Opowieść o AK jest zazwyczaj pełna patosu, tymczasem to, co najważniejsze, jest w niej proste

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
29 lipca 2023, 15:30
II wojna światowa
Opowieść o AK jest zazwyczaj pełna patosu, tymczasem to, co najważniejsze, jest w niej proste. To szacunek do człowieka./ShutterStock
Opowieść o AK jest zazwyczaj pełna patosu, tymczasem to, co najważniejsze, jest w niej proste. To szacunek do człowieka.

„Raptem zjawił się na Starówce Antoś Tuleja. Dowiedziawszy się, że jesteśmy na Starym Mieście, wymógł pozwolenie na przejście kanałami, by do nas dołączyć. Przylazł, często na kolanach, z karabinem, by nas odnaleźć w momencie agonii Starówki”. Tak po latach Stanisław Likiernik, żołnierz oddziału dyspozycyjnego „A” Kedywu Okręgu Warszawskiego AK, wspominał pojawienie się swojego kolegi na Starym Mieście w czasie sierpniowej insurekcji.

Antoni Tuleja, wówczas 25-letni, przed powstaniem brał udział w akcjach bojowych oddziału „A”, choć formalnie do niego nie należał. Przez kilku szkolnych kolegów był z nim związany towarzysko. Gdy 1 sierpnia wybuchły walki, znaleźli się w różnych dzielnicach. Ale gdy dotarła do niego informacja o przyjaciołach bijących się na Starówce, wiedział, co musi zrobić. 28 sierpnia przeszedł ze Śródmieścia na Starówkę. Z miejsca, które jak na warunki wojenne było spokojne, dotarł w sam środek piekła. Historyczna dzielnica miasta leżała w gruzach. Co chwila wybuchały pożary, których nie było już ani komu, ani czym gasić. „Płacz przenoszonych, wyrwanych ze snu dzieci, jęki i przekleństwa rannych porzuconych bez opieki, błagania starców o pomoc zlewały się z wybuchami pocisków granatników i wystrzałami w jakąś makabryczną symfonię chaosu i zniszczenia” – pisał nieznany świadek tamtych dni.

Niemal wszyscy myśleli tylko o tym, żeby wyjść stamtąd – choćby do Niemców. Tuleja – tak jak inni podobni do niego – zdecydował, że chce być z ludźmi, z którymi zbliżyło go pięć lat okupacji i konspiracji.

Takie postawy były nie tylko wyrazem patriotyzmu, lecz także efektem wieloletnich starań Armii Krajowej, aby przywiązać do siebie ludzi, dając im jednocześnie oparcie w świecie, w którym wydawało się, że nie ma nic pewnego. Konspiracja nie tylko wyznaczała konkretne cele – takie jak walka o wolność czy zemsta na wrogu – ale również pomagała otaczać się podobnie myślącymi ludźmi. Spełniała ideał buntu wyrażony kilkanaście lat później przez Alberta Camusa w „Człowieku zbuntowanym”: „Buntuję się, więc jesteśmy”.

CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP I E-DGP 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj