Bylibyśmy naiwni, gdybyśmy stwierdzili, że dzięki właściwemu rozpoznaniu koronawirus w Polsce byłby niegroźny. To przeciwnik na tyle potężny, że zbiera żniwo wśród o wiele lepiej przygotowanych od nas. Na każdej wojnie jednak rozpoznanie to połowa sukcesu. Trzeba wiedzieć, ilu żołnierzy ma przeciwnik, ilu się ma samemu, na jak długo wystarczy zapasów jedzenia, kogo się ma w odwodzie i czy uda się obronić do czasu nadejścia posiłków.

Liczenie swoich

Ilu lekarzy pracuje w Polsce? W czasie epidemii to pytanie wydaje się jak najbardziej na miejscu. I choć trudno w to uwierzyć, to... nie wiadomo. Z danych publikowanych w międzynarodowych opracowaniach wynika, że jesteśmy na szarym końcu Europy. Z danych, którym wierzy Ministerstwo Zdrowia, że jesteśmy europejskim średniakiem.

Weźmy opracowanie „Health at Glance 2019” z listopada 2019 r., które przygotowała Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) we współpracy z Komisją Europejską. Wynika z niego, że w Polsce na tysiąc mieszkańców przypada 2,4 lekarza. To najmniej spośród wszystkich sprawdzonych państw europejskich. Dla porównania: w Grecji jest to 6,1, w Austrii 5,2, w Portugalii 5,0, w Czechach 3,7, a na Węgrzech 3,3. Średnia dla wszystkich państw OECD wynosi zaś 3,5. Co gorsza, od niemal 20 lat współczynnik lekarzy do ogółu mieszkańców zwiększa się w Polsce nieznacznie, podczas gdy w wielu państwach wzrost jest duży.

Źle wypadamy też w innych badaniach. Eurostat za listopad 2019 r. podaje tę samą liczbę co OECD i jest to najgorszy wynik w Unii Europejskiej. Szkopuł w tym, że jak przyznał były już minister zdrowia prof. Łukasz Szumowski, dane, które przekazujemy do międzynarodowych opracowań, są... nieprawdziwe.

– Nie zbieramy pełnych danych, nie przekazujemy pełnych danych, ale opieramy się jak na wyroczni na raporcie opartym na niepełnych danych – stwierdził Szumowski na łamach DGP w styczniu 2020 r.