Abrams "udaje" chiński czołg
Zdjęcia opublikowała Szkoła Wojsk Pancernych Armii Australii, odpowiadająca za szkolenie przyszłych dowódców wojsk pancernych. Nietypowo pomalowany Abrams został przygotowany na potrzeby ćwiczeń, podczas których wciela się w rolę czołgu przeciwnika. To właśnie dlatego otrzymał kamuflaż wzorowany na stosowanym przez Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą.
Najbardziej rzucają się w oczy duże, geometryczne plamy charakterystyczne dla chińskiego „cyfrowego” kamuflażu. Na wieży zamontowano także atrapy zewnętrznych zbiorników paliwa, charakterystycznych dla rosyjskich i chińskich konstrukcji pancernych. Dzięki temu z daleka czołg przypomina Typ 99 – najnowocześniejszy seryjnie produkowany czołg podstawowy znajdujący się na wyposażeniu chińskich wojsk lądowych.
Nie chodzi jednak o wierne odwzorowanie chińskiego czołgu. Jak podkreślają wojskowi, celem jest przede wszystkim uzyskanie odpowiedniego efektu wizualnego.
Podobne praktyki są od lat stosowane przez armie NATO. Żołnierze uczą się nie tylko prowadzenia walki, ale również rozpoznawania sprzętu przeciwnika. W warunkach bojowych szybka identyfikacja czołgu, bojowego wozu piechoty czy transportera może decydować o powodzeniu całej operacji.
Dlatego podczas ćwiczeń wykorzystuje się pojazdy stylizowane na sprzęt potencjalnego przeciwnika. Czasem wystarczy odpowiedni kamuflaż i kilka charakterystycznych elementów wyposażenia, aby z daleka przypominały rosyjskie lub chińskie konstrukcje. W innych przypadkach stosuje się specjalne systemy laserowe, które symulują prowadzenie ognia i trafienia bez użycia ostrej amunicji.
Takie rozwiązania mają również wymiar praktyczny. Kupowanie i utrzymywanie zagranicznych czołgów wyłącznie na potrzeby szkolenia byłoby niezwykle kosztowne. Znacznie łatwiej zmodyfikować własny sprzęt, a po zakończeniu ćwiczeń przywrócić go do standardowej konfiguracji. W przypadku australijskiego Abramsa wszystkie zmiany mają charakter kosmetyczny, dlatego po manewrach czołg może bardzo szybko wrócić do normalnej służby.
Australia nie jest zresztą wyjątkiem. Amerykańskie centra szkoleniowe od lat wykorzystują zmodyfikowane transportery M113, Humvee czy Strykery, które podczas ćwiczeń odgrywają rolę rosyjskich czołgów T-72 lub transporterów BTR. Podobne metody stosują także Chiny. Armia Ludowo-Wyzwoleńcza wykorzystuje pojazdy stylizowane na zachodni sprzęt, a w ubiegłym roku pokazała nawet makietę amerykańskiej wyrzutni HIMARS przygotowaną na potrzeby szkolenia.
Coraz większy nacisk na zagrożenie ze strony Chin
Nietypowy Abrams jest jednocześnie symbolem zmian zachodzących w australijskiej strategii obronnej. W najnowszych dokumentach strategicznych Canberra coraz większy nacisk kładzie na przygotowania do konfliktu o wysokiej intensywności w regionie Indo-Pacyfiku.
Choć australijskie władze unikają otwartego wskazywania Chin jako przyszłego przeciwnika, modernizacja armii mówi sama za siebie. Australia kupuje nowe czołgi Abrams i rozwija zdolności do prowadzenia uderzeń dalekiego zasięgu. Uczestniczy również w programie AUKUS, który zakłada pozyskanie okrętów podwodnych o napędzie atomowym, oraz rozbudowuje infrastrukturę wojskową na północy kraju. Coraz bardziej realistyczne ćwiczenia z udziałem „chińskich” Abramsów pokazują, że to właśnie potencjalny konflikt z Pekinem jest dziś jednym z głównych scenariuszy, do których przygotowują się australijskie siły zbrojne.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
