Choć z powodu demograficznego dołka populacja Polek w wieku 18–59 lat skurczyła się w ciągu dekady o pół miliona, to liczba pracujących pań w tej grupie zdecydowanie wzrosła – ich wskaźnik zatrudnienia sięgnął 80 proc. wobec 74 proc. w 2016 r. Zarazem trzykrotnie powiększyła się liczba pracujących kobiet w wieku emerytalnym. W efekcie, wedle GUS (wstępne wyniki Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności – BAEL) w I kwartale 2016 r. mieliśmy w Polsce ok. 8 mln pracujących kobiet – wobec 7,2 mln w I kw. 2016 r. W tym czasie liczba pracujących mężczyzn zwiększyła się z 8,8 mln do 9,2 mln, czyli dwukrotnie mniej.
„Obowiązki rodzinne” przyczyną bierności zawodowej 12 proc. kobiet i… 1 proc. mężczyzn
Wskaźnik zatrudnienia kobiet ogółem wzrósł w dekadę z 45 proc. powyżej 50 proc., a mężczyzn niemal się nie zmienił i oscyluje wokół 60 proc. W grupach będących w wieku produkcyjnym różnica stopniała z 6,5 do 4,5 punktów procentowych (w grupie ogólnej z blisko 17 do niespełna 13). Ogólny udział pań w rynku pracy wzrósł z 45 do 46,5 proc., a w niektórych przedziałach wiekowych przekracza już 50 proc. i wciąż rośnie. Można zaryzykować tezę, że gdyby nie niższy wiek emerytalny kobiet (60 lat wobec 65 mężczyzn) byłoby już w całej populacji „pół na pół”.
Warto zwrócić uwagę, że od 2016 r. – mimo postępującej zapaści demograficznej - liczba pracujących Polek rosła w Polsce szybciej od liczby zatrudnionych legalnie Ukrainek i Ukraińców, a ogólny wzrost wskaźników aktywności zawodowej i zatrudnienia dał polskiej gospodarce więcej pracowników (ponad 1,2 mln) niż wynosi podawana przez ZUS populacja pracujących cudzoziemców (ponad 1,1 mln). Zawdzięczamy to przede wszystkim rekordowej w dziejach aktywności zawodowej Polek. Wiąże się z tym jednak szereg wielkich wyzwań.
Najważniejsze z nich dotyczy możliwości łączenia macierzyństwa - i (wciąż rzadziej) ojcostwa - z pracą zawodową. Większość pracujących kobiet to jednocześnie matki. Mimo znaczących zmian społecznych i upowszechnienia – przynajmniej w deklaracjach - równościowego podejścia do obowiązków rodzinnych i domowych, codzienna opieka nad dziećmi i wszystko, co składa się na „ogarnianie domu”, spoczywa wciąż w ogromnej mierze na barkach kobiet. Z drugiej strony – jeśli spojrzymy na grupę osób określanych w BAEL jako „bierni zawodowo”, to absolutnie kluczową – obok niepełnosprawności – przyczyną braku aktywności zawodowej są „obowiązki rodzinne”. Istnieje tu wszakże dramatyczna wręcz różnica między kobietami a mężczyznami.
Gdybyśmy z populacji wszystkich biernych zawodowo w wieku od 15 do 74 lat wyłączyli wszystkie osoby uczące się oraz pobierające emerytury, to w pozostałej grupie blisko 43 procent kobiet podaje obowiązki rodzinne jako przyczynę tego, że nie pracuje i nie szuka pracy. W adekwatnej grupie mężczyzn jest to 4,7 proc.
- Matki łączą trzy kluczowe wymiary współczesnych wyzwań: pracę zawodową, intensywną pracę opiekuńczą oraz odpowiedzialność za długoterminową stabilność gospodarstw domowych. Dlatego są dziś najbardziej obciążoną grupą testową nowego rynku pracy – komentuje Agnieszka Czmyr-Kaczanowska we wstępie do raportu „Matki jako test rezyliencji rynku pracy” przygotowanego przez Fundację Mamo Pracuj i infuture.institute. Wskazuje on, jak zmiany demograficzne, technologiczne i kulturowe wpływają na to, kto zostaje na rynku pracy, kto z niego wypada i co to oznacza dla pracodawców, gospodarki oraz całej populacji danego kraju. Podstawowy wniosek:
„Matki są dziś grupą testową całego rynku pracy – jeśli system nie umie utrzymać ich aktywności zawodowej, polegnie również w starciu z depopulacją, starzejącym się społeczeństwem i przyspieszeniem technologicznym. To w doświadczeniach matek skupia się, jak w soczewce, prawda o przyszłości rynku pracy”
Rynek pracy w Polsce: Albo dzieci, albo praca?
Z jednej strony Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) wskazują na rosnącą liczbę pracujących kobiet i wzrost ich udziału wśród ogółu pracujących, z drugiej – Polska mierzy się z postępującą depopulacją będącą efektem niskiej liczby urodzeń i rekordowo niskiego współczynnika dzietności (w okolicach 1 – ponad dwa razy poniżej poziomu zastępowalności pokoleń). Niektórzy łączą te dwa zjawiska i… mają częściowo rację. Przy czym kluczowe jest to, w jaki sposób łączą i jakie wyciągają z tego wnioski.
Jest oczywiste, że malejąca dzietność ma silny wpływ na populację i strukturę demograficzną kraju. W 2025 r. odnotowaliśmy 238 tys. urodzeń żywych i 406 tys. zgonów, co oznacza, że tylko w rok ubyło nam 168 tys. osób (ten ubytek był dotąd częściowo łagodzony przez napływ cudzoziemców, głównie Ukraińców). W pierwszym półroczu 2026 r. odnotowaliśmy 115 tys. urodzeń i 210,5 tys. zgonów, co oznacza ubytek naturalny na poziomie 95,5 tys. osób (wobec 92,6 tys. w I półroczu 2025 r.). W perspektywie kilku lat ów ubytek może przekroczyć 200 tys. osób rocznie.
W jeszcze szybszym tempie zmniejsza się w Polsce populacja osób w wieku produkcyjnym – jest ona w tej chwili o ponad 2 mln osób mniejsza niż w szczytowym 2011 r. i jeśli obecny trend utrzyma się, to około 2043 r. polski rynek pracy będzie tracić nawet 500 tys. osób rocznie.
Z tej perspektywy większa aktywność zawodowa obywateli jest nie tyle wskazana, co konieczna: podnosząc ją, zmniejszamy naturalnie narastający deficyt rąk i mózgów do pracy. Problem w tym, że w przypadku mężczyzn aktywność już wcześniej była relatywnie wysoka i trudno tu wycisnąć znacząco więcej; jedyną metodą jest podniesienie wieku emerytalnego oraz stworzenie lepszej przestrzeni do pracy osób z niepełnosprawnościami. Na tym tle duże rezerwy widać wciąż u kobiet – i to zarówno tych w wieku produkcyjnym, jak i 60+, czyli – wedle polskich przepisów (kuriozalnych wśród krajów UE i OECD) – w wieku emerytalnym. Sęk w tym, że w pierwszej grupie niemal co druga bierna zawodowo tłumaczy swą bierność opieką nad dziećmi, a w drugiej ogromna część objaśnia swą zawodową bierność… opieką nad innymi członkami rodziny – starymi rodzicami lub teściami, bądź też małymi wnukami.
Co istotne, w wielu wypadkach nie wynika to wcale z wolnego wyboru – lecz życiowego przymusu. Po prostu kobiety nie są w stanie pogodzić obowiązków domowych (opiekuńczych) z pracą zawodową – choćby nawet bardzo tego chciały. Zarazem w gronie pracujących i szukających pracy Polek znajdziemy potężne grono takich, które mają potężny problem z takim łączeniem pracy zawodowej z „drugim etatem” w domu, aby nie wymagało to nadludzkiego wysiłku. Wynika to z rynkowej presji na wzrost produktywności i bardzo niskiej elastyczności polskiego rynku pracy, czytaj: sztywnych przepisów oraz codziennej praktyki przytłaczającej większości pracodawców.
Wspomniany raport Fundacji Mamo Pracuj i infuture.institute przedstawia szereg dowodów na to, że jest to ślepa uliczka – zarówno dla firm, jak i dla Polski, czy wręcz całej współtworzonej przez nas cywilizacji. Obecny system, w realiach depopulacji, stawia bowiem często kobiety i ich partnerów życiowych wobec wyboru: albo praca, albo dzieci. Jeśli wybiorą pracę kosztem dzieci, depopulacja Polski będzie postępować. Jeśli wybiorą dzieci kosztem aktywności zawodowej, rynek pracy utraci cenne zasoby, w tym niezliczone talenty, które mogłyby decydować o innowacyjności i przewadze konkurencyjnej naszego kraju.
Wniosek jest oczywisty: trzeba stworzyć taki rynek pracy, na którym łączenie kariery zawodowej z rodzicielstwem będzie – niezależnie od płci oraz miejsca zamieszkania i wielkości pracodawcy – dużo prostsze i łatwiejsze niż dziś. I musimy sobie od razu szczerze powiedzieć, że ta misja wydaje się stać w sprzeczności z trendem na produktywność za wszelką cenę obserwowanym w wielu biznesach - małych, średnich i wielkich. Bo ogłaszanie z przytupem wielkich strategii CSR i ESG, opowiadanie o „wellbeing” i „work-life balance”, podkreślanie na każdym kroku „kluczowej roli ludzi” - to jedno, a codzienna praktyka – to często całkiem coś innego.
Widać to zwłaszcza teraz, w epoce ekspansji technologii, przede wszystkim sztucznej inteligencji: mimo depopulacji pozycja pracobiorców przestała się wzmacniać, a w wielu sektorach wyraźnie słabnie. To skłania pracodawców do zaostrzenia i usztywnienia warunków wykonywania pracy, a więc działań odwrotnych do tych, jakie są nam potrzebne do cywilizowanego łączenia ról rodzicielskich i zawodowych.
Sytuacja matek (i ojców) testem dla całego rynku pracy w Polsce
Najbardziej uderzający w raporcie o sytuacji matek na polskim rynku pracy jest cytat z kobiety, która po urlopie rodzicielskim wróciła na swoje stanowisko, by usłyszeć, że nie nadąża: „Po przerwie wracasz z etykietą: przespałaś AI". Takie zdanie padło podczas warsztatów prowadzonych przez infuture.institute dla Fundacji Mamo Pracuj w ramach tworzenia strategii. Infuture.institute to – zgodnie z nazwą – instytut badań nad przyszłością, think tank założony dekadę temu przez Natalię Hatalską, jedną z najbardziej wpływowych i uznanych ekspertek w dziedzinie analizy i prognozowania trendów. W jej opinii, cytowana wyżej wypowiedź menedżerki pokazuje, „jak szybko zmienia się rynek pracy i jak łatwo przerwa w zatrudnieniu może zostać odczytana nie jako część życia, lecz jako dowód nieprzystawalności do tempa zmian”.
Jak oceniają autorki raportu, „to, z czym mierzą się dziś matki: łączenie pracy z opieką, presja produktywności, konieczność ciągłego aktualizowania kompetencji, a czasem także zmiany zawodu, (…) jest zapowiedzią kierunku, w którym zmierza rynek pracy jako całość. (…) Doświadczenia matek nie mówią więc wyłącznie o sytuacji kobiet. (…) Jeśli system nie potrafi utrzymać w aktywności grupy, na którą nakłada się dziś najwięcej jednoczesnych obciążeń, nie jest przygotowany na przyszłość pracy, niezależnie od tego, kogo ta przyszłość dotyczy”.
Bardzo często zwracam tutaj uwagę na gigantyczne zmiany, jakie zaszły w polskim społeczeństwie w XXI wieku. Chodzi nie tylko o depopulację i starzenie się ludności, ale też to, że wielu młodych ludzi, zwłaszcza kobiet, porozjeżdżało się po Polsce i świecie i funkcjonuje dziś z dala od najbliższych, co mocno utrudnia – naturalne w dotychczasowej tradycji – wsparcie ze strony innych członków rodziny (babć, dziadków, ciotek, wujków, zaufanych sąsiadów i sąsiadek). Równolegle rozwijają się nowe modele rodziny, co trzecie, a w niektórych rejonach już co drugie dziecko rodzi się w związkach pozamałżeńskich, mamy liczne związki patchworkowe. Polski system prawny na razie na to nie zareagował (ostatnie weto prezydenta pokazuje wręcz chęć zawracania kijem Wisły). Nie da się jednak zaprzeczyć, że zmieniające się warunki życia, opieki i relacji społecznych tworzą nowe ramy funkcjonowania rodziców, w tym przede wszystkim (z uwagi na skalę obciążeń obowiązkami) – matek.
Mamy przy tym do czynienia z ogromnym zróżnicowaniem owych warunków: w wielkich ośrodkach miejskich samorządy przeważnie dostrzegają opisane trendy i gdzieniegdzie starają się dostosować do nich swoje polityki, oferując rodzicom wieloaspektowe systemowe wsparcie; na tamtejszych rynkach pracy funkcjonuje też wielu pracodawców stosujących na co dzień mechanizmy i rozwiązania zasadniczo ułatwiające łączenie ról rodzicielskich i zawodowych. W mniejszych ośrodkach jest o to wszystko przeważnie trudniej. To paradoks, bo właśnie przede wszystkim te ośrodki mierzą się ze zjawiskiem depopulacji i starzenia się społeczeństwa, a jednocześnie są najsilniej zagrożone gospodarczą stagnacją lub wręcz zapaścią; tym szybciej i mocniej powinny reagować na zachodzące zmiany.
W obecnych realiach matki-Polki wciąż ponoszą – mniejszą lub większą – „karę za macierzyństwo”: zarówno ekonomiczną (niższe zarobki, rzadsze awanse…), jak i emocjonalną, wywołaną z jednej strony przez dyktat produktywności i konieczność nadążenia za zmianami technologicznymi, a z drugiej – przez coraz większe wymagania stawianie rodzicom (także przez samych rodziców), syndrom wypalenia, kryzys zdrowia psychicznego.
To wszystko prowadzi autorki do wniosku, że to nie życie powinno się koncentrować wokół pracy, ale to „praca powinna być zaprojektowana wokół zmienności życia”. Z tej myśli zrodził się ich „Manifest rynku pracy 2036”, który - jak zastrzegają - „nie jest wyłącznie o kobietach i dla kobiet. Jest skierowany do wszystkich, którzy projektują pracę, zarządzają ludźmi i tworzą polityki publiczne”.
Manifest rynku pracy 2036. Dla matek (i ojców)
„System pracy, który wciąż opiera się na założeniu pełnej dyspozycyjności i nieprzerwanej obecności, nie odpowiada już realiom współczesnego życia. Zakłada, że pogodzenie pracy z opieką to prywatny problem jednostki. Nie uznaje, że kompetencje rozwijane przez doświadczenie opieki: adaptacyjność, działanie pod presją, funkcjonowanie w złożoności, będą coraz cenniejsze na rynku pracy” – zwraca uwagę zespół infuture.institute.
Jak tłumaczy, o przyszłości pracy zdecyduje nie tylko tempo adaptacji do zmian, lecz także to, czy zbudujemy system, który nie przerzuca kosztów opieki na jednostki i potrafi utrzymać ludzi w aktywności zawodowej wtedy, gdy życie staje się trudniejsze i bardziej wymagające.
- Pytanie nie brzmi już, czy warto zmieniać ten system. Pytanie brzmi: czy stać nas na to, żeby tego nie zrobić? – mówi Julia Bojanowska, koordynatorka ds. technologii, danych i rozwoju w Fundacji Mamo Pracuj.
Jak powinien wyglądać – sprzyjający rodzicom i rodzinom - rynek pracy w 2036 roku? Oto wyimki z Manifestu:
- „Praca jest projektowana wokół życia, a nie życie wokół pracy. System pracy musi uwzględniać, że opieka, zdrowie, relacje i zmiany życiowe są stałym elementem biografii zawodowej, a nie odstępstwem od normy”.
- „Ciągłość kariery nie jest warunkiem uczestnictwa w rynku pracy. Przerwy, rekonfiguracje i zmiany tempa są naturalnym elementem długich karier i nie mogą skutkować trwałą karą zawodową ani ekonomiczną”.
- „Powrót do pracy jest procesem systemowym, a nie wyłącznie indywidualnym wysiłkiem. Rynek pracy odpowiada za architekturę powrotu: re-onboarding, stopniowy powrót, synchronizację pracy, opieki i instytucji”.
- „Opieka jest uznawana jako realny wkład społeczny i ekonomiczny. Praca opiekuńcza podtrzymuje przyszły rynek pracy i systemy emerytalne – jej koszty i wartość muszą być widoczne w politykach publicznych i organizacyjnych”.
- „Rynek pracy nie jest neutralny. Musi być projektowany sprawiedliwie. Sprawiedliwość polega na adekwatnym reagowaniu na różne sytuacje życiowe, a nie na identycznym traktowaniu wszystkich”.
- „Elastyczność jest cechą systemu, nie benefitem dla wybranych. Praca zdalna, hybrydowa, niepełne etaty, role projektowe i elastyczny czas pracy są standardem architektury pracy, a nie wyjątkiem wymagającym uzasadnienia”.
- „Utrzymanie „bliskości” z rynkiem pracy jest wspólną odpowiedzialnością. Pracodawcy, państwo, instytucje opieki, partnerzy, społeczności lokalne i same kobiety współtworzą warunki uczestnictwa w pracy”.
- „Rodzice są widoczną częścią strategii różnorodności, nie wyjątkiem od nich. Doświadczenie opieki jest zbyt powszechne, by je ignorować i zbyt obciążające, by pozostawić je poza politykami D.E.I.”
- „Ryzyko ekonomiczne opieki nie może być przerzucane na jednostki. Kara ekonomiczna związana z opieką nie może działać jak procent składany prowadzący do ubóstwa w późniejszym wieku”.
- „Partnerzy i ojcowie są integralną częścią systemu pracy. Równe uczestnictwo w opiece wymaga równego wsparcia instytucjonalnego, kulturowego i organizacyjnego”.
Uważam te diagnozy i zalecenia za wyjątkowo trafne i ARCYWAŻNE. Bez ich wcielenia w życie, będziemy się demograficznie zwijać i starzeć - aż do totalnej zapaści gospodarczej i depopulacji. Co gorsza, na poziomie jednostek będziemy się w coraz większym stopniu przekształcać w chomiki biegające w plastikowym kółeczku – nie wiadomo, za czym. Bez chwili oddechu na spojrzenie w niebo, w oczy bliskiej osoby (będzie taka?), w swe prawdziwe potrzeby i pragnienia. A więc bez większego celu i Sensu.
Wczytajcie się jeszcze raz uważnie w wizję z Manifestu. Napiszcie do mnie, co myślicie. Albo chociaż – pomyślcie.
Dziennikarz, publicysta, felietonista Forsal.pl i Dziennika Gazety Prawnej, laureat wielu nagród i wyróżnień dziennikarskich, m.in. Nagrody Grabskiego i Nagrody Kwiatkowskiego.
