To miała być kolejna promocja. Kolejna, bo na przestrzeni ostatnich miesięcy raz mamy promocję niemieckiej sieci dyskontów, a drugi raz podobną w Biedronce i tak w kółko. Tym razem jednak Niemcy nie docenili sprytu naszych rodaków.

Zazwyczaj to klient jest poszkodowany, bo nie doczytał regulaminu, który traf chce jest zazwyczaj pisany drobnym drukiem i ma wiele stron. Bo punkty były tak zawile sformułowane itd. Tym razem było odwrotnie. Poszkodowana jest sieć dyskontów.

Na czym miała polegać promocja o nazwie: „Kupuj sprytnie i tanio”? Pod koniec ubiegłego miesiąca klient mógł kupić produkty spod znaku marek własnych sieci i jeśli nie byłby z nich zadowolony, mógł zwrócić w dyskoncie opakowanie po tych produkcie, aby otrzymać zwrot pieniędzy.

Reklama

I tu właśnie niemiecka sieć mogła przekonać się co znaczy „sprytnie” po polsku. Klienci okazali się wyjątkowo wybredni. Nagle produkty, które były wcześniej chętnie przez nich nabywane okazały się niedobre i nie spełniające ich oczekiwań.

Stoiska kasowe w Lidlu zaczęły przypominać taśmy w sortowni odpadów. Setki klientów pojawiało się z sklepach z workami pełnymi pustych opakowań po produktach. Niektórzy tracili smak do zakupów już na parkingu, gdzie przesypywali/przelewali zakupy do opakowań zastępczych i z tymi oryginalnymi biegli po zwrot swoich pieniędzy.

W zasadzie wszystko odbyło się zgodnie z hasłem promocji, bo było „sprytnie” i „tanio”, a nawet za darmo.

Nagle problem z zakupami zaczęli mieć też klienci, którzy nie korzystali z promocji, albo o niej nie wiedzieli. Kasy w dyskoncie zajmowały się głównie skupem zużytych opakowań i wypłatą za nie pieniędzy.

Promocja „Kupuj sprytnie i tanio” miała pierwotnie trwać do końca listopada. Lidl zakończył ją już 8 listopada. Niemiecka sieć zdecydowała jednak, że są rażące przypadki wykorzystywania promocji wbrew jej celom, którymi było poznanie zdania klientów o produktach własnych sieci Lidl.

I tu zaczyna się problem, bo w tym samym regulaminie na który powoływali się klienci oddając produkty, jest zapis że sieć może wprowadzić w nim zmiany, ale z 7-dniowym terminem wyprzedzenia. Czyli nie może zakończyć promocji z dnia na dzień, a tak właśnie uczyniła.

Sprawie przygląda się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. - Na bieżąco analizujemy otrzymane sygnały w sprawie promocji w sieci sklepów Lidl. Jeśli będą podstawy do podjęcia działań administracyjnych, będziemy informować na bieżąco - tłumaczy Małgorzata Cieloch, rzecznik prasowy UOKiK, co czytamy w gazeta.pl