Sejm poparł wprowadzenie nowej pomocy dla osób palących węglem. Każdemu gospodarstwu domowemu będzie przysługiwać 3 tys. zł. Ustawa nie precyzuje, że pieniądze te trzeba wydać akurat na węgiel.

W Polsce brakuje węgla dla drobnych odbiorców, dla gospodarstw domowych i małych lokalnych kotłowni czy szklarni, które zużywają rocznie 10-11 mln ton węgla kamiennego średniego i grubego. Takiego węgla wydobywaliśmy od kilku lat o połowę za mało, potrzebny był import z Rosji czy Kazachstanu.

Reklama

- Jest to taki węgiel, który jest deficytowy na całym świecie, a nikt na świecie nie ogrzewa domów węglem na taka skalę jak Polska – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl. – W Polsce spala się 11 mln ton takiego węgla, gdy w całej Europie 13 mln ton. Jeżeli będziemy zwiększać import z Afryki, Australii czy Ameryki Południowej, to węgiel, który przypłynie do nas będzie dużo bardziej pokruszony, nie będzie w nim dużo węgla nadającego się do wykorzystania w gospodarstwach domowych.

Reakcje na narastający węglowy kryzys były chaotyczne. Polska Grupa Górnicza należąca do Skarbu Państwa sprzedawała węgiel dla gospodarstw domowych po 1 200-1 300 zł za tonę, gdy cena rynkowa przekroczyła 3 tys. zł (w ilości do 5 ton na osobę).

- To absurd, bo różnica w cenie dla jednego odbiorcy wynosiła 10 tys. zł, dlatego powstała kolejka „słupów”, kupujących dla innych i dostających 1 tys. zł prowizji, natomiast sprytne firmy kupowały węgiel za pośrednictwem botów – wyjaśnia Derski. – Jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest powrót do cen rynkowych i wspieranie najbiedniejszych odbiorców poprzez ośrodki pomocy społecznej.

Węgla dla gospodarstw domowych będzie więc brakować, a skala kłopotów będzie już zależeć przede wszystkim od tego jako bardzo mroźna okaże się tegoroczna zima.