Kto choć trochę interesuje się sportem, ten wie, że każda wielka gwiazda gier zespołowych ma swoich ochroniarzy.
To tacy trochę słabsi, ale za to bardzo bojowi koledzy z drużyny. Ich zadaniem jest uprzykrzanie życia każdemu, kto za bardzo przeszkadza gwieździe. A to kopną boleśnie w kostkę, a to dadzą kuksańca, jak sędzia nie patrzy. A czasem nawet jak patrzy. Z gwiazdami życia publicznego jest podobnie, czego najlepszym przykładem Adam Michnik. Funkcjonując od początku lat 90. jako redaktor naczelny (najpierw faktyczny, a potem bardziej symboliczny) „Gazety Wyborczej” i najwyższa instancja w koncernie Agora, też dorobił się niemałego zastępu ochroniarzy. Zwykle więc każdy, kto próbował Michnika skrytykować (a nawet tylko opisywać jego rolę szarej eminencji polskiej polityki), narażał się na kopanie po kostkach i nieliche kuksańce.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zobacz
|
