Wojna dronów nad Sudanem. Turecki dron dominuje
Jeszcze kilka lat temu bezzałogowce kojarzyły się głównie z atakowaniem celów naziemnych lub prowadzeniem rozpoznania. Dziś coraz częściej ich zadaniem staje się... zwalczanie innych dronów. Właśnie taki scenariusz obserwujemy w Sudanie, gdzie ciężkie tureckie bezzałogowce Bayraktar AKINCI wspierające armię rządową zaczęły przechwytywać chińskie maszyny wykorzystywane przez rebeliantów z Sił Szybkiego Wsparcia (RSF).
Według dostępnych informacji w ostatnich tygodniach rebelianci stracili kilka chińskich bezzałogowców rozpoznawczych FH-95 i CH-95. Szczególne zainteresowanie wzbudziło starcie z 13 lipca, kiedy AKINCI miał zestrzelić drona CH-95 przy użyciu pocisku powietrze–powietrze. Jeżeli doniesienia zostaną ostatecznie potwierdzone, będzie to jeden z pierwszych udokumentowanych przypadków, gdy ciężki bezzałogowiec skutecznie przechwycił i zniszczył innego dużego drona podczas rzeczywistych działań wojennych.
Znaczenie tego wydarzenia wykracza jednak poza samo zestrzelenie. Pokazuje ono, że technologie rozwijane dotąd głównie podczas prób poligonowych – radar AESA, pociski powietrze–powietrze i zintegrowane systemy kierowania ogniem na pokładzie dużego drona – zaczynają sprawdzać się również na prawdziwym polu walki. Jednocześnie coraz większego znaczenia nabiera odbieranie przeciwnikowi jego "oczu i uszu", czyli bezzałogowców prowadzących rozpoznanie i wskazujących cele dla artylerii.
Dlaczego AKINCI ma przewagę?
Przewaga tureckiej konstrukcji nie wynika z jednego rozwiązania, lecz z połączenia kilku technologii. Bayraktar AKINCI to bezzałogowiec znacznie większy od chińskich CH-95 i FH-95. Turecka maszyna ma maksymalną masę startową około 6 ton, może pozostawać w powietrzu ponad 24 godziny, operuje na wysokości przekraczającej 13,7 km i zabiera nawet 1350 kg uzbrojenia oraz wyposażenia.
Dla porównania CH-95 waży około 650 kg, przenosi do 170 kg ładunku, pozostaje w powietrzu od 6 do 12 godzin i osiąga pułap około 7 km. Większy FH-95 ma masę startową około 1000 kg, udźwig do 250 kg i może wykonywać misje trwające nawet 35 godzin. Obie chińskie konstrukcje zaprojektowano przede wszystkim do prowadzenia rozpoznania, walki elektronicznej oraz wskazywania celów dla innych środków ogniowych.
Pierwszą przewagą AKINCI jest wysokość lotu. Może operować nawet sześć kilometrów wyżej niż chińskie konstrukcje, dzięki czemu wcześniej wykrywa przeciwnika i przejmuje inicjatywę.
Drugim kluczowym elementem jest radar AESA Murad 100-A opracowany przez Aselsan. W przeciwieństwie do wielu klasycznych dronów AKINCI nie musi polegać wyłącznie na kamerach optycznych. Radar pozwala samodzielnie wykrywać, śledzić i klasyfikować cele powietrzne również nocą oraz przy ograniczonej widoczności.
Nie mniej ważne jest uzbrojenie. Według dostępnych informacji sudańskie AKINCI wykorzystują przeciwlotnicze pociski Roketsan Sungur, pierwotnie opracowane jako przenośny zestaw przeciwlotniczy, a później zintegrowane z bezzałogowcami. Dzięki temu turecka maszyna może nie tylko atakować cele naziemne, ale również zwalczać inne statki powietrzne.
W praktyce nie był to jednak klasyczny pojedynek dwóch maszyn przypominający walkę myśliwców. Znacznie bardziej prawdopodobny scenariusz zakłada, że AKINCI wykrył lecącego po przewidywalnej trasie chińskiego drona, a następnie odpalił pocisk z bezpiecznej odległości. Dla dużego i stosunkowo powolnego bezzałogowca wykonanie skutecznego manewru unikowego było bardzo trudne.
AKINCI nie będą "królami nieba". Chodzi o trend
Wojna domowa w Sudanie staje się poligonem doświadczalnym dla nowych technologii. Armia rządowa wykorzystuje tureckie bezzałogowce, podczas gdy rebelianci sięgają po chińskie platformy rozpoznawcze i uderzeniowe. W efekcie nad afrykańskim państwem dochodzi do starć sprzętu reprezentującego dwie różne szkoły rozwoju lotnictwa bezzałogowego.
Nie oznacza to jednak, że AKINCI zastąpi klasyczne myśliwce lub stanie się nowym "królem nieba". Turecka konstrukcja pozostaje dużym, stosunkowo powolnym bezzałogowcem pozbawionym cech stealth. W warunkach konfliktu z przeciwnikiem dysponującym nowoczesnymi systemami przeciwlotniczymi, takimi jak Patriot czy S-400, oraz lotnictwem myśliwskim jej możliwości byłyby znacznie bardziej ograniczone niż nad Sudanem.
To właśnie dlatego wydarzeń z Afryki nie należy traktować jako gotowego modelu przyszłych konfliktów. Są one raczej dowodem, że przechwytywanie dronów przez inne drony stało się technicznie możliwe i może być opłacalne ekonomicznie. W wielu sytuacjach znacznie tańszy bezzałogowiec może wykonać zadanie, do którego dotąd trzeba było wysyłać kosztowny myśliwiec lub odpalać drogie pociski przeciwlotnicze.
Najciekawsze może okazać się jednak to, co wydarzy się za kilka lat. Stany Zjednoczone rozwijają odrzutowe YFQ-42A Dark Merlin i YFQ-44A Fury w programie Collaborative Combat Aircraft, Turcja pracuje nad Kızılelmą, a kolejne państwa inwestują w szybkie bezzałogowce zdolne do współpracy z myśliwcami. To właśnie takie konstrukcje, a nie ciężkie platformy pokroju AKINCI, mogą w przyszłości przejąć rolę bezzałogowych myśliwców. Sudan pokazuje więc nie tyle gotowy obraz przyszłej wojny, ile pierwszy praktyczny krok w tym kierunku.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
