Według danych z 2017 r. największą grupę pracowników delegowanych we Francji stanowią Polacy. Pracuje ich tam ok. 50 tys.

"Masowe korzystanie z usług pracowników delegowanych w niektórych sektorach jest niezrozumiałe w okresie poważnego bezrobocia. Nie ma mowy, by plan ożywienia gospodarki realizowany był przy pomocy pracowników delegowanych" - oświadczyła minister, cytowana we wtorek przez dziennik ekonomiczny "Les Echos".

Zapowiedziała, że wraz z pracodawcami i związkami zawodowymi "ostro weźmie się za ten problem" i do grudnia zamierza przedstawić "plany zmniejszenia pracy delegowanej".

W porannym wywiadzie dla radia RTL Borne wezwała poszczególne branże i sektory "do wzięcia odpowiedzialności" za odpowiednie przeszkolenie "młodzieży i osób poszukujących pracy". W ramach planu "przeszkolimy naszych współobywateli do zawodów przyszłości, do umiejętności, których będziemy potrzebować, i za jednym zamachem pozwoli to na ograniczenie uciekania się do pracy delegowanej" - zapowiedziała.

Reklama

Francuscy przedsiębiorcy nieraz skarżyli się, że szykany wobec pracowników delegowanych powodują, że brakuje im wykwalifikowanej siły roboczej i nie są w stanie przyjmować zamówień.

W ubiegłym roku ówczesna minister pracy Muriel Penicaud przyznała, że w pewnych sektorach "praca delegowana jest często koniecznością przy braku kompetentnych (krajowych) fachowców".

W wywiadzie dla "Les Echos" minister Borne zapowiedziała, że bezrobocie jeszcze przez długi czas "nie spadnie do poziomu sprzed epidemii" Covid-19, i oświadczyła, że celem rządu jest pełne zatrudnienie w 2025 r. Gazeta przypomina, że za "pełne zatrudnienie" uważa się we Francji 7-procentowe bezrobocie, a przed epidemią cel ten miał zostać osiągnięty w 2022 r.