Hierarchię w notowaniach najważniejszych walut świata w dużej mierze ustalała w minionych miesiącach skłonność poszczególnych banków centralnych do podnoszenia stóp procentowych. To właśnie z tego powodu dolar wiódł prym i na światowych rynkach był najmocniejszy od ponad 20 lat.

Do franka szwajcarskiego, niezmiennie cieszącego się renomą tzw. bezpiecznej przystani, inwestorów przyciągały natomiast złe wiadomości, których ostatnio nie brakowało. Wystarczy wymienić: napaść Rosji na Ukrainę, spadki na globalnych giełdach akcji (np. indeks S&P 500 w tym roku runął o niemal 20 proc.) oraz szeroko rozumiane gospodarcze problemy Eurolandu.

Reklama

– W efekcie zadziałała tradycyjna zależność: im gorzej się dzieje, tym bardziej frank drożeje. Co istotne, szwajcarska waluta jak dotąd była jednak pozbawiona atutów na polu polityki pieniężnej. A przecież różnice w poziomie stóp procentowych pomiędzy poszczególnymi gospodarkami i ich zmiany to uniwersalny i najważniejszy wyznacznik atrakcyjności danej waluty – wyjaśnia Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Szwajcarów zaniepokoiła inflacja na poziomie 2,5 proc.

Szwajcarski Bank Centralny (SNB) od lat postrzegany jest jako najmniej skory do zacieśniania polityki obok Banku Japonii. Dzieje się tak nie bez przyczyny. Ostatni raz stopy procentowe w Szwajcarii zostały podniesione w 2007 r., czyli jeszcze przed wybuchem globalnego kryzysu finansowego. Od 2015 r. koszt pieniądza w Szwajcarii wynosi minus 75 punktów bazowych. Wszystko jednak zaczyna wskazywać, że prezes SNB wypisuje się z grona maruderów w podnoszeniu stóp, co staje się wodą na młyn franka i źródłem kolejnej odsłony jego siły.

Inwestorzy przyjmowali, że SNB zwykł podążać dwa kroki za Europejskim Bankiem Centralnym, powielając jego ruchy, ale z istotnym opóźnieniem. W związku z tym, że EBC szykuje się do podwyżki stóp procentowych prawdopodobnie we wrześniu br., spodziewano się, że SNB nie zdąży rozpocząć cyklu podwyżek w tym roku.

– Najnowsze wypowiedzi prezesa SNB Thomasa Jordana każą jednak sądzić inaczej. Zmianę nastawienia zdają się uzasadniać rosnące ceny. Dynamika kwietniowej inflacji w Szwajcarii osiągnęła 2,5 proc. r/r. Na tle wskaźników dla Polski (12,4 proc. r/r) czy nawet strefy euro (niemal 7,5 proc. r/r) to na pierwszy rzut oka bardzo niska wartość wskaźnika. Średni poziom inflacji w całym roku przekroczy jednak w Szwajcarii cel inflacyjny na poziomie 2 proc. Przy specyfice tej małej gospodarki wystarcza to, by skłonić do działania bank centralny. Dodajmy, że w kraju Helwetów presja cenowa jest najsilniejsza od 2008 r. Można zatem stwierdzić, że ostatnio stopy podnoszono przy podobnej dynamice cen – analizuje Bartosz Sawicki z Cinkciarz.pl.

Zbyt silny frank nie na rękę Szwajcarom, ale sytuacja jest wyjątkowa

SNB wielokrotnie utyskiwał na siłę franka, nie poprzestając przy tym na słowach. Na przestrzeni lat wykorzystano równowartość astronomicznej kwoty niemal pół biliona franków na interwencje walutowe mające wyhamować nadmierne, niepożądane umocnienie waluty.

Podobne były zresztą źródła koncepcji, że SNB ze sporym opóźnieniem naśladować będzie działania EBC: gdyby podwyżki w Szwajcarii ruszyły wcześniej, byłaby to przesłanka do umocnienia franka w relacji do euro. A tego chciano przecież unikać jak ognia. Teraz, gdy na pierwszy plan wychodzą zagrożenia związane z inflacją, można zakładać, że determinacja, by osłabiać walutę i podtrzymywać kurs EUR/CHF na wyższych pułapach, wyraźnie osłabła.

Zła wiadomość dla frankowiczów

– Niestety, efekty dołączenia Szwajcarii do ogólnoświatowej walki z inflacją dosięgną w Polsce frankowiczów i to podwójnie. Warto wspomnieć, że frank jest w tym tygodniu zdecydowanie najsilniejszy wśród głównych walut świata. Tymczasem niebawem jego inwestorska atrakcyjność się zwiększy, ponieważ w Szwajcarii wzrosną stopy procentowe. Spodziewamy się, że łączna skala podwyżek wyniesie 75 punktów bazowych, cykl najprawdopodobniej rozpocznie się we wrześniu br., zakończy zaś już w marcu 2023 r. Druga zła informacja jest taka, że należy zapomnieć o znacznie niższym kursie franka w relacji do złotego. Przyzwolenie szwajcarskich władz monetarnych, by frank pozostawał mocny, radykalnie zmniejszają prawdopodobieństwo, że notowania EUR/CHF wydźwigną się w perspektywie kilku kwartałów do 1,10 – szacuje analityk Cinkciarz.pl.

4,25 zł za franka – to optymistyczny scenariusz

W przypadku złotego rozszerzająca się różnica w poziomie stóp procentowych w relacji do głównych walut w teorii powinna być atutem PLN. W niepewnym otoczeniu rynkowym i przy gigantycznej awersji do ryzyka czynnik ten został jednak zepchnięty na dalszy plan. W kontekście planowanych ruchów przez SNB najistotniejsza różnica polega na tym, że w tych samych warunkach umocnienie przychodzi frankowi znacznie łatwiej niż słabej, chwiejnej i niezwykle wrażliwej na rynkowe zawirowania polskiej walucie.

Niewiele zmienia tu założenie, że cykl podwyższania stóp przez RPP zakończy się na nieporównywalnie wyższym poziomie 7-7,5 proc., a stopy na tym pułapie zostaną utrzymane przez minimum kilka kwartałów.

– Iskierką nadziei dla złotego może się stać osiągnięcie porozumienia w sprawie Krajowego Planu Odbudowy i napływ do Polski środków unijnych. Jeżeli wreszcie do tego dojdzie, to w najbliższych miesiącach kurs EUR/PLN wymaże całość zwyżki zanotowanej po agresji Rosji na Ukrainę, czyli powróci do 4,50. Obawy o kondycję światowej gospodarki w połączeniu z rosnącym deficytem budżetowym w Polsce i gorszą niż w poprzednich latach sytuacją w bilansie płatniczym mogą nie pozwolić na zdecydowanie mocniejszy ruch. W rezultacie kurs CHF/PLN powinien spadać w dalszej części roku, ale trwała zniżka poniżej 4,25 wydaje się mało realna – puentuje analityk Cinkciarz.pl.