12 mld dol. Taka jest przybliżona wartość umów, które w ostatnich miesiącach Ministerstwo Obrony Narodowej – reprezentowane przez Agencję Uzbrojenia – zawarło z firmami zbrojeniowymi z Korei Południowej. Założenie jest takie, że część produkcji, np. czołgów K2, armatohaubic K9 czy amunicji, będzie się odbywać w Polsce. By to było realne, muszą powstać nowe zakłady i/lub potrzebna jest gruntowna modernizacja tych już istniejących, np. Bumaru Łabędy na Śląsku czy Cegielskiego w Poznaniu.
Reklama
To wymaga nakładów finansowych liczonych w miliardach złotych. Polska Grupa Zbrojeniowa, której zakłady będą zaangażowane w produkcję, takich środków nie ma. Tak duże kwoty trudno też wpleść w kontrakty z rządem, a po prostu przeznaczenie przez państwo kilku miliardów złotych na dotację dla jakiegoś przedsiębiorstwa, nawet jeśli produkuje ono uzbrojenie, wymaga uprzednich rozmów z Unią Europejską. I wcale nie jest powiedziane, że one zakończyłyby się sukcesem.

Desant Błaszczaka w KGHM

Jednym z wariantów pozyskania środków na inwestycje w produkcję zbrojeniową jest zaangażowanie kapitałowe KGHM. – Dyskusje o tym toczyły się między Ministerstwem Obrony Narodowej, Ministerstwem Aktywów Państwowych i kancelarią premiera – mówi jeden z rozmówców DGP związany z przemysłem zbrojeniowym. Mogłoby dojść do zawiązania spółki między KGHM, PGZ i jednym z zagranicznych partnerów z Korei bądź Stanów Zjednoczonych. – Polska Grupa Zbrojeniowa równolegle prowadzi rozmowy z wieloma różnymi podmiotami krajowymi i międzynarodowymi, których celem jest określenie możliwych i ewentualnych obszarów współpracy niezbędnych do realizacji m.in. programów modernizacyjnych polskiej armii – tłumaczy Izabela Cicha, dyrektor departamentu komunikacji i marketingu PGZ. – Jednakże zarówno wskazywanie konkretnych podmiotów, jak też zakresu prowadzonych rozmów nie jest przez nas publicznie komunikowane ani komentowane – dodaje. Do zamknięcia tego wydania DGP KGHM, mimo naszych pytań, sprawy nie skomentował.
– Z punktu widzenia MAP PGZ to nie jest łakomy kąsek, bo i tak rządzą tu ludzie ministra obrony. I dlatego zainteresowanie tym projektem nie jest oczywiste – wyjaśnia nasz rozmówca. Jak informowaliśmy w ubiegłym tygodniu, zyski KGHM za ostatnie cztery kwartały to ponad 6 mld zł, więc górniczy gigant dysponuje środkami na inwestycje. W ostatnich tygodniach jego prezesem został Tomasz Zdzikot, który wcześniej był m.in. wiceministrem obrony i bliskim współpracownikiem wicepremiera Mariusza Błaszczaka, a na początku grudnia pracę w KGHM rozpoczął były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Maciej Materka.
Co istotne z punktu widzenia polityki, w miedziowym gigancie pracują ludzie z różnych opcji. Jest to spółka znana z tego, że tam „żywią się” wszystkie partie. Jej ewentualne zaangażowanie w taki projekt dawałoby mu pewną elementarną stabilność także po wyborach. Jednak jeśli w tej kwestii nie dojdzie do porozumienia w najbliższych miesiącach, to szanse na jego realizację radykalnie zmaleją z powodu kampanii wyborczej i skupienia polityków na zupełnie innych kwestiach.

Prywatne banki pożyczą na broń

Drugi problem dotyczący finansowania uzbrojenia sprowadza się do pytania, za co je kupować. W przyszłorocznym budżecie na obronność ma się znaleźć ponad 97 mld zł (zgodnie z ustawą co najmniej 3 proc. PKB), a do tego dochodzi jeszcze Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, którego operatorem jest Bank Gospodarstwa Krajowego. W 2023 r. do FWSZ ma trafić ok. 50 mld zł. Te środki mają pochodzić z różnych źródeł. Mogą to być m.in. fundusze bezpośrednio przesunięte z resortu obrony (to pozwala na pozorne zwiększenie wydatków, ponieważ środki te zostaną uwzględnione dwa razy, pieniądze pochodzące ze sprzedaży obligacji, ale też pożyczki w prywatnych bankach zagranicznych. W październiku BGK na trzy dni przed planowanym terminem odwołał planowany przetarg na sprzedaż obligacji. Premier Mateusz Morawiecki wyjaśniał, że jest to normalne i emisja zostanie zorganizowana, gdy warunki będą lepsze (szerzej piszemy o tym obok).
Z kolei z misją pozyskania pożyczek m.in. w Stanach Zjednoczonych, Korei i Japonii przebywał ostatnio były minister finansów Tadeusz Kościński, który od czerwca pełni funkcję pełnomocnika rządu ds. pozyskiwania źródeł finansowania dla przedsięwzięć służących wzmocnieniu bezpieczeństwa i obronności państwa. Warto odnotować, że przez kilkadziesiąt lat był on związany z sektorem bankowym. W najbliższych miesiącach powinno dojść do podpisania pierwszych umów na pożyczki tego typu. Problemem są m.in. country limits, czyli określone pułapy maksymalnego zaangażowania instytucji finansowej w danym kraju, ale też to, że te pożyczki mają być przeznaczone na zakup uzbrojenia. Niektóre instytucje widzą problem w tym, że pożyczane przez nie środki mogą być przeznaczone na zakup ofensywnego uzbrojenia. Wiadomo, że w grę wchodzą nie tylko pożyczki długoterminowe, lecz także krótkoterminowe, które później mogą być refinansowane.

Pieniądze z Korei

Wciąż nie jest jasne, czy i w jakim stopniu w finansowanie zakupów zbrojeniowych dla Wojska Polskiego zaangażują się instytucje finansowe z Korei Południowej. Ale np. w ubiegłym roku koreański Eximbank podpisał porozumienie z grecką Angelicoussis Shipping Group na zapewnienie finansowania na zakup statków w koreańskich stoczniach. Jednak zostało ono zawarte przed podpisaniem kontraktów, tymczasem Polska umowy z koreańską zbrojeniówką już zawarła. ©℗

ODPOWIEDŹ KGHM

Po opublikowaniu przez DGP powyższego tekstu KGHM wydało oświadczenie, w którym przekazało, że nie prowadzi żadnych projektów polegających na produkcji uzbrojenia, ani nie ma takich planów.