Rozwój płatności to ciągła walka pomiędzy skostniałymi bankami, ambitnymi innowatorami i chciwymi złoczyńcami – przekonują w książce „The Pay Off” Gottfried Leibbrandt i Natasha de Terán.

Reklama

Leibbrandt był w latach 2012–2019 dyrektorem generalnym SWIFT (ang. Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunication) – sieci międzybankowych płatności transgranicznych. De Terán pełniła funkcję szefa spraw korporacyjnych w tej samej organizacji.

Może jakiś przykład na poparcie śmiałej tezy, że to jak płacimy zmienia nasze życie? Leibbrandt i de Terán radzą cofnąć się pamięcią do marca 2020 r. Wybuchła pandemia, zapanowała panika. Ludzie rzucili się do sklepów po konserwy i papier toaletowy. I udawało im się dość szybko i sprawnie dokonywać płatności za te towary (dopóki ich nie zabrakło). Co by było, gdyby proces płacenia za konserwy i papier toaletowy nie przebiegał tak gładko? – pytają autorzy „The Pay Off”. I sugerują, że gdyby było inaczej – gdyby terminale nie działały, a bankomaty były puste – to świat, a szczególnie wielkie miasta, dość szybko pogrążyłby się w chaosie, nad którym trudno byłoby zapanować.

Płatności ważne, jak religia czy pismo

Płatność to transakcja dwustronna, w której pieniądze przepływają między stronami w zamian za towary lub usługi. Tym samym płatność jest podstawą funkcjonowania społeczeństw od ponad siedmiu tysiącleci. Idea fizycznego pieniądza jest tak fundamentalna dla sposobu, w jaki ludzie wchodzą w interakcje, że autorzy „The Pay Off” twierdzą, że jest to część – obok religii i pisma – triumwiratu kluczowych wartości, umożliwiających funkcjonowanie społeczeństw.

Idea fizycznego pieniądza to obok religii i pisma część triumwiratu kluczowych wartości, umożliwiających funkcjonowanie społeczeństw.

Z biegiem czasu ludzie opracowali bardziej wyrafinowane sposoby obracania pieniędzmi, ale największe zmiany nadeszły wraz z rewolucją cyfrową. Dziś innowacje są w rękach wizjonerów, którzy chcą udoskonalać i upraszczać proces płatności. Szybkie zmiany technologiczne oznaczają, że możemy wydawać i pożyczać pieniądze w sposób, o jakim jeszcze pokolenie temu nie mogliśmy marzyć. Z drugiej strony, osoby znajdujące się w niekorzystnej sytuacji cyfrowej – czyli np. nieposiadające smartfona – zostają zepchnięte na margines systemu finansowego, ponieważ nie mają dostępu do pieniędzy, których nie można ani zobaczyć, ani dotknąć.

Leibbrandt i de Terán w swojej książce postarali się zbadać, co to znaczy być cząstką sieci płatniczej w erze cyfrowej. Z pewnością łatwość – na etapie użytkownika końcowego aplikacji – z jaką dzisiaj przeprowadzamy transakcje płatności elektronicznych, jest tak duża, że większość z nas nie zastanawia się nad tym, w jaki sposób te płatności przebiegają oraz jakie mają znaczenie w wymiarze nie tylko praktycznym, ale też ekonomicznym i socjologicznym.

Tymczasem Leibbrandt i de Terán postarali się odpowiedzieć na pytanie: w jaki sposób płatności elektroniczne zmieniają świat? Postawili tezę, że sposób dokonywania płatności jest tak samo ważny, jak same pieniądze. W związku z tym należy zastanawiać się, kto jest właścicielem systemów płatności, w jaki sposób przebiegają transakcje, jaki mają wpływ na zachowanie gospodarujących podmiotów. Odpowiedzi na te pytania się niezwykle ważne w kontekście przyszłych losów podmiotów gospodarczych, państw i społeczeństw.

Jaka przyszłość płatności

Pasja autorów do analizowania niewidzianej mechaniki płatności jest widoczna na każdej karcie książki. Dzielą się oni z czytelnikami technikaliami, anegdotami, ożywiają przekaz ilustracjami. Wyjaśniają w przystępny sposób takie pojęcia, jak opłaty interchange czy blockchain. Przedstawiają nawet różnorakie modele biznesowe, funkcjonujące na rynku fintech, dynamicznie rozwijającym się od kryzysu finansowego w 2008 r.

Jednak prowadzony przez nich dyskurs ma wady. Chcąc zająć się – niczym maniacy – szczegółowymi aspektami każdego zagadnienia związanego z płatnościami, gubią gdzieś po drodze swoje główne przesłanie. Trudno odgadnąć bowiem, co tak naprawdę myślą autorzy i w jakim kierunku chcą skierować czytelnika. Często ich podziw dla wspaniałości światowej infrastruktury płatniczej – i świadomość fundamentalnego znaczenia jej utrzymania na odpowiednim poziomie – przesłania odpowiedź na pytanie: jak powinna wyglądać przyszłość płatności?

Weźmy na przykład kwestię innowacji finansowych, takich jak chiński system płatności elektronicznych Alipay. Czy tego rodzaju rozwiązania mogą zagrozić zdolności władz krajowych do regulowania i monitorowania rynku płatności? Autorzy zastanawiają się nad tym, czy naprawdę ma znaczenie, kto jest właścicielem infrastruktury. W końcu dochodzą do wniosku, że nie powinno się tego definiować w kategoriach zagrożenia. W kontekście takich rozwiązań jak Alipay czy szwedzka Klarna (płatności odroczone) pojawia się jednak ważne pytanie: czy rozwój rozwiązań przynoszących korzyści finansowe przede wszystkim konsumentom jest dobrą strategią długoterminową? Autorzy nie odpowiadają.

Co ciekawe, tam gdzie ich poglądy widać, okazuje się, że mają skłonność do finansowego konserwatyzmu. Zwracają uwagę na problemy związane z postępującą cyfryzacją pieniądza: wydawanie jednego dolara za pomocą karty jest psychologicznie podobne do wydawania 50 centów w gotówce (pieniądz elektroniczny jest łatwiejszy do wydatkowania). Podkreślają niebezpieczeństwa związane z przerwami w dostawie prądu i awariami oprogramowania. Wskazują także na zagrożenia, które mogą się pojawić wraz z nadejściem CBDC – czyli walut cyfrowych banków centralnych. „Gotówka fizyczna zachowuje zawsze swoją wartość nominalną, choć realnie może ją zjadać inflacja. Tymczasem w pełni cyfrowy pieniądz narodowy może, teoretycznie, mieć ujemną stopę procentową” – ostrzegają.

W pełni cyfrowy pieniądz narodowy może, teoretycznie, mieć ujemną stopę procentową – ostrzegają autorzy.

Podają też przykłady świadczące na niekorzyść takich rozwiązań, czyli zjawisko blockchain. Przypominają sprawę wyprowadzenia 1 mld dolarów z banku centralnego Bangladeszu w 2015 r. oraz sprawę oszustwa opiewającego na 2 mld dolarów, dokonanego na szkodę indyjskiego Punjab National Bank. Przestępcze transakcje udało się anulować lub cofnąć dzięki temu, że stosowane w tych bankach systemy płatności były… mocno przestarzałe. Gdyby system transakcyjny był zbudowany na technologii DLT, byłoby to niemożliwe.

Autorzy „The Pay Off” nie omieszkali omówić projektu Libra (Diem). Była to podjęta przez Facebook próba stworzenia transgranicznej prywatnej waluty cyfrowej. Leibbrandt i de Terán uważają, że plany wdrożenia prywatnej waluty w ramach platformy mediów społecznościowych nie mogły się powieść z wielu powodów. W ich opinii również waluty elektroniczne wspierane przez prywatne banki nie mają wielkich szans na sukces. JPM Coin, czyli waluta banku JP Morgan, służy do regulowania długów między klientami banku. Ale co by się stało, gdyby pożyczkodawcy emitowali własne tokeny do użytku zewnętrznego? „Różnice w wartości rynkowej takich elektronicznych bankowych żetonów przypominałyby chaotyczną erę wolnej bankowości w XIX-wiecznych Stanach Zjednoczonych, kiedy konsumenci musieli żonglować prywatnymi banknotami o zmiennej wartości” – przekonują autorzy.

Leibbrandt i de Terán podkreślają, że nikt łatwo nie zrezygnuje z usług tradycyjnych banków w najbliższym czasie. Konsumenci im ufają. Wskazuje na to raport Banku Rozrachunków Międzynarodowych z czerwca 2021 r. Stwierdzono w nim, że w zakresie ochrony danych osobowych Amerykanie bardziej ufają tradycyjnym instytucjom finansowym, niż tzw. big techom, czyli wielkim firmom technologicznym.

Co prawda autorzy omawianej książki wyobrażają sobie przyszłość, w której prywatne firmy przetwarzają płatności, podczas gdy to banki centralne zajmują się przyjmowaniem depozytów, uruchamiając własne waluty cyfrowe. Są jednak przekonani, że takie rozwiązanie podważyłoby zdolność banków komercyjnych do finansowania akcji kredytowej, co z kolei oznaczałoby (niemożliwe do określenia w tej chwili) reperkusje dla gospodarki.

Z drugiej strony, autorzy „The Pay Off” wskazują, że niewielu przewidziało sukces kenijskiego systemu mobilnego pieniądza M-Pesa (płatność SMS-ami), a firma The Square Jacka Dorseya (współtwórcy Twittera), założona w 2009 r., jest obecnie warta prawie tyle, co całe Citigroup, istniejące od dwóch stuleci. To oznacza, że niemal wszystko w świecie finansów jest możliwe i zawsze można stworzyć coś nowego. „Płatności rozwijają się na zasadzie niekończącej się walki pomiędzy skostniałymi bankami, ambitnymi innowatorami a chciwymi oszustami i złodziejami. Nie wiemy, kto będzie oferował najlepszy system płatności jutro. Wiemy, że będzie to zwycięzca zaciętej walki” – stwierdzają.

Piotr Rosik