Kluczowym sprawdzianem gotowości bojowej amerykańskich brygad pancernych są ćwiczenia w National Training Center. To tam jednostki weryfikują zdolność do działania w różnych środowiskach, współdziałanie pododdziałów i prowadzą różnego rodzaju strzelania bojowe. Raport pułkownika Michaela R. Mai ujawnia jednak poważną lukę.
Ujawnił się poważny problem z Abramsami. Braki części blokują szkolenia
Wiele brygad wychodzi na ćwiczenia z gotowością sprzętową znacznie poniżej zakładanych 90 proc. sprawności. To oznacza, że nie wszystkie załogi mogą w pełni szkolić się i wykonywać przewidziane scenariusze bojowe. Największym ograniczeniem nie są koszty czy skomplikowane awarie, lecz brak drobnych komponentów. Czołgi często czekają miesiącami na elementy takie jak węże, wsporniki czy podkładki. Ich brak potrafi unieruchomić cały wóz.
- Cierpi na tym szkolenie. Każdy zepsuty czołg to coś więcej niż statystyka. To załoga, której nie można wyszkolić, strzelania bojowe, których nie można wykonać i okno gotowości bojowej, które nie otwiera się zgodnie z potrzebami armii - podkreśla płk Michael R. Mai.
138 czołgów stoi bezużyteczne. Koszty utraconych szkoleń rosną codziennie
System dostaw, nadzorowany przez Defense Logistics Agency, jest zoptymalizowany pod produkcję wielkoseryjną. Ma problemy z szybkim reagowaniem na małe, pilne zamówienia, a uzależnienie od pojedynczych dostawców dodatkowo wydłuża czas oczekiwania.
Według oficjalnych danych flota Abramsów liczy około 2300 maszyn. Około 6 proc., czyli niemal 138 czołgów, nie nadaje się obecnie do pełnienia misji z powodu opóźnień w dostawach części. Przywrócenie ich do pełnej sprawności byłoby stosunkowo tanie, a znacząco podniosłoby gotowość bojową.
Armia USA zakłada, że sensowne szkolenie załogi Abramsa powinno obejmować około 50 dni w roku. - Szacunki kosztów osobowych w 50-dniowym okresie szkoleniowym załogi, obejmującym wynagrodzenia, świadczenia, szkolenia i koszty ogólne w przypadku czteroosobowej załogi Abramsa przekracza 500 tys. dol. Według wyliczeń amerykańskich szkolenie jednej załogi dziennie kosztuje około 10 tys. dolarów - wylicza płk Mai.
Oznacza to, że strata 138 czołgów w szkoleniu generuje pozorne straty w wysokości około 1,5 mln dolarów dziennie. Tymczasem cena części potrzebnych do przywrócenia tych maszyn do pełnej gotowości jest niższa, lecz polityka zakupowa uniemożliwia szybki zakup komponentów po wyższej cenie, nawet jeśli byłoby to bardziej efektywne kosztowo i operacyjnie.
Polska musi przygotować serwis dla Abramsów. Poważne ostrzeżenie z USA
Dowództwo Armii Pancerno-Automobilowej i Uzbrojenia (TACOM) zidentyfikowało niemal 1700 części, które można produkować przy użyciu nowoczesnych technik wytwórczych, w tym ponad sto komponentów dla Abramsa. "Wiele z tych części można by wyprodukować i dostarczyć w ciągu kilku dni, a nie miesięcy" - czytamy w raporcie. Koszt wdrożenia całego katalogu szacuje się na mniej niż 100 mln dolarów. Problem tkwi w sposobie finansowania i procedurach DLA, które blokują szybką produkcję i zakupy małoseryjne, ograniczając zdolność armii do szybkiego reagowania.
Oznacza to, że nawet armia z ogromnymi zasobami może zostać sparaliżowana przez brak drobnych części zamiennych. Polska, która w tym roku odbierze 366 Abramsów i ponad 220 południowokoreańskich czołgów K2, musi zadbać nie tylko o zakup sprzętu, ale też o logistykę, magazyny i system serwisowy. Bez zapewnienia tych elementów nowoczesny sprzęt może stać bezużyteczny, a nie być realną siłą bojową zdolną do działania w sytuacjach kryzysowych.