Wedle najnowszych prognoz Banku Światowego trend gospodarczy jest mocno spadkowy. W 2021 r. globalna gospodarka wzrosła realnie aż o 5,7 proc., ale pamiętać trzeba, że był to czas odreagowywania strat po recesji wywołanej pandemią koronawirusa i lockdownami zarządzanymi z powodów zdrowotnych.

Dwie prognozy wzrostu gospodarczego Banku Światowego / obserwatorfinansowy.pl
Reklama

U progu 2022 r. prognozy były nadal optymistyczne. Bank Światowy zakładał, że globalna gospodarka utrzyma w tym roku ponadprzeciętne w skali wieloletniej tempo wzrostu i wyniesie ono 4,1 proc. Najnowsze prognozy Banku Światowego przedstawione w opublikowanym 7 czerwca cyklicznym raporcie (Global Economic Prospects) są już znacznie gorsze i przewidują, że globalna gospodarka powiększy się w tym roku jedynie o 2,9 proc. Rewizja ta wynika przede wszystkim z oceny ekonomicznych konsekwencji inwazji Rosji na sąsiednią Ukrainę, w tym zwłaszcza jej negatywnego wpływu na wielkość światowego handlu i inwestycji.

Najnowsze prognozy Banku Światowego przewidują, że globalna gospodarka powiększy się w tym roku jedynie o 2,9 proc., co wynika przede wszystkim z oceny ekonomicznych konsekwencji inwazji Rosji na Ukrainę.

W dół poszły prognozy gospodarczych perspektyw zarówno najbardziej rozwiniętych krajów świata, jak i krajów rozwijających się. Dynamika rozwoju krajów należących do strefy euro spadnie w tym roku wedle najnowszych oczekiwań ekspertów Banku Światowego z 5,4 proc. w 2021 r. do tylko 2,5 proc. Jeszcze gwałtowniej zahamuje gospodarka amerykańska – z 5,7 proc. w 2021 r. do również 2,5 proc. w tym roku. W porównaniu z prognozami sprzed pół roku to spadek o 1,7 oraz 1,2 pkt proc. Gospodarka Japonii powinna powiększyć się w tym roku, podobnie jak w poprzednim, o skromne 1,7 proc. Będzie to jednak o 1,2 pkt proc. mniej niż prognozowano jeszcze u progu obecnego roku.

Gospodarka Polski, którą Bank Światowy zalicza wciąż do grona krajów rozwijających się, także odczuje skutki globalnego spowolnienia gospodarczego, wynikającego z wybuchu wojny za naszą wschodnią granicą. Zamiast spodziewanego jeszcze na początku roku 4,7 proc. tempa wzrostu wyniesie ono – wedle najnowszej oceny – o 0,8 pkt proc. mniej – 3,9 proc.

Najwięcej traci gospodarka napadniętej przez Rosję Ukrainy, która skurczy się w tym roku, wedle obecnych, ale przecież wciąż wstępnych prognoz, aż o 45 proc. Traci także gospodarka samego napastnika – Rosji, która w tym roku zmaleje, wedle ocen Banku Światowego, o 8,9 proc. Gospodarka wojennego pomocnika, jakim jest Białoruś, zmniejszy się o 6,5 proc. Recesja dotknie również małą gospodarkę sąsiadującej z Ukrainą Mołdawii (spodziewany spadek o 0,4 proc.), a także dwa mocno uzależnione gospodarczo od Rosji kraje centralnej Azji: Tadżykistan (spadek o 0,4 proc.) oraz Kirgistan (spadek o 0,6 proc.).

Nie licząc państw bezpośrednio i pośrednio zaangażowanych w wojnę, bądź najsilniej odczuwających jej skutki – recesja dotknie w tym roku jednak tylko niespełna tuzin gospodarek. W wyniku pandemii i krachu w ruchu turystycznym zbankrutowała gospodarka Sri Lanki. W tym roku skurczy się, wedle przewidywań, o 7,8 proc. Na liście gospodarek w regresie są jeszcze także Liban, Syria, Sudan Południowy i kilka małych krajów Azji, Pacyfiku i Ameryki Łacińskiej.

Nie wszyscy będą jednak w tym roku tracić. Można powiedzieć, że im dalej w sensie geograficznym od wojny – tym więcej gospodarczych korzyści. W górę Bank Światowy podniósł prognozy tegorocznego tempa rozwoju m.in. Turcji (o 0,3 pkt proc.), Egiptu (o 0,6 pkt proc.), Pakistanu i Nigerii (o 0,9 pkt proc.), Iranu (o 1,3 pkt proc.), Argentyny (o 1.9 pkt proc.) i Arabii Saudyjskiej (o 2,1 pkt proc.). Gospodarcze korzyści tych krajów wynikać będą m.in. z ożywienia ruchu turystycznego, wzrostu eksportu żywności oraz wzrostu cen i eksportu ropy naftowej.

Nie wszyscy będą w tym roku tracić. Można powiedzieć, że im dalej w sensie geograficznym od wojny – tym więcej gospodarczych korzyści.

Per saldo, biorąc pod uwagę zarówno straty Ukrainy, jak i korzyści np. Arabii Saudyjskiej, hamowanie tempa rozwoju gospodarek krajów rozwijających się będzie podobne jak w przypadku krajów rozwiniętych. Spodziewany jest spadek tempa rozwoju w porównaniu z prognozą z początku roku o 1,2 pkt proc. Można zatem mówić o wyraźnym pogorszeniu koniunktury, ale jeszcze nie o globalnym kryzysie. Bank Światowy zaalarmował tymczasem o wzroście takiego niebezpieczeństwa.

Ekspertów Banku Światowego niepokoi spadek globalnej aktywności gospodarczej przy jednoczesnym szybkim wzroście inflacji, co też jest jednym z najpoważniejszych, pośrednich skutków wojny. W styczniu 2022 r., w miesiącu publikacji poprzedniej prognozy, inflacja wynosiła w krajach rozwiniętych 4,9 proc., a w krajach rozwijających się 6,9 proc. Do kwietnia mediana globalnego wzrostu (liczonego rok do roku) cen konsumpcyjnych wzrosła do 7,8 proc. To najwyższy wskaźnik wzrostu od 2008 r. W krajach rozwijających się wzrost ten wyniósł aż 9,4 proc., a w rozwiniętych – 6,9 proc., co jest rekordem od 1982 r.

Publikowane raporty nie nadążają niestety za zmiennością danych. W przypadku krajów należących do Unii Europejskiej łatwo śledzić comiesięczne dane podawane przez Eurostat. Z opublikowanych w połowie czerwca danych wynika, że inflacja HICP (zharmonizowany wskaźnik wzrostu cen konsumpcyjnych) wyniosła w krajach UE w maju 2022 r. już 8,8 proc. Jeszcze w styczniu 2022 r. wynosiła ona 5,6 proc., a rok temu, w maju 2021 r. – tylko 2,3 proc. W Polsce – dla porównania – inflacja HICP wynosiła w maju 2022 r. 12,8 proc., w styczniu – 8,7 proc., a w maju ubiegłego roku – 4,6 proc.

Jak rozkręca się inflacja w krajach Unii Europejskiej / obserwatorfinansowy.pl

Skojarzony globalny spadek aktywności gospodarczej z równie globalnym wzrostem cen przypomina ekspertom Banku Światowego poprzednie takie sprzężenie jakie nastąpiło pół wieku temu, w latach 70. ubiegłego wieku. Wtedy także w następstwie wydarzeń politycznych (wojna Izraela z krajami arabskimi) nastąpił gwałtowny i długotrwały wzrost ceny ropy naftowej. Przyczynił się on do wzrostu i utrwalenia inflacji na poziomie 11,3 proc. w skali rocznej w latach 1973–1983, zakończonego dopiero recesją na początku lat 80.

Cały ten okres zyskał miano stagflacji, łączącej trudny do przezwyciężenia spadek aktywności gospodarczej z równie uporczywym wzrostem cen. Jednym z czynników łączących oba negatywne procesy są konsumenckie oczekiwania inflacyjne. Inflację powiększa już samo przekonanie, o co dziś także nie jest trudno, że w kolejnych miesiącach będzie ona nadal wzrastać. Trudno z tymi utrwalającymi się przekonaniami walczyć nie używając ostrzejszych środków.

Z inflacją, klasycznie rzecz biorąc, banki centralne walczą poprzez podnoszenie stóp procentowych. Zbyt nagły wzrost stóp procentowych w walce z inflacją, zwłaszcza w krajach najbardziej rozwiniętych – i w tym wydaje się tkwić istota ostrzeżenia zawartego w najnowszym raporcie Banku Światowego – może jednak doprowadzić do dalszego globalnego stłumienia aktywności gospodarczej. Nie tuzin, ale znacznie więcej gospodarek znajdzie się wówczas w recesji, mając nadal do czynienia także z inflacją. W najgorszej sytuacji znajdą się wówczas kraje najsłabsze, najsilniej przy tym wszystkim zadłużone. Pierwszą ofiarą jest już Sri Lanka.