Komunikat, który mówi więcej, niż się wydaje
Po posiedzeniu francusko-niemieckiej rady ministerialnej niemieckie ministerstwo obrony poinformowało, że w ramach programu MGCS oba państwa będą rozwijać "technologie niezależne od platformy", przeznaczone dla przyszłych załogowych i bezzałogowych pojazdów opancerzonych oraz ich współdziałania z czołgami podstawowymi.
Na pierwszy rzut oka brzmi to jak techniczny szczegół. W rzeczywistości oznacza jednak istotną zmianę. Pierwotnym celem programu MGCS było opracowanie jednego wspólnego czołgu nowej generacji oraz całej rodziny pojazdów opartych na tej samej platformie. Taka konstrukcja miała trafić zarówno do Bundeswehry, jak i armii francuskiej.
W najnowszym komunikacie nie ma już jednak mowy o budowie wspólnego pojazdu ani wspólnej platformy. Zamiast tego Niemcy i Francja deklarują jedynie rozwój technologii, które będzie można wykorzystać w różnych konstrukcjach opracowywanych przez każde z państw z osobna.
Zdaniem niemieckiego serwisu Hartpunkt jest to wyraźny sygnał, że pierwotna koncepcja wspólnego czołgu została de facto porzucona. Współpraca ma ograniczyć się przede wszystkim do rozwiązań cyfrowych, takich jak systemy wymiany danych i współdziałania załogowych oraz bezzałogowych pojazdów na polu walki.
Rozbieżności narastały od lat. Scenariusz jak przy FCAS
Jak przypomina Hartpunkt, problemy MGCS nie pojawiły się nagle. Już podczas podpisywania porozumienia przemysłowego w 2024 r. ujawniły się poważne różnice między Berlinem a Paryżem. Oba państwa nie potrafiły uzgodnić nawet wspólnej wieży i armaty dla przyszłego czołgu. Ostatecznie zdecydowano, że każde opracuje własny system uzbrojenia, a wybór jednego z nich nastąpi dopiero po testach.
Był to kompromis stojący w sprzeczności z główną ideą programu, który miał ograniczyć koszty dzięki wspólnemu rozwojowi jednej konstrukcji.
Sytuację dodatkowo pogorszyły decyzje obu państw o opracowaniu własnych czołgów pomostowych. Francja zaczęła szukać następcy Leclerca, a Niemcy coraz wyraźniej stawiały na własny kierunek rozwoju. Według Hartpunktu po czerwcowych targach ILA Berlin Air Show, podczas których kanclerz Friedrich Merz ogłosił koniec wspólnego programu myśliwca FCAS, w branży zaczęto mówić, że MGCS również jest już projektem martwym.
To nie jedyne podobieństwo do FCAS. Tam również Niemcy i Francja zrezygnowały z budowy wspólnego samolotu, pozostawiając jedynie współpracę nad tzw. Combat Cloud, czyli systemem wymiany danych między załogowymi i bezzałogowymi platformami. Wszystko wskazuje na to, że w przypadku MGCS współpraca ograniczy się do wspólnych systemów cyfrowych, natomiast same pojazdy będą rozwijane oddzielnie.
CAPOINT może przejąć rolę MGCS
Nie oznacza to jednak końca europejskich prac nad czołgiem nowej generacji. Coraz większe znaczenie zyskuje projekt CAPOINT, który ma połączyć klasyczny czołg z bezzałogowymi „robotycznymi skrzydłowymi” oraz zaawansowanymi systemami sieciocentrycznymi. Program zakłada stworzenie całego systemu walki obejmującego czołg oraz współpracujące z nim bezzałogowe platformy, a nie tylko pojedynczego pojazdu.
Jeżeli MGCS rzeczywiście zostanie ograniczony wyłącznie do rozwoju wspólnych technologii, to właśnie CAPOINT może stać się głównym europejskim projektem wyznaczającym kierunek rozwoju wojsk pancernych w kolejnych dekadach.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
