Forsal logo

11 milionów Polaków już zachorowało. Wielu Polaków jeszcze o tym nie wie. To atakuje powoli i bez objawów

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
4 minuty temu
11 milionów Polaków już zachorowało. Wielu Polaków jeszcze o tym nie wie. To atakuje powoli i bez objawów
11 milionów Polaków już zachorowało. Wielu Polaków jeszcze o tym nie wie. To atakuje powoli i bez objawów/Shutterstock
Choć często nie daje żadnych wyraźnych objawów, może stopniowo prowadzić do poważnych, nieodwracalnych zmian w organizmie. Tak podstępnie atakuje nadciśnienie tętnicze. Narodowy Fundusz Zdrowia alarmuje, że w Polsce choruje na nie około 11 mln osób. Dane wskazują, że coraz częściej choroba atakuje dzieci i młodzież. To teraz jedna z głównych przyczyn zgonów z powodu chorób układu krążenia.

Choroba potrafi rozwijać się po cichu

Nadciśnienie tętnicze rozpoznaje się, gdy wartości ciśnienia przekraczają 140/90 mmHg w co najmniej dwóch niezależnych pomiarach. Problem w tym, że choroba potrafi rozwijać się po cichu. Nierzadko zostaje wykryta dopiero podczas rutynowej wizyty u lekarza albo przy okazji diagnostyki zupełnie innych dolegliwości.

Tymczasem nieleczone nadciśnienie może doprowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń naczyń krwionośnych, a także serca, mózgu, nerek i oczu. To właśnie dlatego tak ważne jest, by nie czekać na pojawienie się niepokojących symptomów.

W około 90 proc. przypadków diagnozowane jest nadciśnienie pierwotne, nazywane również samoistnym. Jego dokładne przyczyny nie zostały dotąd w pełni poznane. U pozostałych pacjentów występuje nadciśnienie wtórne, które jest następstwem innych schorzeń. Może towarzyszyć między innymi cukrzycy, przewlekłej chorobie nerek, zaburzeniom hormonalnym, takim jak zespół Cushinga czy hiperaldosteronizm, a także zwężeniu aorty i obturacyjnemu bezdechowi sennemu.

Choroba coraz częściej dotyka młodych

Nadciśnienie kojarzy się przede wszystkim z osobami starszymi, ale takie przekonanie może być bardzo mylące. NFZ zwraca uwagę, że choroba coraz częściej rozpoznawana jest również u młodych dorosłych i dzieci. Lekarze mówią wręcz o epidemii naszych czasów.

Ryzyko zachorowania zwiększa się między innymi wtedy, gdy w rodzinie występowały już choroby układu krążenia. Znaczenie ma także codzienny styl życia. Brak ruchu, niezdrowa dieta, przewlekły stres i używki mogą sprzyjać rozwojowi nadciśnienia.

Choroba bywa określana mianem cichego zabójcy nie bez powodu. Przez długi czas pacjent może nie odczuwać żadnych dolegliwości i nie mieć świadomości, że jego układ krążenia jest zagrożony. Często pierwszym sygnałem problemu okazuje się dopiero poważne powikłanie, takie jak zawał serca lub udar mózgu. – Wiele osób przez lata nie zdaje sobie sprawy z problemu aż do momentu wystąpienia poważnych powikłań jak zawał serca czy udar. Regularne pomiary ciśnienia są więc kluczowe, aby wcześnie wykryć chorobę i zapobiec jej konsekwencjom – mówił w rozmowie z PAP prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, kardiolog prof. Robert Gil.

Jak zmniejszyć ryzyko nadciśnienia? Liczy się nie tylko wizyta u lekarza

Lekarze zalecają regularne kontrolowanie ciśnienia tętniczego. Nie wystarczy mierzyć go wyłącznie podczas wizyt w przychodni. Warto wykonywać pomiary również samodzielnie w domu, najlepiej o stałej porze dnia. Dzięki temu można szybciej zauważyć niepokojące zmiany i skonsultować je ze specjalistą.

Duże znaczenie ma również profilaktyka. Jednym z zalecanych sposobów odżywiania jest dieta śródziemnomorska. Pomagać może także codzienna aktywność fizyczna oraz ograniczenie soli i używek, które zwiększają ryzyko nadciśnienia i innych chorób układu sercowo-naczyniowego.

Jak pisze rynekzdrowia.pl, rzeczywista skala problemu może być jednak jeszcze większa, niż wynika z oficjalnych danych. Niektóre analizy epidemiologiczne sugerują, że liczba osób z nadciśnieniem w Polsce może sięgać nawet 12 mln. W szacunkach uwzględniane są bowiem również osoby, które chorują, ale nie mają jeszcze postawionej diagnozy.

Co istotne, na ryzyko rozwoju nadciśnienia wpływają nie tylko dieta, aktywność fizyczna czy używki. Naukowcy zwracają uwagę na kolejny czynnik, z którym wielu z nas ma do czynienia każdego dnia: hałas.

Hałas uliczny podnosi ciśnienie. Naukowcy przebadali ponad 240 tys. osób

Ryczące silniki, pisk opon, klaksony i wyjące syreny mogą mieć znacznie poważniejsze konsekwencje niż tylko rozdrażnienie czy problemy z koncentracją. Najnowsze badania naukowe wskazują, że hałas drogowy może zwiększać ryzyko nadciśnienia tętniczego.

Zależność między ruchem ulicznym a ciśnieniem krwi analizowano już wcześniej. Wyniki nie były jednak jednoznaczne. Problem polegał na tym, że badacze uwzględniali jednocześnie hałas i zanieczyszczenia powietrza, które towarzyszą intensywnemu ruchowi samochodowemu. Trudno było więc określić, który z tych czynników odpowiada za obserwowane zagrożenie.

W najnowszych pracach naukowcy postanowili przyjrzeć się samemu hałasowi drogowemu, niezależnie od zanieczyszczenia powietrza. Przeanalizowali dane ponad 240 tys. osób w wieku od 40 do 69 lat. Oszacowali poziom hałasu ruchu ulicznego w miejscu zamieszkania uczestników badania, a następnie sprawdzili, u ilu z nich rozwinęło się nadciśnienie.

Wnioski okazały się niepokojące. Osoby mieszkające w pobliżu ruchliwych ulic były bardziej narażone na rozwój choroby. Co więcej, ryzyko rosło wraz z natężeniem hałasu oraz czasem, przez jaki badani byli na niego wystawieni. – Jak dotąd jest to pierwsze zakrojone na tak dużą skalę badanie, które dotyczy bezpośrednio wpływu hałasu ulicznego na częstotliwość występowania nowo zdiagnozowanego nadciśnienia tętniczego – powiedział cytowany przez rynekzdrowia.pl specjalista chorób sercowo-naczyniowych na oddziale kardiologii Uniwersytetu Karoliny Północnej Jiandong Zhang.

Hałas i zanieczyszczenie powietrza. Połączenie jest szczególnie groźne

Badacze sprawdzili również, co dzieje się, gdy hałas drogowy występuje jednocześnie z zanieczyszczeniem powietrza. Okazało się, że osoby narażone na oba te czynniki były najbardziej zagrożone rozwojem nadciśnienia.

To ważny wniosek nie tylko dla samych pacjentów, ale również dla osób odpowiedzialnych za zdrowie publiczne, planowanie przestrzeni miejskiej i organizację ruchu. Wyniki badań mogą mieć znaczenie przy podejmowaniu decyzji dotyczących przepisów drogowych oraz rozwiązań urbanistycznych, które ograniczałyby narażenie mieszkańców na hałas i zanieczyszczenia.

Nadciśnienie nie zawsze daje o sobie znać, ale jego konsekwencje mogą być bardzo poważne. Dlatego regularne pomiary ciśnienia pozostają jednym z najprostszych sposobów, by wykryć problem, zanim doprowadzi do groźnych powikłań. A jeśli najnowsze ustalenia naukowców się potwierdzą, profilaktyka powinna uwzględniać nie tylko to, co jemy i jak dużo się ruszamy, lecz także warunki, w jakich żyjemy.

Źródło: forsal.pl
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Jagienka Michalik
Jagienka Michalik

Absolwentka politologii i dziennikarstwa na  Uniwersytecie Jagiellońskim, także PR-owiec.  Przez blisko dziesięć lat jej pasją było radio, gdzie prowadziła audycje i robiła reportaże,  ostatecznie zwyciężyła magia mediów  internetowych. Bliskie są jej tematy związane z rynkiem pracy i przedsiębiorczością. Lubi rozmawiać z ludźmi i opisywać ich historie, także  te biznesowe, prowadzące do sukcesu. Prywatnie wielbicielka psów i kotów, górskich wędrówek, jazdy na nartach i podróży w miejsca nieoczywiste. 

Zobacz wszystkie artykuły tego autora11 milionów Polaków już zachorowało. Wielu Polaków jeszcze o tym nie wie. To atakuje powoli i bez objawów »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj