Król sukienek jest nagi. Ryzykowny model biznesowy przywiódł spółkę na skraj upadku

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
25 czerwca 2022, 14:54
manekin, pracownia krawiecka
shutterstock
Firma Marie Zélie miesięcznie sprzedawała ubrania za 2 mln zł i zbudowała społeczność oddanych klientek. Ale ryzykowny model biznesowy, który wybrał prezes wizjoner, przywiódł spółkę na skraj upadku

Jeśli wierzyć legendzie założycielskiej, historia Marie Zélie zaczyna się od męskiej mody, którą zainteresował się młody fotograf ślubny z Gdańska Krzysztof Ziętarski. Kiedy miłością do klasycznej elegancji chciał zarazić żonę, okazało się, że w damskich sklepach trudno o ubrania spełniające jej wymogi: zakryte ramiona, zasłonięte kolana, naturalne materiały. Wszędzie golizna i poliester.

W 2015 r. Ziętarski jedzie do Lichenia fotografować warsztaty dla konserwatywnych katolików „Ars Celebrandi”. Przez kilka dni bierze udział w mszach świętych w rycie trydenckim - po łacinie, ksiądz tyłem do wiernych, w bogatej oprawie i z surowym rygorem dotyczącym ubioru. Atmosfera zachwyca przedsiębiorcę. Po warsztatach już wie, że sam będzie szył żonie sukienki. Ta miała początkowo zareagować śmiechem. Tymczasem Ziętarski zabiera się do pracy nad pierwszą kolekcją, by jak najszybciej wypuścić produkt. Taką poradę przeczytał w poradniku dla start-upowców: teraz albo nigdy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj