Brytyjska królowa u boku Antoniego Macierewicza. Kim była tajemnicza „Kate”?

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
25 lipca 2024, 15:41
Antoni Macierewicz
Antoni Macierewicz/ShutterStock
W opublikowanej niedawno przez Wydawnictwo Czerwone i Czarne książce Edyty Żemły „Armia w ruinie” możemy przeczytać o bulwersujących szczegółach zarządzania Wojskiem Polskim w czasie, kiedy w Polsce rządził PiS, a ministrem obrony był Antonii Macierewicz. Jednym z ciekawszych motywów pozostaje tajemnicza kobieta, ksywka operacyjna „Kate”, która rozstawiała po kątach doświadczonych generałów.

Antoni Macierewicz ministrem obrony narodowej był w latach 2015-2018. Jak opisuje w swoim reportażu Żemła, za jego kadencji w wojsku i centrali w Warszawie dochodziło do oburzających praktyk, a osoby mające z wojskowością niewiele wspólnego zyskały ogromne wpływy. Jedną z nim był szef biura prasowego Macierewicza Bartłomiej Misiewicz, o którym słyszeli chyba wszyscy. Nieco mniej rozpoznawalną osobą pozostaje tajemnicza kobieta, pseudonim operacyjny „Kate”.

Skąd się wzięła „Kate”?

„Kate” w późniejszym czasie została skazana za pomówienia oficerów. Jak jednak przyznał w rozmowie z Żemłą anonimowy oficer MON, za czasów Macierewicza miała status niemalże brytyjskiej królowej. Decydowała o tym, kto i kiedy może mieć audiencję u ministra, z czyją korespondencją szef MON się zapozna i, jak wyznał dziennikarce informator, czyja przepustka do ministerstwa będzie aktywna.

Z opowieści oficera wynika, że kiedyś „Kate” anulowała mu przepustkę, ponieważ… za długo patrzył jej w oczy podczas rozmowy. O skutkach nadmiarowego kontaktu wzrokowego dowiedział się, kiedy chciał zanieść Macierewiczowi korespondencję i jego przepustka nie zadziałała. W sekretariacie powiedziano mu, żeby następnym razem nie krępował „Kate” takim zachowaniem. Oficer przyznał, że po tej sytuacji już zawsze podczas tych konfrontacji patrzył się na swoje stopy.

Żemła pisze, że z zeznań świadków wynika, iż władza „Kate” w MON była przeogromna – jako jedyna poza ministrem miała do wglądu całą korespondencję, a jak coś zarządziła, to tak się działo. Skąd się wzięła u boku Antoniego Macierewicza? „Nie wiadomo” – komentują kwestię oficerowie. Przyznają jednak, że były minister miał do niej ogromne zaufanie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj