Dronowy desant na Mierzei Kinburnskiej
Film opublikowany przez ukraińskie wojsko przedstawia operację przeprowadzoną na okupowanej przez Rosję Mierzei Kinburnskiej. Widać na nim, jak bezzałogowa jednostka nawodna (USV) dostarcza na brzeg uzbrojony bezzałogowy pojazd lądowy (UGV). Nad całą akcją czuwa dron rozpoznawczy, który przekazuje obraz z powietrza.
Po wyładunku pojazd zajmuje stanowisko, a następnie oddaje kilka serii z karabinu maszynowego. W dalszej części nagrania kamera pokazuje cel z perspektywy drona obserwacyjnego. Cały materiał trwa zaledwie około 20 sekund i ma przede wszystkim pokazać, że możliwe jest przeprowadzenie desantu z wykorzystaniem wyłącznie systemów bezzałogowych.
Nagranie pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi
Zdaniem Waldemara Geigera właśnie tutaj zaczynają się wątpliwości. Ekspert zwraca uwagę, że film nie pokazuje, do czego faktycznie prowadzono ogień ani czy wskazywana pozycja była w ogóle obsadzona przez rosyjskich żołnierzy. Nie wiadomo także, jaki był dalszy los samego UGV.
Ani Ukraina, ani Rosja nie opublikowały materiałów pokazujących zniszczenie, odzyskanie lub przejęcie pojazdu. Nie da się więc ocenić, czy operacja zakończyła się sukcesem i czy przyniosła jakikolwiek efekt militarny.
Geiger zauważa jednocześnie, że brak reakcji Rosjan na udostępnionym fragmencie może oznaczać, iż sam desant pozostał niezauważony. W jego ocenie z nagrania można wyciągnąć tylko jeden pewny wniosek – technicznie możliwe jest dostarczenie bezzałogowego pojazdu lądowego na brzeg z wykorzystaniem bezzałogowej łodzi oraz zdalne kierowanie jego działaniami bojowymi. Nie ma natomiast dowodów, że podobna operacja byłaby skuteczna przeciwko dobrze przygotowanej obronie.
Dlaczego to jeszcze nie jest "nowa era wojny"?
Zdaniem niemieckiego eksperta określanie tej operacji mianem początku nowej epoki jest zdecydowaną przesadą. Nagranie pokazuje raczej, że Ukraina konsekwentnie eksperymentuje z wykorzystaniem bezzałogowych systemów różnych klas i szuka dla nich nowych zastosowań.
Geiger podkreśla jednak, że tego typu pojazdy mają dziś poważne ograniczenia. Najważniejszym z nich jest zapas amunicji. Po wystrzeleniu magazynka bezzałogowy pojazd praktycznie traci wartość bojową. Dostarczenie kolejnej amunicji niewiele pomaga, ponieważ obecne konstrukcje nie potrafią samodzielnie przeładować broni.
To sprawia, że współczesne bezzałogowe pojazdy lądowe nadal ustępują klasycznym wozom bojowym i piechocie pod względem mobilności, siły ognia oraz zdolności do prowadzenia długotrwałej walki. Mogą natomiast wzmacniać tradycyjne pododdziały, wykonując najbardziej ryzykowne zadania lub wspierając desant. W opinii Geigera właśnie w takiej roli należy dziś postrzegać podobne systemy – jako cenne uzupełnienie wojsk, a nie technologię, która już teraz całkowicie zmienia oblicze współczesnej wojny.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
