Grzegorz Kowalczyk: Co jest dzisiaj największą barierą w uniezależnianiu się Unii Europejskiej od rosyjskich surowców energetycznych? Na ile jest to kwestia woli politycznej, a na ile faktycznej niemożności i braku realnej alternatywy?
Czy Europa ma infrastrukturę, dzięki której można by zmienić kierunki dostaw?
Czy to znaczy, że nie ma szans na szybkie odcięcie się Europy od importu ze Wschodu i odcięcie Moskwy od finansowania?
Z jednego z waszych raportów wynika, że Unia może też mieć problemy z zaopatrzeniem w paliwa…
Nie tylko my chcemy się odcinać od rosyjskich dostaw. Pamiętamy o doświadczeniach z kryzysu paliwowego, gdy zamówienia z Azji zdominowały przez długi czas rynek LNG. Teraz wiele krajów ustawi się w kolejce do dostawców z Zatoki Perskiej, czy nie grozi nam, że surowca po prostu dla nas zabraknie?
Czyli surowca nie powinno zabraknąć?
Odcięcie od obecnych, rosyjskich źródeł zaopatrzenia w surowce energetyczne będzie oznaczać konieczność poniesienia dodatkowych kosztów. Czy to może oznaczać pogorszenie konkurencyjności naszej gospodarki? Szczególnie gdyby znów okazało się, że europejska solidarność energetyczna nie jest do końca solidarna i np. firmy w Niemczech mają dostęp do tańszej ropy czy gazu?
Rozmawialiśmy o firmach, a co może oznaczać embargo na surowce z Rosji dla zwykłych obywateli? Czy trzeba będzie zmienić nawyki i ubierać się inaczej, bo w domach będzie o kilka stopni mniej? O ile wzrosną rachunki za ciepło, prąd, paliwa i jak to się przełoży na ceny towarów i usług? Czyli ile stracimy?
Konsumenci już odczuwają wzrost cen energii i paliw…
Czy przetasowania na surowcowym rynku mogą nam jako krajowi przynieść jakieś ekstra korzyści, choćby z tego względu, że mamy Gazoport, którego nie mają Niemcy? Czy możemy np. stać się swego rodzaju energetycznym hubem, skąd gaz popłynie do innych krajów?
– Grzegorz Kowalczyk
Magdalena Maj –
