Po piątkowym rekordzie wszechczasów indeksu WIG-Banki, dzisiaj otworzył się on jeszcze wyżej i zanotował nowy historyczny szczyt. Na razie nie widać chętnych do poważniejszej redukcji zyskownych pozycji. Inwestorów i analityków stale zaskakuje tempo wzrostu cen konsumenckich i producenckich w Polsce. Na razie rynek nie ma też przekonania by RPP miało strategię i pomysł na powstrzymanie inflacji oraz sprowadzenie jej w obrębie celu. To jest właśnie efekt stylu dotychczasowej komunikacji Rady, zresztą widoczny w notowaniach złotego. Jednocześnie pojawiają się nieliczne projekcje inflacji CPI nawet w wysokości 8% w najbliższym okresie.

W efekcie utraty kontroli nad cenami przez RPP rynek spodziewa się jutro podwyżki głównej stopy o 50 punktów bazowych do poziomu 1%. Oczywistym jest, że podwyżka o 50 punktów bazowych nic nie zmieni pod względem tempa wzrostu cen w krótkim terminie. Jest jednak szansa, że wesprze złotego. RPP przespała okres, gdy zmiana retoryki i same komunikaty mogły z łatwością wpływać na decyzje inwestycyjne na rynku złotego. Teraz pozostaje już tylko liczyć, że kolejna podwyżka zostanie dobrze odczytana przez rynek i inwestorzy nie będą dalej agresywnie wyprzedawać złotego. RPP musi też wykorzystać szansę na przekonanie rynku, że wie co robi. Dla przypomnienia - ostatnie posiedzenie RPP w tym roku będzie miało miejsce 8 grudnia.

Od stycznia 2020 roku do marca 2021 realne stopy procentowe utrzymywały się w kraju pomiędzy -2,3%, a -3,6%. W kwietniu inflacja wyrwała się spod kontroli, przy – należy to podkreślać – zupełnej ignorancji i bierności RPP. Ostatni zaskakujący wynik CPI z października wskazuje, iż w ostatnich dwunastu miesiącach Polacy posiadając gotówkę realnie stracili 6,3% swoich oszczędności. Zawsze warto przypominać o wadliwości CPI w opisywaniu siły nabywczej złotego, gdyż koszyk ujęty w tym wskaźniku nie jest dobrze dopasowany do faktycznych wydatków społeczeństwa.

Reklama

Jutrzejsza oczekiwana podwyżka stóp procentowych i jej skala w krótkim terminie nie powinny wpłynąć na kondycję akcji innych sektorów niż bankowy. Będą to nadal bardzo niskie wartości stóp procentowych w kraju, dobrze stymulujące naszą gospodarkę. Inaczej może być, gdy stopy procentowe sięgną poziomu około 250-300 punktów, a dokładniej, gdy inwestorzy giełdowi będą widzieli możliwość takiego scenariusza z wyprzedzeniem o powiedzmy umowne 6-9 miesięcy. Będą to już wartości negatywnie wpływające na wiele segmentów gospodarki, w tym w szczególności na rynek nieruchomości komercyjnych oraz nabywanych w celach mieszkaniowych. To mogłoby pociągnąć za sobą spółki budowlane i zacząć wpływać negatywnie na konsumpcję Polaków.

Dzisiaj podczas sesji w Warszawie nie ma już żadnych danych makroekonomicznych ze świata, które same w sobie mogą zmienić oblicze naszego dnia giełdowego. Pozostaje czekać na RPP.