Nie wiem, co zrobi rząd. Gdybym miał pewność wszystkich scenariuszy w przyszłości, to mógłbym wypowiedzieć się jednoznacznie, ale w takiej sytuacji nie mam wyrobionego zdania. Na pewno są korzyści, większa wymiana handlowa, możliwości dla eksportu, dotarcia za pośrednictwem tego rynku do USA. Dziś wymiana z Kanadą to poniżej 1 proc. eksportu. Ale są też zagrożenia. Głównie niepokój o import, zwłaszcza produktów rolnych. Drugi znak zapytania dotyczy rozwiązywania sporów. W sądzie arbitrażowym możemy nie mieć żadnego przedstawiciela, bo ma się składać z pięciu Kanadyjczyków i pięciu przedstawicieli UE. Jednym z tej unijnej piątki wcale nie musi być Polak; może dojść do sytuacji, że spór między Kanadą a Polską będzie rozstrzygany przez pięciu Kanadyjczyków i żadnego Polaka.
Teoretycznie mamy. Nie jest przesądzone, kto wejdzie w skład komisji, ale skoro mają oni być wybrani spośród 28 unijnych krajów, to jest zagrożenie, że nie będzie tam naszego przedstawiciela. Pewnie wskazania co do wyboru będą padały według wielkości gospodarek – o te miejsca będą zabiegały Niemcy, Francja.
Czekaliśmy na debatę parlamentarną. W jej trakcie wskazano nam formę ratyfikacji i patrzymy na zachowanie innych krajów. Nie my jedni mamy taki dylemat. Dlatego były różnice zdań i dyskusja.
Spór społeczny jest wynikiem straszenia. Gdyby ktoś przeczytał to porozumienie, sporo wątpliwości zostałoby rozwianych. Choć są te problemy, o których mówiłem.
Przez siedem lat jesteśmy bezpieczni, bo umowa zakłada, że jej zapisy w odniesieniu do tego sektora wchodzą później, ale pytanie, co potem. Są zagwarantowane unijne normy jakościowe, więc nie spodziewamy się nieuczciwej konkurencji. Ale to, co może budzić obawy, to napływ tańszej żywności z USA przez Kanadę. Jest ona tam dotowana i są niższe koszty produkcji.
GMO jest wykluczone w tej umowie. Taki problem nie istnieje. PSL niepotrzebnie tym straszy. Problemem może być wspomniana konkurencyjność. Unijne rolnictwo jest drogie, są wymagania środowiskowe, dobrostanu zwierząt, to kosztuje. Dlatego jesteśmy mniej konkurencyjni wobec innych części świata.
Żeby takie działania miały jakiś istotny skutek, musi to być co najmniej kilkaset milionów złotych. Taka jest bardzo wstępna ocena na podstawie zapowiedzi działań, jakie ma zaplanować zespół powołany przez premier Beatę Szydło.
Myślę, że w ciągu tygodnia, półtora. To będą zapewne jakieś formy świadczeń, także pomoc w prowadzeniu ośrodków, w których mogą przebywać chore dzieci, wsparcie niepełnosprawnych, opieka prenatalna czy wsparcie dla ośrodków adopcyjnych.
Na razie nie wiadomo. Ze statystyk wynika, że mamy rocznie około tysiąca przypadków aborcji ze względu na uszkodzenie płodu, ale to nie cała liczba, bo część rodziców chwalebnie wychowuje dzieci niepełnosprawne, a pomoc ma obejmować wszystkich, nie tylko tych, którzy rezygnują z aborcji. Takie dane przygotują resorty rodziny lub zdrowia.
Wszystko zmierza w tę stronę, by doprecyzować te przepisy lub wprowadzić zakaz tego typu zabiegów, ale musi być najpierw pakiet działań dający możliwość bezpiecznego przejścia rodzicom przez trudny okres.
Tak, dopiero potem zwiększenie ochrony życia.
Jeśli już, to mówimy raczej o propozycji zmiany ustawy, ale o szczegółach niech się wypowiadają specjaliści. To nie moja dziedzina.
Nie widzę tu problemu. KAS ma się zajmować bardziej kontrolą i pilnowaniem firm, rozliczeniami VAT, ceł, obrotem towarowym. Nie będzie nastawiona na osoby fizyczne.
Nacisk będzie położony na połączenie urzędów kontroli skarbowej i urzędów celnych. Urzędów podatkowych również, ale w tej części kontrolnej.
Decyzja nie została jeszcze podjęta.
Tak, będzie jeden poborca, będzie jeden kontrolujący i jeden ściągający podatki.
Niekoniecznie. Na razie analizujemy, jak by to mogło wyglądać.
ZUS jest przygotowany, aparat podatkowy także. Nie chcę na razie tego rozstrzygać. Tym zajmiemy się na końcu prac.
Nasze plany popsuł trochę wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz, ogłaszając dwutygodniową przerwę w obradach. Żeby pokazać projekt wcześniej, musimy mieć zielone światło dla wymiany informacji między bazami ZUS i urzędów skarbowych. Odpowiednia ustawa przeszła już przez Sejm i czekamy na Senat. Przez tę przerwę będziemy mieli opóźnienie.
Założenia możemy przedstawiać, ale przecież wszystkich interesują konkretne liczby. To jest najważniejszy element ustawy. Żeby je określić, musimy mieć złożone bazy danych.
Chcemy zachować obciążenie składką emerytalną w obecnej wysokości, czyli 19,52 proc. dochodu, i chcemy wprowadzić kwotę wolną, ale tylko dla części podatkowej nowej daniny w wysokości 8 tys. zł.
Jestem zwolennikiem opodatkowania ciągłego, to znaczy takiego, w którym stawka zmienia się płynnie wraz ze wzrostem dochodu. Ale byłby problem z pobieraniem zaliczek na podatek, bo tak naprawdę w ciągu roku nie byłoby wiadomo, jaki kto podatek ma zapłacić. Pozostaniemy więc raczej przy progach, których będzie kilka, cztery lub pięć, ustawionych w miarę często na początku skali dochodów. Choć nie chcę tego przesądzać już dziś; gdy będziemy mieli liczby i zobaczymy, jak to działa, wówczas podejmiemy decyzję.
Za wcześnie na takie precyzyjne dane liczbowe.
Taki jest zamiar. Chodzi o to, żeby wszystkie dochody z pracy niezależnie od formy prawnej były opodatkowane jednakowo.
Ogólnie można powiedzieć, że co do zasady nic się tu nie zmieni.
Zostają, bardzo podobne jak obecnie.
One wchodzą do jednolitej daniny, jak zapowiadaliśmy.
Bezpośrednio z budżetu. Ministerstwo Zdrowia równolegle przygotowuje projekt zmian w finansowaniu służby zdrowia. Przyjęta zostanie zasada, że określona część dochodów z nowego podatku będzie przeznaczana na ochronę zdrowia.
Dziś w niektórych przypadkach łączne obciążenie PIT i składkami może sięgać nawet 60 proc. dochodów. To sytuacja, gdy podatnik wpada już w drugi przedział podatkowy, ale jeszcze nie przekroczył tzw. 30-krotności i płaci na ubezpieczenie emerytalne.
Nie, raczej będzie to około 40 proc. z niewielką tolerancją. Podkreślam, że system jako całość ma być obojętny dla budżetu. A jeśli chodzi o poszczególnych podatników, to ci, którzy dziś mało zarabiają i tracą przez duży klin podatkowy – zyskają. Natomiast osoby o wyższych dochodach, takie, które dziś zyskują np. na trzydziestokrotności, bo nie odprowadza się od nich składek na ubezpieczenie, dołożą trochę więcej.
Nie, ale nowy podatek to wyrówna. Tak jak przy najniższej stawce część emerytalna wynosić będzie 19,52 proc., a część podatkowa 0 proc., tak przy najwyższej część emerytalna będzie stanowiła 0 proc., a podatkowa około 40 proc.
Chcemy, aby dla budżetu było to obojętne.
Moja propozycja jest taka, żeby składka ryczałtowa zaczynała się od ok. 500 zł, a nie jak obecnie od ok. 1200 zł. I potem systematycznie podatek rósłby wraz z dochodem, podobnie jak w pozostałych przypadkach.
Od dochodu. Jeśli ktoś zarejestrował się i ma bardzo małe dochody, poniżej dwóch tysięcy, to zapłaci składkę od płacy minimalnej, a podatek będzie prawie cały w kwocie wolnej, czyli już tego składnika PIT nie zapłaci.
Od tysiąca, bo płaci od dochodu, a nie przychodu.
Ale dziś też uciekają. Jeśli ktoś pokazuje koszty, inwestuje zarobione pieniądze, to bardzo dobrze.
