Z Leszkiem Millerem rozmawia Robert Mazurek

Wicepremier Kaczyński?

Kaczyński mógłby zostać nawet wiceministrem rolnictwa i wtedy to byłby najważniejszy urząd w państwie.

Nic się nie zmieni.

Jeden z rosyjskich polityków powiedział mi kiedyś, że Władimir Władimirowicz mógłby być w Rosji magazynierem, a i tak wszyscy w kraju wiedzieliby, kto rządzi.

Reklama

Teraz też wszyscy wiedzą, więc po co to zmieniać?

Marszałek Piłsudski też nie był ani prezydentem, ani premierem, był całkowicie poza strukturami władzy, ale uznał, że jakieś oparcie w aparacie państwowym jest mu potrzebne. Wtedy ustanowił dla siebie urząd Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych.

Łaskawy pan dla Kaczyńskiego. Myślałem, że przywoła pan model chiński…

W którym najważniejszym stanowiskiem w państwie nie jest nawet sekretarz generalny KPCh, tylko szef centralnej komisji wojskowej? To teraz będziemy mieli wicepremiera do spraw siłowych i generalnego inspektora do spraw utrzymania i kontroli koalicji. Z pewnością już same takie spekulacje osłabiają pozycję Morawieckiego.

To po co było to całe zamieszanie?

Zakładam, że Kaczyńskiemu naprawdę drogie są prawa zwierząt, ale to tylko tło, siatka maskująca prawdziwą walkę o sukcesję, w którą musiał się włączyć.

Chodziło wyłącznie o to, kto będzie następcą?

Ziobro jest bardzo niespokojny, że Kaczyński forsuje Morawieckiego na miejsce, które się jemu, Ziobrze, należy. Dla niego Morawiecki to jakiś przybłęda, onegdaj zausznik Tuska, a on z niezwykłą determinacją walczył i walczy z pozostałościami po jego ekipie. A co na tym tle zrobił dla dobrej zmiany Morawiecki? Nic.

To Ziobro wywołał konflikt?

Zobaczył, że pojawia się ustawa gwarantująca bezkarność Morawieckiemu i jego ekipie, więc nie tylko nie mógł tego poprzeć, ale musiał wykorzystać ją przeciwko premierowi. Z drugiej strony Kaczyński, który traktuje premiera jako delfina, zirytował się tą ustawą, bo przecież delfin nie może być przestępcą.

Cały wywiad z Leszkiem Millerem przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP