We Francji właściciele teatrów i producenci przedstawień domagają się 50 milionów euro pomocy. To wynik spadku frekwencji po zamachach 13 listopada. Ale cierpią nie tylko oni.

Teatry nie tylko skarżą się na znaczny spadek liczby widzów, ale także na ogromne koszty związane z zapewnieniem bezpieczeństwa tym, którzy jednak zdecydują się na wyjście wieczorem na spektakl. Przedstawienie „Cats” zazwyczaj oglądało tysiąc widzów - od piątkowych zamachów ich liczba zmalała o jedną trzecią.

Ministerstwo Kultury oświadczyło, że uruchamia nadzwyczajną pomoc w wysokości czterech milionów euro, ale koszty, według teatrów są ponad dziesięciokrotnie wyższe. Mniej klientów odwiedza paryskie kafejki i restauracje. Zmniejszyło się grono widzów wybierających się na seanse filmowe do kina.

O jedną czwartą zmalała liczba turystów zagranicznych, którzy o tej porze roku tłumnie przybywali nad Sekwanę. Pustkami świecą wielkie domy handlowe już teraz przybrane świątecznymi dekoracjami. Wstrząs po zamachach jest tak silny, że według handlowców ludzie zrezygnowali z robienia zakupów, także tych pod choinkę.

>>> Czytaj też: Jak długo kraje Zachodu wytrzymają stan podwyższonego zagrożenia terrorystycznego?