„Żądamy natychmiastowego zaprzestania ingerencji w nasze sprawy wewnętrzne” – głosił jeden z plakatów. Oprócz tego uczestnicy zgromadzenia pod państwowymi czerwono-zielonymi flagami Białorusi domagali się „zabrania rąk precz od Białorusi” i przekonywali, że „nie oddadzą Białorusi”, a „faszyzm nie przejdzie”.

„Za Białoruś, za Baćku!” – skandowali zebrani. Wśród nich byli ludzie w różnym wieku, w tym emeryci i studenci.

Młodzi mężczyźni, którzy przedstawili się jako studenci, trzymali w rękach flagę Białorusi. „To flaga w obecnych granicach, takich, jakie nam przypadły, takie mają pozostać” – powiedział jeden z nich.

„Godzina trochę niewygodna, 16, ludzie są jeszcze w pracy. Z drugiej strony o godz. 18 już w ambasadzie nikogo nie będzie” – powiedział jeden z uczestników, mężczyzna w koszulce ze zdjęciem Łukaszenki i w bluzie w barwach flagi państwowej. „To góra od dresu, przydała się” - dodał.

Jak powiedział, na miting przyszedł dobrowolnie, ponieważ „widzi, co się dzieje w kraju”.

Reklama

Do kamer telewizji państwowej oświadczył, że to ingerencja z zewnątrz jest powodem tego, „co dzisiaj dzieje się na ulicach”. „NATO go home” (ang. NATO, wracaj do domu) – powiedział na koniec.

Oponentów białoruskich władz uczestnicy zachęcali do tego, by udali się „do Warszawy”. „Walizka, dworzec, Warszawa. My odprowadzimy” – skandowali zebrani.

Miting zwolenników władz trwał równo 40 minut.

Podobna pikieta, w której wzięli udział m.in. kombatanci, odbył się wcześniej przed Konsulatem Generalnym RP w Grodnie.

Prezydent Alaksandr Łukaszenka kilkakrotnie w ostatnim czasie mówił, że Polska „myśli o odebraniu Grodna”. Strona polska podkreśla, że oskarżenia oficjalnej białoruskiej propagandy są bezpodstawne, a Polska konsekwentnie opowiada się za dialogiem i przestrzeganiem zasady suwerenności i integralności terytorialnej państw.

Z Mińska Justyna Prus (PAP)