Jak wynika z danych gromadzonych przez ekspertów z Uniwersytetu w Uppsali, nie przyszło nam żyć w spokojnych czasach. Jeszcze nigdy po II wojnie światowej liczba konfliktów zbrojnych na całym świecie nie była aż tak duża (chociaż początek lat 90. był blisko). Nie wszystkie punkty zapalne na mapie świata mają jednak taką samą wagę.

Afganistan

Reklama

Mówi się, że podbicie kraju jest znacznie prostsze niż późniejsze zarządzanie nim. Lekcję tę odbierają teraz talibowie, którzy starają się rządzić jednym z najuboższych państw na świecie bez dostępu do finansowej pomocy z zagranicy, filaru dotychczasowego rozwoju kraju. Globalne instytucje biją na alarm. Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że afgańska gospodarka w rok od objęcia rządów przez talibów może się skurczyć o jedną trzecią. ONZ uważa, że kraj stoi na krawędzi najpoważniejszej klęski głodu od lat. Obserwatorzy zapominają jednak, że talibowie rządzili już znacznie biedniejszym Afganistanem ponad 20 lat temu, a mimo to jakoś sobie radzili. Teraz to inny kraj. Rok 2022 pokaże, na ile stabilny jest „pax talibana”.

Afryka Północna

Libia i Tunezja to dwie strony tej samej monety, arabskiej wiosny. W drugim kraju po obaleniu dyktatury co do zasady zagościła demokracja, pierwszy osunął się w chaos wojny domowej. Mimo to obydwa znalazły się w podobnym punkcie. W Tunezji w 2021 r. pełnię władzy przejął prezydent Kajs Su’ajjid, zarzekając się, że to nie gabinetowy zamachu stanu, tylko próba uzdrowienia kraju. Na ten rok zapowiedział więc nową ustawę zasadniczą, referendum nad nią (w lipcu) oraz wybory (w grudniu). Libijczycy postanowili zrobić na odwrót – najpierw wybrać głowę państwa, a potem zająć się konstytucją. Wybory zaplanowane na koniec grudnia 2021 r. w ostatniej chwili jednak odwołano. Znaczy to tyle, że w obu krajach sytuacja polityczna jest daleka od stabilizacji niezbędnej do stawienia czoła wyzwaniom gospodarczym. W obu szaleje bezrobocie, co w warunkach braku perspektyw wystarczy, żeby wyprowadzić ludzi na ulice. W 2022 r. Su’ajjid zechce udowodnić, że nie jest autokratą, a strony wojny domowej w Libii – że naprawdę zależy im na jej zakończeniu.

Etiopia

Afryka w tym roku będzie świadkiem przynajmniej jeszcze jednego konfliktu o potencjalnie regionalnych konsekwencjach. W decydującą fazę wchodzi wojna domowa w Etiopii. Na razie górą zdają się być siły lojalne wobec rządu w Addis Abebie, którym udało się zepchnąć do defensywy Tigrajski Ludowy Front Wyzwolenia, czyli rebeliantów z północy. Tigrajczycy są jednak biegli w partyzantce i wojnie podjazdowej, przez co w połowie 2021 r. udało im się odwrócić losy wojny. Ale nie próżnuje też rząd, inwestując w drony, dające przewagę w walce z mobilnym i skrytym przeciwnikiem. Najgorsze, co może stać się w Etiopii, to włączenie się do konfliktu sił z zewnątrz (Tigrajczycy mogliby poprosić o pomoc Sudan albo Egipt, niezadowolone z budowy przez Etiopię wielkiej tamy na Nilu), co dałoby paliwo na jeszcze wiele miesięcy walk.

Iran

Gdy amerykańscy dyplomaci usiądą dzisiaj w Genewie do stołu z przedstawicielami Rosji, 800 km dalej w Wiedniu będą się toczyć rozmowy w sprawie Iranu. Rokowania o powrocie do porozumienia nuklearnego z 2015 r. nabrały ostatnio tempa. Szef francuskiej dyplomacji Jean-Yves Le Drian mówił nawet niedawno o dużym postępie. Niemniej jednak sukces nie jest gwarantowany, a porażka może doprowadzić do zaognienia sytuacji w Zatoce Perskiej.

Cały artykuł przeczytasz w dzisiejszym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP.