To już kolejny podwyżkowy miesiąc na zakupach. I marna to pociecha, że jedynie zmieniają się królowie drożyzny. Choć tempo wzrostu cen w sklepach nieco wyhamowało, nie oznacza to, że wszystkie produkty tanieją. Z najnowszego „Indeksu Cen w Sklepach Detalicznych” pracowni badawczej UCE Research i Uniwersytetu WSB Merito wynika, że w czerwcu codzienne zakupy były średnio o 2,7 procent droższe niż rok wcześniej. Autorzy raportu przeanalizowali blisko 100 tysięcy cen regularnych i promocyjnych najczęściej kupowanych produktów w sklepach.
Najnowszy TOP drożyzny
Największe podwyżki objęły chemię gospodarczą, której ceny wzrosły o 6,1 procent. Niewiele mniej zdrożały pieczywo (5,3 procent), słodycze i desery (5,2 procent), środki higieny osobistej (5,1 procent) oraz ryby (4,5 procent).
Jak wyjaśnia Marcin Luziński, ekonomista Erste Banku, każda z tych kategorii drożeje z innych powodów. – Słodycze i desery uplasowały się na szczycie rankingu z powodu wzrostów globalnych cen czekolady, które jednak już stopniowo zanikają. Chemia gospodarcza i środki higieny osobistej znalazły się w czołówce drożyzny ze względu na zwiększenie kosztów produkcji chemicznej w obliczu kryzysu na Bliskim Wschodzie. Zakończenie go oznacza perspektywę złagodzenia dynamiki w tej kategorii, ale przełożenie na ceny detaliczne może być powolne. Natomiast ryby podrożały w efekcie zmian klimatycznych. Rosną temperatury oceanu, co negatywnie wpływa na podaż owoców morza – wylicza ekspert.
Mięso i napoje nadal drożeją
Na kolejnych miejscach zestawienia znalazły się używki, których ceny wzrosły o 3,6 procent, mięso i produkty sypkie – po 3,4 procent, a także napoje – o 3,2 procent.
Zdaniem dr Agnieszki Łopatki z Uniwersytetu WSB Merito w tych kategoriach widać już wyraźne wyhamowanie podwyżek. – Sprzyjają temu tańsze surowce rolne, wygaśnięcie części wcześniejszych szoków kosztowych oraz silna konkurencja między sieciami handlowymi. Nie oznacza to powrotu do dawnych cen. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz stabilizacji na nowym, wyższym poziomie cen, ponieważ koszty pracy, energii czy podatki, w tym na przykład akcyza, pozostają wciąż wysokie – ocenia ekspertka.
Owoce i warzywa pod presją dużej podaży
Znacznie spokojniej zmieniały się ceny owoców, które wzrosły o 2,7 procent. Wędliny podrożały o 2,2 procent, artykuły dla dzieci o 1,9 procent, karmy dla zwierząt o 1,5 procent, a warzywa jedynie o 0,8 procent.
Marcin Luziński zwraca uwagę, że za wolniejszym wzrostem cen owoców i warzyw stoi przede wszystkim wysoka podaż. Podobnego zdania jest dr Maria Andrzej Faliński, były wieloletni dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Import owoców i warzyw obniża średnią cenę kategorii. Do tego nastąpił tak zwany sezonowy wysyp owoców krajowych, szczególnie tych mniej wrażliwych na susze, a także uprawianych w kontrolowanych warunkach. Dotyczyło to między innymi dużej części truskawek i pomidorów – wyjaśnia ekspert.
Z kolei dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, podkreśla, że w przypadku artykułów dla dzieci i karm dla zwierząt ważną rolę odgrywa silna konkurencja między sieciami handlowymi oraz rozwój marek własnych, co skutecznie ogranicza możliwość dalszych podwyżek.
Co się dzieje cenami masła i nabiału?
Raport pokazuje również, że część produktów jest dziś wyraźnie tańsza niż przed rokiem. Największy spadek odnotowano w kategorii tłuszczów, których ceny obniżyły się średnio o 14,9 procent. Jeszcze mocniej potaniało samo masło – aż o 34,9 procent.
Nieznacznie spadły także ceny nabiału (o 1,2 procent) oraz dodatków spożywczych (o 0,1 procent). Zdaniem dr Marka Szymańskiego z Uniwersytetu WSB Merito główną przyczyną jest znaczący wzrost produkcji.– Tłuszcze to ewenement, którego źródłem jest wyraźny wzrost wytwarzania. W ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2026 roku produkcja masła była wyższa o 22 procent niż rok wcześniej, konfekcjonowanego oleju rzepakowego o 16 procent, a konfekcjonowanego oleju słonecznikowego aż o 262 procent. Nie jest łatwo przekonać nabywców, żeby kupili o kilkanaście procent więcej tego rodzaju produktów, nie stosując zachęt cenowych – podkreśla ekspert.
Dr Agnieszka Łopatka wskazuje, że na tak duże obniżki złożyło się kilka czynników. Pierwszym jest efekt wysokiej bazy sprzed roku, kiedy masło należało do produktów drożejących najszybciej. Drugim jest rosnąca produkcja mleka w Polsce, Unii Europejskiej, Stanach Zjednoczonych i Nowej Zelandii, co przełożyło się na niższe ceny surowca. Trzecim elementem pozostaje intensywna wojna cenowa prowadzona przez sieci handlowe.
– Po trzecie, bardzo ważną rolę odgrywa wojna cenowa sieci handlowych. Masło i olej rzepakowy należą do najczęściej promowanych produktów, wykorzystywanych do przyciągania klientów do sklepów. Agresywna polityka rabatowa dodatkowo wpływa na notowane wyniki, ponieważ raport uwzględnia nie tylko ceny regularne, ale również promocyjne – tłumaczy ekspertka.
Dlaczego jedne produkty drożeją, a inne tanieją?
Zestawienie pokazuje ogromne różnice pomiędzy poszczególnymi kategoriami. Podczas gdy tłuszcze potaniały o niemal 15 procent, chemia gospodarcza, pieczywo czy środki higieny osobistej podrożały o ponad 5 procent.
Dr Piotr Arak wyjaśnia, że wynika to przede wszystkim z odmiennej struktury kosztów. – W odniesieniu do produktów spożywczych dynamika zmian cen jest szybsza i bardziej podatna na korekty sezonowe, a w przypadku chemii gospodarczej i środków higieny wolniejsza. Dlatego ludzie mają taki problem z interpretowaniem syntetycznego wskaźnika inflacji, choć płyną z niego bardzo konkretne informacje – mówi główny ekonomista VeloBanku.
Dr Agnieszka Łopatka dodaje, że obecna dezinflacja ma przede wszystkim charakter kosztowo-podażowy, a nie popytowy. – W kategoriach takich jak chemia gospodarcza, środki higieny osobistej czy pieczywo większe znaczenie mają koszty energii, pracy, opakowań i logistyki, które pozostają relatywnie wysokie. Dlatego to właśnie różnice w strukturze kosztów są główną przyczyną tak dużej dywergencji cen, a polityka promocyjna sieci handlowych dodatkowo wzmacnia te różnice – podkreśla ekspertka.
Rynek szuka nowej równowagi
Zdaniem ekspertów obecna sytuacja pokazuje, że rynek stopniowo wchodzi w okres większej stabilizacji. Ceny nie rosną już tak gwałtownie jak w poprzednich latach, ale nie oznacza to powrotu do poziomów sprzed wysokiej inflacji. Dr Marek Szymański zwraca uwagę, że po wyłączeniu wyjątkowo taniejących tłuszczów różnice pomiędzy poszczególnymi kategoriami nie są już tak duże, jak mogłoby się wydawać.
Z kolei dr Maria Andrzej Faliński uważa, że obecnie kształtuje się nowa równowaga na rynku. – Właśnie kształtuje się w miarę stabilna struktura zakupowa żywności i pozostałych kategorii produktów szybko zbywalnych. Ważą się nie tylko pozycje kosztowe, ale też krajowe i międzynarodowe warunki podaży i popytu. Nasycenie rynku wewnętrznego spowalnia wzrost cen. Jednak proces odwrotny może rozpocząć się w przypadku uspokojenia sytuacji geostrategicznej. Polska jest tu na dobrej pozycji, bo wskutek stosunkowo rozdrobnionego sektora żywnościowego zachowuje istotną elastyczność. Poza tym większa koncentracja przetwórstwa niż produkcji żywności powoduje, że może ono łatwo przerzucać część zapotrzebowania z rynku krajowego na rynki zagraniczne i odwrotnie – podsumowuje ekspert.
Absolwentka politologii i dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, także PR-owiec. Przez blisko dziesięć lat jej pasją było radio, gdzie prowadziła audycje i robiła reportaże, ostatecznie zwyciężyła magia mediów internetowych. Bliskie są jej tematy związane z rynkiem pracy i przedsiębiorczością. Lubi rozmawiać z ludźmi i opisywać ich historie, także te biznesowe, prowadzące do sukcesu. Prywatnie wielbicielka psów i kotów, górskich wędrówek, jazdy na nartach i podróży w miejsca nieoczywiste.
