Wróbel: Odpowiedź na syndrom bezradności

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 czerwca 2016, 15:36
Instalacja artysty Banksy'ego wystawiona w czasie protestów Occupy London pod katedrą św. Pawła w stolicy Wielkiej Brytanii w październiku 2011 roku. Fot. yampi / Shutterstock.com
Instalacja artysty Banksy'ego wystawiona w czasie protestów Occupy London pod katedrą św. Pawła w stolicy Wielkiej Brytanii w październiku 2011 roku. Fot. yampi / Shutterstock.com/ShutterStock
- W XIX w. Kościół zauważył groźbę zwycięstwa kapitalizmu. A wraz z nim budowanie postawy łapczywości, rozrywanie więzów rodzinnych, utożsamianie moralności ze skutecznością, opieranie rozwoju gospodarczego na konfliktach itd. - pisze w felietonie dla DGP Jan Wróbel.

1966370-.jpg
Jan Wróbel dziennikarz i publicysta

W 1891 r. papież Leon XIII wydał encyklikę „Rerum novarum”, w której wzywał do ograniczenia swobody kapitalistów „względami moralnymi”, których pilnować miało państwo. W późniejszych latach katolicka nauka społeczna posługiwała się pojęciami „pomocniczości państwa” (jak najwięcej problemów niech rozwiązują wspólnota rodzinna, sąsiedzka, zawodowa, lokalna, dopiero kiedy nie dają one rady – państwo) oraz samorządu zawodowego, harmonizującego potrzeby pracodawców i pracobiorców.

Czasów Leona XIII, mimo zaawansowanego wieku, nie pamiętam, za to transformację po 1989 r. – coraz lepiej. Centroprawica od Unii Demokratycznej przez partię braci Kaczyńskich, stronnictwa ludowe oraz plankton „chrześcijańsko-demokratyczny” odruchowo wpisywała zasadę pomocniczości do politycznych programów. W pewnym sensie idea subsydiarności była idealną odpowiedzią na brak myślenia społecznego, na syndrom wyuczonej w latach PRL-u bezradności oraz na żądzę indywidualnego sukcesu bez oglądania się na szansę sukcesu innych. Ani bezradny niezguła, ani egoistyczny wilczek kapitalizmu, tylko Polak „do tańca i do różańca” zapisany jest w mądrości Kościoła.

Jednym z nielicznych przykładów zastosowania w wolnej Polsce zasady pomocniczości są szkoły społeczne. Państwowy system nie otwiera wielu ścieżek rozwoju? To tworzymy własne szkoły, wprowadzamy w obieg edukacji własne pieniądze oraz własne pomysły na własne ryzyko. Państwo, gdyby potrafiło dobrze obracać energią ludzi, którym się chce, doprowadziłoby szkolnictwo społeczne do rangi naszego dobra narodowego powszechnie dostępnego dla młodzieży z niezamożnych domów. Zawsze jednak to zadanie przerastało horyzonty liberałów i „liberałów” rządzących Polską. Podobnie jak budownictwo komunalne, mieszkania na wynajem, praca na etat i pomoc rodzinom. Teraz, jak słyszę, wszystko to już „można”. Każda złotówka zainwestowana w zasadę pomocniczości zwróci się poczwórnie, dlaczego skąpić wsparcia szkołom utrzymywanym przez rodziców?

>>> Czytaj też: W XIX w. Kościół zauważył groźbę zwycięstwa kapitalizmu. A wraz z nim budowanie postawy łapczywości, rozrywanie więzów rodzinnych, utożsamianie moralności ze skutecznością, opieranie rozwoju gospodarczego na konfliktach itd.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj