Ostatnie lata były okresem prawdziwych żniw, jeśli chodzi o napływ do Polski bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ). Krzysztof Drynda – prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH) określił 2021 r. jako złoty rok dla kierowanej przez niego agencji.

Miliardy płyną

Reklama

Według danych PAIH, obejmujących tylko inwestycje „obsługiwane” przez Agencję, zagraniczne firmy zainwestowały w Polsce w ubiegłym roku ponad 3,5 mld euro. To o 800 mln euro więcej niż rok wcześniej i o 700 mln euro więcej niż w rekordowym dotąd 2019 r. W sumie PAIH przyciągnęła w 2021 r. 96 inwestycji zagranicznych.

Jeszcze bardziej optymistyczne dane podaje w swojej analizie Polski Instytut Ekonomiczny. Z jego wyliczeń wynika, że napływ inwestycji był rekordowo wysoki i wyniósł 24,8 mld dol. Wartość BIZ, które trafiły do Polski wzrosła w 2021 r. o 82 proc., a w porównaniu z przedpandemicznym 2019 r. – o 86 proc.

W ubiegłym roku odnotowano całym świecie znaczący wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych, bo jak podaje PIE, powołując się na dane OECD – napływ BIZ na świecie wzrósł rok do roku o 57 proc. i o 17 proc. wobec poziomu sprzed pandemii. Polska zdecydowanie jednak odbiega in plus od tej globalnej średniej.

Optymizmem napawa również struktura inwestycji – to już od dawna nie są proste montownie. Jak podkreślają analitycy PIE, na polski rynek postawili przede wszystkich inwestorzy z sektora usług dla biznesu BSS (IT+SSC), badań i rozwoju, branży motoryzacyjnej, medycznej i elektronicznej oraz firmy z segmentu elektromobilności.

Bliżej, znaczy bezpieczniej

Dobre ubiegłoroczne wyniki znakomicie wpisują się w dyskusję o nowym, spowodowanym pandemią, trendzie – skracaniu łańcuchów dostaw. Wprowadzane przez poszczególne kraje lockdowny skutecznie przecinały, przynajmniej na pewien czas, więzi handlowe, zwłaszcza jeśli chodzi o produkcję w Chinach. Dyskusje o nawiązywaniu współpracy z dostawcami z bliższych rejonów nasiliły się w ubiegłym roku, kiedy w drugiej jego połowie koszty frachtu morskiego, czyli głównego środka transportu większości artykułów z Azji do Europy i USA, skokowo wzrosły – nawet ośmiokrotnie. Na dalekim wschodzie mnożyły się też problemy związane z rosnącymi oczekiwaniami płacowymi, a okresowo w czasie pandemii z brakiem rąk do pracy i utrzymaniem ciągłości dostaw. W zarządach wielu zachodnich firm zaświtała myśl, że może utrzymywanie produkcji w Azji nie jest najlepszym rozwiązaniem na obecne czasy.

Rozwiązaniem miałaby być produkcja bliżej rynków zbytu, niekoniecznie w macierzystym kraju danej firmy. W strategiach wielu przedsiębiorstw pojawiło się nowe pojęcie – nearshoring, oznaczające właśnie przenoszenie produkcji w pobliże krajów macierzystych. Globalizację miała, oczywiście w dłuższej perspektywie, zastąpić regionalizacja, a więc w dużym uproszczeniu, tworzenie centrów produkcyjnych, obsługujących sąsiednie rynki.

Europa Środkowo-Wschodnia miała być jednym z beneficjentów tych procesów – kraje tego regionu, w tym Polska, dysponowały dobrze wykształconą i relatywnie tanią ( w porównaniu do krajów zachodnich) siłą roboczą. Polska uchodziła ponadto za kraj przyjazny inwestycjom zagranicznym, co potwierdzały badania przeprowadzane przez zagraniczne izby handlowe, a także skala reinwestowania zysków.

To jeszcze nie skracanie łańcuchów

Czy jesteśmy zatem beneficjentem owych globalnych trendów, na co mógłby wskazywać ubiegłoroczny napływ BIZ? Według PIE „rekordowe wyniki w 2021 r. potwierdzają, że Polska korzystała na światowym trendzie skracania łańcuchów dostaw w związku z pandemią i wojną handlową USA-Chiny” – ocenili analitycy instytutu.

To jednak nie jest takie proste – Polska wciąż może zostać beneficjentem skracania łańcuchów dostaw, ale raczej w przyszłości. Wynika to ze specyfiki procesów inwestycyjnych. Od zainteresowania daną lokalizacją do umowy inwestycyjnej upływa z reguły kilka lat, nie wspominając już o jej realizacji. Jeśli chodzi o bezpośrednie inwestycje zagraniczne – biznesowe młyny mielą stosunkowo powoli i każda większa decyzja wymaga dziesiątek analiz – gospodarczych i politycznych, a także wielu godzin negocjacji.

Zatem inwestycyjna fala z ubiegłego roku to jeszcze nie efekt skracania łańcuchów dostaw, ale raczej zasługa ostatnich kilku, kilkunastu lat – wspomnianych już przewag i zalet, docenionych przez inwestorów.

Zatem inwestycyjna fala z ubiegłego roku to jeszcze nie efekt skracania łańcuchów dostaw, ale raczej zasługa ostatnich kilku, kilkunastu lat – wspomnianych już przewag i zalet, docenionych przez inwestorów. Jeśli chodzi o skracanie łańcuchów dostaw, to na pozytywne efekty w większej skali przyjdzie jeszcze poczekać.

Atuty i słabości

Są jednak branże, w których widać zdecydowane przyspieszenie. Przykładem może być rynek magazynowy, gdzie – zaznaczmy – inwestycje można stosunkowo szybko i łatwo zrealizować. Nowa podaż w Polsce – jak wynika z danych firmy JLL – stanowiła ponad 15 proc. całkowitej powierzchni dostarczonej w Europie w 2021 r. Istniejące zasoby w kraju wzrosły aż o15 proc. rok do roku. W 2021 r. całkowite zasoby magazynowe w Polsce osiągnęły 23,8 mln m sześc.

– Inwestycje magazynowe realizowane są często spekulacyjnie, bo brakuje powierzchni, mimo szybkiego przyrostu krajowych zasobów. Nasz rynek magazynowy z roku na rok umacnia swoją pozycję w Europie. W pierwszym kwartale 2022 r. dostarczyliśmy jedną czwartą nowej podaży powierzchni magazynowych na kontynencie – informuje Bartłomiej Zagrodnik, prezes i partner zarządzający w firmie Walter Herz. Podkreśla, że rekordowa chłonność, jaką notuje polski rynek logistyczny przyniosła nam w pierwszym kwartale br. trzecią pozycję w Europie pod względem wielkości nowego popytu.

Ta sytuacja to pośredni efekt pandemii. Dynamiczny rozwój w tym okresie e-handlu wymusił rozwój centrów dystrybucyjnych. W ciągu zaledwie dwóch ostatnich lat udział e-commerce w całkowitym europejskim popycie wzrósł z 12 proc. do aż 23 proc. Położenie Polski działało w tym przypadku na naszą korzyść – w uproszczeniu stajemy się zapleczem dystrybucyjnym dużej części Europy.

Położenie Polski działało w tym przypadku na naszą korzyść – w uproszczeniu stajemy się zapleczem dystrybucyjnym dużej części Europy.

Na to, by stać się zapleczem produkcyjnym musimy poczekać, ale lokalizacja magazynów to dobry prognostyk i atut przy sytuowaniu inwestycji przemysłowych.

Obciążeniem, i to znaczącym, jest natomiast wojna w Ukrainie, za sprawą której staliśmy się praktyce krajem przyfrontowym. To może wpływać na decyzje inwestycyjne firm potencjalnie zainteresowanych naszym rynkiem. Po pierwsze, czeka nas wolniejszy wzrost gospodarczy – a zatem można się spodziewać mniejszych zamówień z lokalnego rynku. W dodatku inwestycje przemysłowe wiążą się ze znacznie większymi nakładami finansowymi niż magazyny. Chociaż jest to sytuacja czysto hipotetyczna, zagrożenie bezpośrednim atakiem może zniechęcać inwestorów do podjęcia ryzyka.

Wada, która jest też zaletą

Na pozytywny wpływ bliskości Ukrainy i Rosji zwraca uwagę Marek Rozkrut, główny ekonomista EY na Unię Europejską i Europę Środkowo-Wschodnią, Południowo-Wschodnią i Azję Środkową, cytowany w czerwcowym raporcie firmy.

„Jednak w dłuższym terminie Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, z których większość to członkowie NATO i Unii Europejskiej, powinny odzyskać zaufanie inwestorów, m.in. dlatego, że firmy wycofujące się z Rosji i mniej stabilnych politycznie krajów będą szukać alternatywnych lokalizacji. Nasz region jest atrakcyjny kosztowo w porównaniu do Europy Zachodniej, ma wysoko wykwalifikowaną siłę roboczą i chroniona jest tu własność intelektualna. Członkostwo w UE i NATO daje nam również stabilność geopolityczną i wsparcie finansowe, tak pozytywnie oceniane przez inwestorów. W efekcie będziemy beneficjentami tzw. friend-shoringu, gdyż wzrosło znaczenie lokalizacji dostawcy w kraju należącym do przyjaznego bloku geopolitycznego” – tłumaczy Marek Rozkrut.

Piotr Buczek