionu – podaje „Gazeta Wyborcza”. Dobra pozycja metropolii nie przekłada się jednak na korzystną koniunkturę dla mniejszych miejscowości leżących w ich pobliżu.

W czym tkwi tajemnica sukcesu polskich miast? Po pierwsze – w „przywileju urodzenia”. Duże miasta rządzą bo ściągają start-upy, nowe technologie, centra obsługi IT, centra księgowe. Metropolie przyciągają też przemysł, chociaż niekoniecznie musi on lokować się w ich obrębie, tylko w sąsiadujących z miastami gminach. Inwestycje koncentrują się w miejscach, gdzie znajdują się wykwalifikowani pracownicy. A takich posiadają i ciągle przyciągają metropolie, dzięki dużej dostępności inwestycji.

Po drugie – dziedzictwo przemysłowe. Za PRL-u mieliśmy zarówno słabe zakłady, które ciążyły całej gospodarce, jak też takie, których lokalizacja była przemyślana, a specjalizacja utrzymana. Te drugie można z powodzeniem restrukturyzować. Przykładem jest Rzeszów i Dolina Lotnicza leżąca na terenie dawnego Centralnego Okręgu Przemysłowego. Do tego dochodzi jeszcze dostępność dobrych uczelni wyższych.

Po trzecie – surowce. Węgiel kamienny, brunatny i miedź dają też wielkie możliwości miejscom, w których wydobywa się je lub przetwarza. Dlatego na mapie Polski błyszczą Bełchatów, Płock czy Legnica.

Potencjał gospodarczy Polski coraz bardziej się rozwarstwia. Przez kilkanaście ostatnich lat PKB Szczecina wzrósł o jedną szóstą, a Warszawy aż o dwie trzecie. Bogaty w miedź region legnicko-głogowski rozwinął się w tym czasie o ponad 100 proc. Zwiększa się dysproporcja pomiędzy województwami: relacja PKB województwa opolskiego do warszawskiego wzrosła z 1:8,7 do 1:10,3. Rozrzut pomiędzy skrajnymi powiatami jest już 30-krotny.

Wpływa to na segmentację rynku pracy. Rosnących dysproporcji nie zatrzymują pieniądze pompowane w najbiedniejsze regiony. Podobna sytuacja dotyczy też krajów Europy Zach., na przykład byłego NRD. Czy nie da się więc skutecznie prowadzić polityki regionalnej? Niekoniecznie. Wschód Polski musi postawić na inteligentną specjalizację. Lublin na przykład mógłby postawić na edukację i stać się odpowiednikiem Cambridge.

>>> Polecamy: Polska do 2060 roku - 7 mln mniej płatników składek i 3,4 mln więcej emerytów

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Media
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj